Jak pandemia zmienia konsumpcję, biznes i co do tego mają cykliści?

Gospodarka / Multimedia

Elżbieta Mączyńska
Fot. aleBank.pl

O tym, jak pandemia zmienia gospodarkę, nasze modele konsumpcji i w rezultacie poziom PKB, ale niekoniecznie poziom życia mówiła podczas Lendtech Congress prof. Elżbieta Mączyńska, Prezes Zarządu, Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego.

#ElżbietaMączyńska: Najgorszy dla PKB jest rowerzysta, bo nie nie kupuje samochodu, nie korzysta z napraw samochodowych, przemysł samochodowy nie płaci podatku od sprzedaży, a sam rowerzysta jest zdrowy, więc w małym stopniu korzysta z usług lekarzy @PZIP_PL

Robert Lidke: Wielu ekspertów twierdzi, że pandemia przyspieszyła pewne procesy w gospodarce, pokazała, że świat zmierzał w złym kierunku. Czy Pani zgadza się z tym stwierdzeniem?

Prof. Elżbieta Mączyńska: Absolutnie się zgadzam. Pandemia stanowi wielkie, silne szkło powiększające, to „otwieracz mózgu” i „otwieracz oczu” na różnego rodzaju nieprawidłowości naszego świata, które pracowicie wykreowaliśmy.

Te nieprawidłowości ułatwiają pojawiać się zjawiskom pandemiczno-epidemicznym. Chociażby nieprawidłowości w przestrzennym zagospodarowaniu ‒ miasta-molochy, mega-miasta. Nieprzypadkowo COVID-19 pojawił się w kilkunastomilionowym mieście, bo to jest raj dla wirusów.

Cała masa jest nieprawidłowości, świat pogrąża chaos, nierównowaga, świat jest chwiejny, świat jest spękany, a pandemia dokładnie to pokazała. I niestety, w niektórych przypadkach umocniła negatywne procesy, np. umacniają się nierówności.

To jest niedobre dla świata i dla gospodarki, bo nierówności zabijają popyt, jeśli są nadmierne.

Dlatego trzeba teraz znaleźć rozwiązania, które pozwolą na ozdrowieńcze procesy, nie tylko w sensie przeciwdziałania wirusowi, ale też w sensie usuwania tego bałaganu, do którego doprowadziliśmy.

Pandemia nie jest w tym sensie czarnym łabędziem, bo ostrzeżeń było wiele, znacznie wcześniej.

Czytaj także: Jak pandemia koronawirusa przyspieszyła transformację cyfrową biznesu i życia społecznego

Mówi się także o tym, że pandemia zmienia modele biznesowe. Do tej pory byliśmy przyzwyczajeni, żeby produkować jak najtaniej, just-in-time, żeby produkować np. w Chinach produkty newralgiczne, m.in. te związane z medycyną. I w czasie pandemii okazało się, że to wszystko przestaje dobrze funkcjonować.

‒ Tak jest. Pandemia ujawnia nieprawidłowości, a tym samym daje podłoże do tego, żeby szukać metod, żeby te nieprawidłowości usunąć. Metody polegają m.in. na zmianach modeli, nie tylko biznesu, ale naszego życia, konsumpcji itd.

Jeżeli się zmienia model biznesu, to on jest reakcją na zmianę modelu konsumpcji.

Pandemia chociażby poprzez to, że zwiększa się zakres pracy zdalnej, już powoduje przemiany w konsumpcji. Jeżeli ktoś pracuje w domu, mniej wydaje na odzież, mniej wydaje na kawy w pobliskich kawiarniach, na przejazdy, na benzynę itd.

A to wszystko przekłada się na popyt. Wobec tego biznes musi się do tego dostosować. To widać bardzo na rynku nieruchomości. Jak bardzo rzutuje na rynek nieruchomości pandemia, i to w taki sposób, który pozostanie trwały.

Bo wiele wskazuje na to, że praca zdalna utrwali się. Nie w 100 proc., ale w części się utrwali. Stąd wiele powierzchni biurowych trzeba będzie przetransponować na inne cele.

Czytaj także: Co zmieniła pandemia w funkcjonowaniu firm?

Zostajemy w domu, mniej wydajemy, mniej kupujemy, mniej zużywamy energii, nie jeździmy samochodem, czyli PKB będzie niższe.

‒ PKB to jest wartość nowo wytworzona. My sfetyszyzowaliśmy PKB. A trzeba powiedzieć, że to jest miara bardzo wadliwa ‒ potrzebna, ale wadliwa. Bo ona pokazuje tylko to, co przechodzi przez rynek, i dobre, i złe. I dobra i anty-dobra.

W PKB mieści się prostytucja, mieszczą się narkotyki, wszystko, co przechodzi przez rynek. Bo PKB, w największym uproszczeniu – wartość nowa wytworzona – to jest suma zysków tych, którzy wkładają kapitał i płac tych, którzy pracują. 

Ale nie zmieści się w PKB np. praca, sprzątanie domu przez moją żonę czy to, że sam pomaluję płot.

‒ Nie zmieści się też, jak Pana żona ugotuje zupę pomidorową, to jej praca nie powiększy PKB, a jeśli pójdą Państwo do restauracji, to praca kucharza powiększy PKB. I tu są cechy tej miary.

Ktoś puścił w sieci piękną historyjkę, że najgorszy dla PKB jest rowerzysta. Bo nie dość, że nie płaci za samochód, nie korzysta z napraw samochodowych, przemysł samochodowy nie płaci podatku od sprzedaży, to jeszcze na dodatek rowerzysta jest zdrowy, więc w małym stopniu korzysta z usług lekarzy. I to strasznie źle działa na PKB.

Za to McDonalds wspaniale działa na PKB, ponieważ od razu powoduje, że ludzie tyją, idą do lekarzy, do fitness klubu. Jednym słowem daje to ogromne przełożenie na różnego rodzaju potrzeby i kreuje popyt.

Ale to wcale nie znaczy, ze mamy się kierować w kierunku McDonalds’a, a nie w kierunku dbałości o swój styl życia.

Styl życia zmienia się raczej obecnie, po tym fetyszyzowaniu PKB ‒ w kierunku modelu rowerzysty, a nie w kierunku modelu McDonalds’a. Co jest złą wiadomością dla McDonalds’a.

Czytaj także: Jak pandemia COVID-19 zmieniła sposób myślenia o pracy?

Źródło: aleBank.pl
Udostępnij artykuł: