Jak utopiono 8 mld euro w linii lotniczej

Gospodarka

Od soboty 13 lipca włoskie koleje państwowe żądają od pasażerów szybkich pociągów Frecciarossa dodatkowej opłaty za możliwość wybrania miejsca w wagonie, na przykład, by siedzieć twarzą w kierunku jazdy. Opłata wynosi dwa euro. To wydarzenie ma wiele wspólnego...ze sprzedażą linii lotniczych Alitalia - pisze z Rzymu Marek Lehnert

#MarekLehnert: Od jej pierwszej prywatyzacji w 2008 roku ratowanie upadającej firmy lotniczej założonej w 1946 roku kosztowało już osiem miliardów euro

Komentatorzy natychmiast porównali to do opłat, jakie pobierają od podróżnych tanie linie lotnicze. To porównanie jest trafne i więcej niż uzasadnione. Mówiąc w dużym skrócie koleje państwowe FS (Ferrovie dello Stato), spółka akcyjna kontrolowana przez państwo, są obecnie największym akcjonariuszem linii lotniczych Alitalia, posiadając 35 procent ich udziałów.

Połowa udziałów Alitalii w rękach państwa

Dlatego w ich dyrekcji do poniedziałku przyjmowane były oferty od inwestorów zainteresowanych pozostałymi udziałami w przedsiębiorstwie, które każdego dnia traci około miliona euro. FS wybrały z grona tych pretendentów firmę Atlantia, należącą do rodziny Benetton (sweterki, dzianina znana powszechnie pod marką United Colors of Benetton), kontrolującą większość włoskich autostrad oraz rzymskie porty lotnicze Fiumicino i Ciampino.

Atlantii przypadnie 35 procent akcji dawnego narodowego włoskiego przewoźnika, 15 procent przejmie amerykańska spółka Delta Airlines, a pozostałe piętnaście procent znajdzie się w portfelu ministerstwa finansów i skarbu.

W ten sposób w rękach państwa pozostanie ponad połowa udziałów Alitalii i można mówić o jej renacjonalizacji i określenie „narodowy przewoźnik” jest znowu jak najbardziej na miejscu. Nie wiadomo, co o operacji tej powie Bruksela.

Benetton udziałowcem Alitalii

Co najmniej dwa aspekty nowej sytuacji wywołują zainteresowanie mediów i ekspertów. To jedyny na świecie przypadek próby pogodzenia interesów dwóch przewoźników – kolej i samoloty – którzy do tej pory zacięcie konkurowali z sobą, przynajmniej na Półwyspie Apenińskim.

Po drugie obecność rodziny Benetton wśród współwłaścicieli Alitalii: do nich, a dokładnie do wspomnianej firmy Atlantia, należał most Morandi w Genui, który runął niespodziewanie 14 sierpnia ubiegłego roku, zabijając 43 osoby. Zaraz po tej tragedii włoski rząd zapowiedział wypowiedzenie tej firmie koncesji na autostrady, podzielając od początku nie potwierdzoną do tej pory przez wymiar sprawiedliwości tezę, że była ona rezultatem wieloletnich zaniedbań.

Do ostatniej chwili minister rozwoju gospodarczego i pracy Luigi Di Maio głośno mówił, że firma należąca do rodziny Benetton jest „ugotowana”, czyli niezdolna do podjęcia jakichkolwiek inicjatyw (i od razu poszły w dół jej akcje na giełdzie w Mediolanie), a jej ewentualne wejście do konsorcjum kontrolującego Alitalię zakończy się masowym spadaniem jej samolotów.

W końcu Di Maio musiał przełknąć tę żabę i zgodzić się – ale bez wyrażania radości – na to, by Atlantia odgrywała niebagatelną rolę w odrodzeniu włoskich linii lotniczych (zapewnił jedynie, że procedura pozbawienia jej koncesji na autostrady bynajmniej się nie zakończy).

8 mld euro utopionych w Alitalii

Dwa euro od miejscówki na lukstorpedę Frecciarossa to nie wszystko, co stara-nowa Alitalia spodziewa się dostać od obywateli. Od jej pierwszej prywatyzacji w 2008 roku ratowanie upadającej firmy założonej w 1946 roku kosztowało już osiem miliardów euro. 

W 2014 do pomocy przyłączyła się Poczta Włoska, wykupując 15 procent udziałów, w związku z czym mówiło się, że wszystkie listy wysyłane z Italii będą lotnicze. Potem wspólnikiem publicznego właściciela zostały na kilka lat linie Etihad Zjednoczonych Emiratów Arabskich, co zakończyło się absolutnym fiaskiem.

Od dwóch lat Alitalia była pod zarządem komisarycznym, a głównym zadaniem komisarzy wyznaczonych przez państwo miało być znalezienie nowych inwestorów. Przewoźnik funkcjonował dzięki ogromnej pożyczce ze skarbu państwa wysokości prawie miliarda euro. Pieniądze te skończą się lada moment.

Jest nadzieja, że wystarczą do końca września. Taki termin wyznaczono inwestorom na przedstawienie wiarygodnego i realistycznego programu ratowania firmy.

Z góry wiadomo, że stara-nowa Alitalia będzie mniejsza od poprzedniej i że do 2021 jej bilans będzie na minusie.  Obroty narodowego włoskiego przewoźnika powinny w 2023 przekroczyć 134 milionów euro, co będzie możliwe między innymi dzięki zmniejszeniu floty z aktualnych 117 do 102 maszyn.

W tej chwili Włosi są świadkami paradoksalnej sytuacji, że ich kulejące linie lotnicze prowadzą zdecydowanie w rankingu najpunktualniejszych przewoźników…

Źródło: aleBank.pl
Udostępnij artykuł: