Jen nadal straszy, inwestorzy panikują, BoJ … uspokaja

Komentarze ekspertów

Czwartek na rynku głównej pary  walutowej można określi jako kolejny, pozbawiony większych emocji dzień. Od początku tygodnia wspólna waluta systematycznie przełamuje kolejne poziomy oporu, jednak bez widocznych gwałtownych zmian.

Czwartek na rynku głównej pary  walutowej można określi jako kolejny, pozbawiony większych emocji dzień. Od początku tygodnia wspólna waluta systematycznie przełamuje kolejne poziomy oporu, jednak bez widocznych gwałtownych zmian.

Fakt możliwego ograniczenia (a nawet jak niektórzy liczą zakończenia) programu skupu aktywów prowadzonego przez Fed dodaje rynkowi lekkiej nerwowości. W rezultacie kurs EUR/USD po porannym, pozbawionym nowych impulsów ruchu w okolice 1,339 przez kolejne godziny handlu odreagowywał w oczekiwaniu na popołudniowe publikacje z USA. Dane miały pokazać, czy poprawa na rynku pracy przekłada się na konsumpcję, która jak wiemy, odgrywa ważną rolę w amerykańskiej gospodarce. Miały i  pokazały. Sprzedaż detaliczna okazała się bowiem wyższa od oczekiwań (o 0,2 pkt. proc.). Dodatkowo nieco lepiej prezentowały się też dane dotyczące nowych podań o zasiłek dla bezrobotnych (11 tys. mniej podań od szacowanych). Lepsze informacje chwilowo wsparły dolar. Po ich publikacjach kurs EUR/USD spadł poniżej 1,33, ale dzień zakończył już w okolicach 1,335. Nadal podtrzymujemy, że to Fed nada ostatecznie kierunek euro/dolarowi. Teraz jednak wobec braku nowych impulsów niewykluczone, że słabość waluty amerykańskiej wobec euro to częściowo pokłosie dramatu, jaki w ostatnich dniach dosięgnął inwestorów nastawionych na osłabianie się japońskiego jena (tzn. z pozycjami: długo w USD lub EUR - krótko w JPY).

W czwartek japoński jen wciąż bowiem zyskiwał na wartości. Kurs USD/JPY spadł poniżej 93,8, zaś EUR/JPY otarł się o wsparcie na 125,0. Na obydwu parach są to poziomy ostatni raz widziane na rynku na początku kwietnia br., kiedy to Bank Japonii (BoJ) przedstawił plan agresywnego wspierania gospodarki, a inwestorzy zaczęli zamykać krótkie pozycje w japońskiej walucie. Wyraźna aprecjacja waluty Kraju Kwitnącej Wiśni pojawiła się po wtorkowym posiedzeniu BoJ, które to nie przyniosło żadnych dodatkowych działań w zakresie luzowania ilościowego w Japonii. Powrót silnego jena nie wróży dobrze inwestorom. Jego notowania są obecnie jak papierek lakmusowy pozwalający określić globalne nastroje (im droższy jen, tym słabsza koniunktura). A dzieje się tak dlatego, że agresywna polityka BoJ spowodowała, że kurs jena stał się wyznacznikiem płynności w światowym systemie finansowym. To m.in. dzięki japońskiemu kapitałowi widzieliśmy w tym roku kilkunastoprocentowe zwyżki na giełdzie w USA i powrót rentowności obligacji rządowych krajów peryferyjnych strefy  euro do dawno nienotowanych poziomów. Po tym jak rynek powiedział "sprawdzam", nie jest wykluczone, że Japonia podejmie kolejne działania stabilizujące walutę. Wczoraj szef japońskiego banku centralnego, H.Kuroda, a dzisiaj protokół z posiedzenia banku przypomniał inwestorom, że BoJ prowadzi i nadal będzie prowadził luźną politykę pieniężną. W ocenie prezesa banku centralnego rynek akcji, który w ostatnich dniach był w bardzo niedźwiedzim nastroju, powinien stopniowo uspokajać się, odzwierciedlając coraz lepszą sytuację w japońskiej gospodarce. Od szczytu z 22 maja wskaźnik Nikkei 225 został skorygowany w dół już o ponad 20%. Inwestorzy zaczynają powątpiewać, czy Japonii rzeczywiście uda się doprowadzić w ciągu dwóch lat do wzrostu inflacji CPI do celu na poziomie 2,0%. W piątek indeks Nikkei 225 przerwał trzydniowe spadki kończąc dzień 1,94% wzrostem odrabiają tym część strat z ostatnich sesji.

W kraju najważniejszym wydarzeniem czwartkowej sesji była publikacja GUS dotycząca inflacji konsumenckiej. W oczekiwaniu na dane na rynku euro/złotego dominowała podaż. Kurs EUR/PLN spadł do 4,25, zaś o około grosz wyżej notowany był tuż przed publikacją. Wyglądało tak, jakby rynek przeczuwał, że dana może być wyższa niż konsensus. W rzeczywistości okazało się jednak, że indeks CPI za maj notując spadek do -0,1% w skali miesiąca pokazał jedynie 0,5% wzrost r/r. Rynek oczekiwał poziomu 0,7% r/r. Mając na uwadze to, że do spadku rocznego wskaźnika cen przyczynił się m.in. spadek cen w kategoriach zaliczanych do inflacji bazowej, czyli łączności oraz rekreacji i kultury można spodziewać się niższej niż w maju bieżącej inflacji bazowej. Oficjalne dane nt. miar inflacji bazowej w maju NBP opublikuje dzisiaj, o godzinie 14:00.

Ze względu na dużą wrażliwość RPP na bieżące publikacje danych silny, majowy spadek inflacji zwiększa prawdopodobieństwo kolejnej obniżki stóp procentowych NBP na najbliższym, lipcowym posiedzeniu Rady. W reakcji na dane  złoty chwilowo osłabił się. Tuż po publikacji notowania euro wzrosły do około 4,266 PLN. Szybko na rynku pojawiło się jednak odreagowanie, które można tłumaczyć m.in. pełnym najwyraźniej zdyskontowaniem przez rynek lipcowej obniżki. Wczoraj dodatkowym czynnikiem wspierającym złotego mogła być też nieoczekiwana sytuacja w jakiej znalazła się czeska korona. W czwartek, jak określiła to tamtejsza prasa, w Czechach wybuchł "największy skandal polityczny od 20 lat". W związku z korupcyjnymi podejrzeniami zatrzymana została m.in. szefowa gabinetu premiera oraz były szef wywiadu wojskowego. W reakcji na zamieszanie polityczne inwestorzy zaczęli wyprzedawać czeską walutę i niewykluczone, że kapitał przekierowywali właśnie do Polski. W rezultacie kurs EUR/PLN spadł poniżej 4,22 - poziomu najniższego od miesiąca. Nasza ocena perspektyw dla złotego nie ulega więc zmianie. Nadal widzimy rodzimą walutę w pozytywnym świetle, szczególnie gdyby w przyszłym tygodniu Fed swymi komentarzami wsparł euro.

W piątek w centrum uwagi znajdą się kolejne dane z USA: indeks Uniwersytetu Michigan (prognoza: 84,5 pkt) i produkcja przemysłowa (prognoza: 0,2%). Ze strefy euro nadejdą zaś dane inflacyjne - indeks HICP (prognoza: 1,4% r/r).

130614.ryn.walut.01.300x130614.ryn.walut.02.300x130614.ryn.walut.03.550x

Joanna Bachert
Biuro Strategii Rynkowych
PKO Bank Polski

Udostępnij artykuł: