Jak znaleźć najlepszą lokatę i czym kierować się przy wyborze

Finanse i gospodarka

Mimo coraz niższego oprocentowania, lokaty bankowe wciąż należą do najbardziej popularnych sposobów oszczędzania. Większość z nas w ocenie ich atrakcyjności kieruje się porównaniem oferowanej aktualnie wysokości odsetek przez różne banki oraz odnosi ją do warunków, jakie uzyskiwaliśmy w przeszłości.

By podejmować właściwe decyzje, co zrobić z pieniędzmi, warto też zdawać sobie sprawę ze zmian warunków rynkowych oraz do tego, jak do tej kwestii podchodzi druga strona, czyli banki.

Porównujmy racjonalnie, a nie emocjonalnie

Pierwszą rzeczą, jaką robimy zastanawiając się nad jak najkorzystniejszym ulokowaniem naszych pieniędzy, jest przegląd dostępnych w różnych bankach aktualnych ofert. Jednocześnie porównujemy bieżącą wysokość oprocentowania z tą, jaką osiągnęliśmy lub mogliśmy osiągnąć w przeszłości. Takie myślenie jest oczywiście jak najbardziej racjonalne, ale nie zawsze wystarczające do podjęcia najbardziej uzasadnionych decyzji o tym, co zrobić z oszczędnościami.

Jeśli popatrzymy na to, jak zmieniało się w ostatnim czasie średnie oprocentowanie lokat bankowych, możemy dojść do wniosku, że to forma obecnie całkowicie nieopłacalna. Jesienią 2012 r., a więc zaledwie dwa lata temu, według wyliczeń Narodowego Banku Polskiego średnie oprocentowanie lokat o terminie do 2 lat wynosiło 4,75-4,88 proc. Spore byłoby zdziwienie osoby, która chciałaby ponownie zainwestować pieniądze z założonej dwa lata temu lokaty, która właśnie się kończy. Idąc do tego samego “średniego” banku zobaczyłaby ofertę w wysokości 2,5 proc., a więc o prawie połowę niższą. Czy powinna oburzona trzasnąć drzwiami? Niekoniecznie.

Warto poszukać

Na razie lepszym wyjściem byłoby dyskretne wycofanie i zrobienie rozeznania, co proponują inne banki. Jak bowiem dobrze wiadomo, na średnią składać się mogą wielkości mocno się od siebie różniące, zarówno in plus, jak i in minus. Z pewnością jest tak również w przypadku lokat. Można w tej chwili natknąć się na oferty zbliżone do 1 proc. rocznie, co daje 10 zł od każdego tysiąca. Przykładowe 100 tys. dałoby więc po roku zaledwie tysiąc złotych zysku, a po odliczeniu podatku od dochodów kapitałowych, zostałoby z tego 810 zł. I to pod warunkiem, że oprocentowanie naszej lokaty nie zmieniałoby się przez cały rok jej trwania. A większość ofert banków dotyczy lokat o oprocentowaniu zmiennym, co oznacza, że w trakcie może ono ulec obniżeniu. Lokaty o oprocentowaniu nie zmieniającym się w ciągu roku z reguły zawierane są na gorszych warunkach, czyli przy niższym oprocentowaniu.

Wracając jednak do naszej bankowej wędrówki w poszukiwaniu lepszej oferty, bez wielkiego trudu powinniśmy znaleźć instytucje, które skuszą nas oprocentowaniem w wysokości około 2-2,5 proc. Jesteśmy więc w okolicach średniej, ale też znacznie powyżej oferty na 1 proc. Jeśli jesteśmy wystarczająco zdeterminowani, możemy trafić na odsetki w wysokości 3 proc., a przy większym szczęściu, sięgające 3,5-4 proc.

Różnice nie biorą się z powietrza

Tym zróżnicowaniem rządzi reguła, wskazująca że im większy, dłużej działający i bardziej znany bank, tym niższe oprocentowanie oferuje. Najbardziej kuszą atrakcyjną ofertą banki mniejsze, o mniejszym zasięgu działania, a więc i takie, które trudniej znaleźć, szczególnie w niewielkich miejscowościach i działające na naszym rynku od niedawna. Od każdej reguły są jednak wyjątki, a często w tym samym banku można spotkać podobny produkt o zróżnicowanym oprocentowaniu. Ponadto ten sam bank potrafi w krótkim czasie dość mocno zmienić oferowane warunki, gdy akurat zacznie mu bardziej zależeć na pozyskaniu pieniędzy od klientów. Ze zróżnicowaniem warunków wiążą się jeszcze trzy kwestie, z których warto zdawać sobie sprawę. Pierwsza to przywiązanie klientów do tradycji i marki oraz niechęć do poszukiwania czegoś nowego, w tym przypadku zmiany banku. A może ona często być korzystna. Zbyt często idziemy tam, gdzie dobrze znamy drogę, a nie gdzie możemy liczyć na większe korzyści. Druga to kierowanie się oddziaływaniem reklamy. Więcej klientów trafia do tych banków, które akurat prowadzą bardziej intensywną kampanię reklamową, a nie do tych, które mają najlepszą ofertę. Tak jak w przypadku wielu innych produktów, ulegamy reklamie, kierując się jej sugestywnym przekazem lub ułatwiając sobie życie, pomijamy etap żmudnego poszukiwania lepszej oferty. Trzecia wreszcie, to ocena ryzyka, związanego z powierzeniem swoich pieniędzy temu, a nie innemu bankowi. Wiąże się ona z wymienionym już przywiązaniem do tradycji oraz własnych doświadczeń i przyzwyczajeń. Ale podobnie, jak w przypadku wszystkich instrumentów finansowych, na myśl przychodzi zasada, że i wyższy zysk, tym większe ryzyko. W przypadku lokat bankowych ma ona akurat mniejsze znaczenie, bowiem wiarygodność naszych banków nie jest zbytnio zróżnicowana, a ponadto pieniądze klientów podlegają gwarancjom w przypadku niezwykle rzadko zdarzających się kłopotów banków z wypłacalnością.

Jak wysokość odsetek kalkulują banki

Oprócz wielu czynników, którymi kierują się banki w ustalaniu wysokości oprocentowania oferowanych przez siebie lokat, bardzo istotnym punktem odniesienia dla nich jest rynkowy koszt pieniądza i jego zmiany. Koszt ten ma swoje odzwierciedlenie w stawkach WIBOR, a więc oprocentowaniu, po jakim banki udzielają pożyczek sobie wzajemnie. To one są podstawą określania oprocentowania, a po dołożeniu do nich określonej “premii” dla klienta detalicznego, składają się na całkowitą wysokość odsetek jaką on otrzymuje. Z tego wniosek, że zmiany oprocentowania zależne są w dużej mierze właśnie od zmian stawek WIBOR. Te zaś zależą od sytuacji na rynku oraz wysokości oficjalnych stóp procentowych, ustalanych przez Radę Polityki Pieniężnej i kierunku ich zmian.

Jeśli popatrzymy na zmiany oferty baków z tego punktu widzenia, to okaże się, że raz mniej, a raz bardziej hojne. A stopień tej hojności można ocenić, porównując różnicę między średnim oprocentowaniem lokat a wysokością stawki WIBOR. Okazuje się, że są okresy, w których banki są w stanie płacić klientom wyższą lub niższą premię w porównaniu do wspomnianej stawki i to często niezależnie od wysokości i zmian oficjalnych stóp procentowych. Na przykład w latach 2010-2012 mimo wysokich i wciąż rosnących stóp NBP, banki oferowały odsetki niższe niż stawki WIBOR. Mimo to klienci mogli się cieszyć oprocentowaniem lokat sięgającym średnio 4-5 proc. Z kolei od jesieni 2012 niemal do końca 2013 r., w warunkach obniżania stóp przez Radę Polityki Pieniężnej, banki chcąc przyciągnąć pieniądze klientów, płaciły więcej niż wynosiły stawki WIBOR. Klienci mogli tego nie doceniać, bo mimo to średnie oprocentowanie lokat obniżało się w tym czasie z prawie 5 do 2,7 proc. Od początku tego roku do sierpnia banki znów były bardziej skąpe, ale od września 2014 r. ponownie odsetki są wyższe niż stawki WIBOR, a więc mimo średniego oprocentowania lokat utrzymującego się na niskim poziomie około 2,5 proc., z tego punktu widzenia trzeba ocenić je jako względnie atrakcyjne, jak na warunki rynkowe. Można wręcz powiedzieć, że banki pomagają w utrzymaniu ich opłacalności dla klientów.

Względną atrakcyjność lokat z punktu widzenia oszczędzających zwiększa też bardzo niska inflacja, a ostatnio wręcz spadek wskaźnika cen towarów i usług konsumpcyjnych poniżej zera. To powoduje, że realne, czyli po uwzględnieniu inflacji, zyski z lokat wcale nie są najniższe w historii, jak wskazywałby ich poziom nominalny oraz poziom stóp procentowych NBP.

Trochę podobnie jak z lokatami, jeśli chodzi o różnicę w oprocentowaniu w porównaniu ze stawkami WIBOR, jest w przypadku obligacji skarbowych. Ostatnie zmiany, dokonane przez Ministerstw Finansów spowodowały, że oprocentowanie niektórych rodzajów tych papierów, jest zbliżone do stawek WIBOR lub nawet nieco niższe. A więc nabywca obligacji skarbowych nie dostaje od państwa żadnej premii.

Można dostać więcej

Taka sytuacja w praktyce nie zdarza się w przypadku obligacji korporacyjnych, czyli emitowanych i sprzedawanych przez firmy. Tu zasadą jest występowanie mniejszej lub większej, w zależności od różnych czynników, nadwyżki ich oprocentowania nad rynkowymi kosztami pieniądza, czyli stawkami WIBOR. Stąd też bierze się rosnąca popularność tych papierów, także wśród wielu klientów banków, poszukujących wyższych zysków. Stanowią one coraz poważniejszą konkurencję, zarówno wobec obligacji skarbowych, jak i lokat bankowych. Trudno się temu dziwić, skoro w przypadku najbardziej znanych i wiarygodnych firm, takich jak na przykład PKN Orlen, PGNiG, PGE, CCC, Ciech, premia ponad WIBOR sięga od 1,5 do 2,5 proc., co w obecnych warunkach oznacza oprocentowanie w wysokości 4-5 proc. Coraz częściej sprzedają one swoje obligacje nabywcom indywidualnym. Co ciekawe, także banki, czasem skąpe w przypadku oferowanych przez siebie lokat, są o wiele bardziej hojne w przypadku emitowanych obligacji. Niestety te ostatnie są najczęściej niedostępne dla klientów detalicznych. Tym ostatnim pozostaje więc oferta firm mniejszych i mniej znanych, przynosząca odsetki w wysokości od 5 do ponad 10 proc.

Piotr Dziura,
Członek Zarządu,
GERDA BROKER

Udostępnij artykuł: