Jam to, nie chwaląc się, załatwił

Andrzej Lazarowicz

Są takie typy zachowań, a może takie typy ludzi, które mimo zmieniających się czasów, norm etycznych, ustrojów, form własności etc. pozostają niezmienne. Odporne na wszystko i na wszystkich. Przykład? Proszę bardzo - jakże ostatnio modne przypisywanie sobie cudzych zasług i osiągnięć. To, że tak się dzieje nawet specjalnie mnie nie dziwi. Cóż ma bowiem w czasach gloryfikacji sukcesów robić nieudacznik? Ano - udawać, zwłaszcza przed szefami, że mu się udaje. I chwalić się, chwalić, chwalić...

Znajomościami, załatwieniem spraw, zdobyciem środków, umówieniem spotkania. Nieważne, że nie przez siebie załatwionymi – szefowie z reguły nie mają czasu, żeby to sprawdzić. A poza tym – najlepiej pamięta się tego, który pierwszy przyniósł dobrą nowinę. Znakomicie wykorzystywał to imć Onufry Zagłoba, którego ulubione powiedzenie, nieco zmodyfikowane (załatwił zamiast oryginalnego uczynił) pozwoliłem sobie użyć jako tytułu.

Tymczasem, jak powiada przysłowie, a ono jak wiadomo jest mądrością narodów: krowa, która dużo ryczy, mało mleka daje. Czemu zatem wciąż jeszcze nie brakuje osób zachwycających się tymi przypisywaczami sobie cudzych zasług? Wielkich budowli (czytaj sukcesów) nie zbuduje się na piasku (czytaj powtarzanych w kółko obietnicach i artykułowanych życzeniach).

Podszywający się pod ludzi sukcesów nieudacznicy wcześniej czy później odkryją prawdziwą twarz. Na dodatek, jak rzekł Napoleon Hill: Ludzie, którym nie udaje się odnieść sukcesu, mają jedną wyróżniającą ich cechę wspólną. Znają wszystkie przyczyny porażki i zawsze mają coś, co ich zdaniem jest niepodważalnym wytłumaczeniem braku osiągnięć. Niektóre z tych wymówek są bardzo sprytne, a kilka z nich daje się uzasadnić faktami.

A ci, którzy im uwierzyli zostają z reguły na lodzie…

Udostępnij artykuł: