Jak opodatkować 200 miliardów euro?

Gospodarka

Mężczyzna trzymający za plecami plik pieniędzy i skrzyżowane palce
Fot. stock.adobe.com/Impact Photography

Oszustwa, nadużycia lub „tylko” krętactwa podatkowe, to niekończąca się historia w Niemczech i innych krajach Unii Europejskiej. Mimo postępów w walce z tym procederem wciąż gigantyczne kwoty wypływają z kraju lub w inny sposób nie trafiają do urzędów skarbowych.

#ChristophTrautvetter: Co roku z Niemiec wypływa od pięciu do piętnastu miliardów euro #SiećSprawiedliwośćPodatkowa #OszustwaPodatkowe #PanamaPapers #RajePodatkowe #GrupoweZapytania @MF_GOV_PL

Taka jest konstatacja ekspertyzy, którą na zamówienie „zielonego” eurodeputowanego Svena Giegolda sporządził znawca tematu Christoph Trautvetter, członek stowarzyszenia pod nazwą „Sieć Sprawiedliwość Podatkowa”. Raportu jeszcze nie opublikowano, ale w połowie września omówiła go prasa niemiecka.

Sytuacja parę lat temu nieco się poprawiła po ujawnieniu tzw. Panama Papers i tego, kto gdzie ukrywa swoje dochody, uciekając przed rodzimą skarbówką. Wtedy wielu grzeszników podatkowych doniosło na siebie, by zmniejszyć karę.

Państwu udało się też kupić dyskietki z listami klientów w zagranicznych bankach. Także  Szwajcaria po długich sporach i oporach w sprawie tajemnicy bankowej − przyłączyła się do wymiany informacji między krajami. Niemało pieniędzy udało się dzięki temu odzyskać, ale znacznie więcej pozostaje gdzieś w ukryciu.

Grupowe zapytania przeciw oszustom

Według autora ekspertyzy, na zagranicznych kontach zalega nieopodatkowanych  125 − 200  miliardów euro niemieckich płatników. Mimo wymiany informacji między państwami oszuści wciąż znajdują sposoby, by ukryć pieniądze przed skarbem państwa. − Co roku z Niemiec wypływa od pięciu do piętnastu miliardów euro – szacuje Trautvetter.

Ekspert zarzuca władzom w Niemczech, że prawie nie korzystają z tzw. grupowych zapytań. Koncepcja ta zrodziła się wśród państw OECD.

Ustanowiony mechanizm pozwala pytać organy innego państwa o określoną grupę ryzyka podatkowego, a nie o konkretną osobę. Jest jeden wymóg: pytające państwo musi najpierw wyczerpać wszystkie wewnętrzne możliwości znalezienia oszusta, a dopiero potem prosić o wsparcie zagranicę. Nie można pytać ot tak, na chybił trafił.

Z ekspertyzy wynika, że władze Niemiec w 2013 roku skierowały dziewięć grupowych zapytań odnośnie do możliwych oszustw podatkowych, ale od 2014 roku do chwili obecnej w sumie tylko osiem. Adresatami próśb były Belgia, Irlandia, Islandia, Luksemburg i Hiszpania.

Czytaj także: Obowiązkowy split payment i uproszczenie systemu stawek VAT. Prezydent podpisał nowelę

Jeden kontroler przysparza państwu 1,5 mln euro dodatkowych podatków

Na początku lata o skuteczność walki z oszustwami podatkowymi pytał też deputowany do Bundestagu z opozycyjnej FDP Markus Herbrand. Resort finansów podał w odpowiedzi na interpelację, że w 2018 roku państwo odzyskało 900 mln euro, a rok wcześniej 1,2 mld euro − plus po kilkanaście milionów domiaru od przyłapanych na finansowych kombinacjach.

Wyśledzenie oszustów podatkowych w kraju i za granicą wymaga ogromnej pracy wielu agentów. Thomas Eigenthaler z Niemieckiego Związku Zawodowego Podatników (Deutsche Steuergewerkschaft) zauważył, że agenci podatkowi często muszą przekopywać się przez materiały w języku angielskim, francuskim czy hiszpańskim. To cud, że odzyskują miliony.

Działacz wyliczył, że jeden agent czy kontroler przyglądający się finansom przedsiębiorstw przysparza państwu 1,5 mln euro dodatkowych podatków rocznie. Jego utrzymanie kosztuje zaś tylko 70 000 euro rocznie.

Eigenthaler dziwi się więc „każdego dnia”, dlaczego państwo nie czyni tu więcej. Czyli, jak można wnosić − nie zatrudnia na potęgę kolejnych agentów do ścigania grzeszników podatkowych.

I jakaś racja w tym jest. Odstraszać od przestępstwa może nie tyle wysokość, ile nieuchronność kary. Nawet jeśli ukryjesz  pieniądze w jakimś raju lub „tylko” w oazie podatkowej.

Źródło: aleBank.pl
Udostępnij artykuł: