Jerzy Kropiwnicki z RPP: podwyżka stóp procentowych możliwa najwcześniej w listopadzie

Gospodarka

Biorąc pod uwagę potencjalny rozkład głosów w Radzie Polityce Pieniężnej podwyżka stóp procentowych w Polsce możliwa jest najwcześniej w listopadzie 2021 r.; pierwszy ruch nie powinien być wyższy niż 15 pb – powiedział członek RPP Jerzy Kropiwnicki. Ekonomista nie wskazał wprost, czy zagłosuje za podwyżką, stwierdzając jednak, że ostatnia obniżka stóp w maju 2020 r. była bardzo wątpliwa.

Jerzy Kropiwnicki
By Adrian Grycuk - Own work, CC BY-SA 3.0 pl, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=52422515

Biorąc pod uwagę potencjalny rozkład głosów w Radzie Polityce Pieniężnej podwyżka stóp procentowych w Polsce możliwa jest najwcześniej w listopadzie 2021 r.; pierwszy ruch nie powinien być wyższy niż 15 pb – powiedział członek RPP Jerzy Kropiwnicki. Ekonomista nie wskazał wprost, czy zagłosuje za podwyżką, stwierdzając jednak, że ostatnia obniżka stóp w maju 2020 r. była bardzo wątpliwa.

„Oczywiście powstaje pytanie, jeżeli podnieść stopy, to jak i kiedy. Przede wszystkim trzeba upewnić się co do trwałości inflacji i wzrostu gospodarczego, zatem istotne będą wskaźniki gospodarcze i prognozy wytworzone jesienią bieżącego roku. Przed podwyżkami stóp trzeba zakończyć operacje skupu obligacji przez NBP, ponieważ jednoczesne podnoszenie stóp procentowych i utrzymanie interwencji na rynku długu nie jest właściwym połączeniem w polityce banku centralnego. Podnoszenie stóp powinno być dokonywane stopniowo i ostrożnie. Pierwsza podwyżka nie powinna przekraczać 15 pb. Kolejne kroki będą zależeć od danych napływających z gospodarki. Nie trzeba się spieszyć. Chodzi o to, żeby nie zachwiać rynkiem” – powiedział Kropiwnicki.

Biorąc pod uwagę potencjalny rozkład głosów w RPP, najwcześniejszym prawdopodobnym terminem podwyżek stóp procentowych jest listopad.

"Jeżeli chodzi o moje zdanie w kwestii podwyżek, powiem jedynie, że już kilka razy powtarzałem, iż ostatnia obniżka stóp w maju 2020 r. była bardzo wątpliwa” – dodał.

"Polityka pieniężna bardziej skuteczna w hamowaniu koniunktury niż w jej pobudzaniu"

W ocenie ekonomisty, polityka pieniężna jest bardziej skuteczna w hamowaniu koniunktury niż w jej pobudzaniu.

„(…) W okresie rozpędzania się gospodarki kluczowe są nastroje przedsiębiorców, a gdy są one pesymistyczne, to nie ma takiej stopy procentowej, która pobudziłaby koniunkturę. Polityka pieniężna jest natomiast bardzo skuteczna w hamowaniu koniunktury i inflacji – podnoszenie ceny kredytu ma kolosalne znaczenie” – powiedział.

RPP wiosną 2020 r. obniżyła stopy procentowe łącznie o 140 pb do poziomu 0,10 proc., w trzech krokach po 50, 50 i 40 pb. Kropiwnicki głosował przeciw trzeciej w cyklu obniżce o 40 pb.

Kropiwnicki poinformował, że nie ma zdania w kwestii, kiedy konkretnie należałoby zakończyć skup aktywów przez NBP. Jest jednak przekonany, że jednoczesne luzowanie polityki przez skup aktywów i podnoszenie stóp procentowych „mija się z celem”.

Czytaj także: Grażyna Ancyparowicz z RPP: myślenie o ewentualnych podwyżkach stóp procentowych najwcześniej w październiku – listopadzie >>>

W gronie RPP za podobną sekwencją normalizacji (najpierw koniec skupu aktywów, potem podwyżki stóp) opowiadali się publicznie prezes NBP A. Glapiński, C. Kochalski, G. Ancyparowicz i R. Sura.

Kropiwnicki jest jednocześnie „zdecydowanie przeciwny” podnoszeniu stopy rezerwy obowiązkowej równolegle z podwyższaniem stopy referencyjnej.

„Podczas gdy główna stopa procentowa wpływa na popyt na kredyt, to manipulowanie stopą rezerw obowiązkowych jest bardzo skutecznym narzędziem wpływającym na jego podaż. Moim zdaniem, w żadnym przypadku, nawet po rozpoczęciu podwyżek stóp procentowych, nie należy ruszać stopy rezerwy obowiązkowej, ponieważ wpłynęłoby to radykalnie negatywnie na podaż kredytu. To jest narzędzie, którego nie należy nadużywać, zwłaszcza, gdy chce się oddziaływać na pobudzenie koniunktury” – dodał.

Czytaj także: Ekonomiści: rosną oczekiwania na wcześniejszą normalizację polityki pieniężnej >>>

Za podwyższeniem stopy rezerwy obowiązkowej do 3,5 proc. (obecnie 0,50 proc.) w kwietniu i maju głosowali E. Gatnar, Ł. Hardt i K. Zubelewicz.

Kropiwnicki nie widzi konieczności dalszego utrzymywania odniesień do kwestii kursu walutowego w komunikacji RPP.

„Rada nie ma bezpośrednich możliwości oddziaływania na kurs. To jest problem, którym zajmuje się zarząd i RPP nie powinna wkraczać w jego kompetencje” – dodaje.

Obecnie Rada w komunikatach po posiedzeniu wskazuje, że tempo ożywienia gospodarczego w kraju będzie także uzależnione od dalszego kształtowania się kursu złotego, a w celu wzmocnienia oddziaływania poluzowania polityki pieniężnej na gospodarkę NBP może także stosować interwencje na rynku walutowym.

Podwyżki stóp z bardzo ograniczonym wpływem na rynek kredytowy w Polsce

Podwyżki stóp procentowych nie miałyby większego znaczenia dla tempa akcji kredytowej w Polsce – ocenia Kropiwnicki.

„Przechodząc do rozważań skutków ewentualnych podwyżek stóp procentowych, jeżeli chodzi o skutki negatywne, to po pierwsze - zagrożenie dla wzrostu gospodarczego. Tego obawiają się banki centralne po obu stronach Atlantyku. Dla Polski bardzo ważne będą skutki tzw. IV fali pandemii, choć oczekuje się raczej, że tym razem nie dojdzie jednak do lockdownów. (...) (Kolejnym - PAP) możliwym skutkiem jest podniesienie ceny kredytu. Ten skutek dla rynku kredytowego w Polsce byłby bardzo ograniczony, zważywszy, że w polskim systemie bankowym występuje nadpłynność, a popyt na kredyt nie jest zbyt wysoki, ani nie wykazuje zbytniej dynamiki” – powiedział członek RPP.

Wśród potencjalnych pozytywnych skutków podwyżek stóp procentowych Kropiwnicki wymienił: przywrócenie popularności lokat bankowych, obniżenie cen mieszkań, zmniejszenie albo nawet usunięcie kosztów przechowywania na kontach ROR i kontach oszczędnościowych w bankach, co miałoby znaczenie dla niemal wszystkich obywateli Polski.

5-proc. inflacja alarmująca, ale duże znaczenie mają czynniki podażowe

Kropiwnicki ocenia, że inflacja na poziomie 5 proc. w Polsce to sytuacja alarmująca, choć duże znaczenie dla wzrostu cen w Polsce mają czynniki będące poza obszarem oddziaływania polityki pieniężnej.

„Rozmawiamy w sytuacji, gdy wskaźnik CPI osiągnął 5 proc. w ujęciu rdr (odczyt flash GUS za lipiec, najwyżej od 10 lat - PAP). To rzeczywiście jest alarmujący poziom, ale trzeba postawić kilka pytań. Po pierwsze, o punkt odniesienia dla wzrostu cen. Istotne jest stwierdzenie, że wysokie odczyty inflacji rok do roku nie znajdują adekwatnego potwierdzenia w ich dynamice mierzonej w układzie miesięcznym. Po drugie, istotna jest kwestia trwałości wzrostu cen. Nie ma pewności, czy obserwowany ruch cen będzie trwały, zważywszy, że niektóre z cen mają charakter sezonowy, zwłaszcza te związane z usługami turystycznymi i gastronomicznymi. Po trzecie, otwarte jest pytanie o wpływ tego wzrostu na oczekiwania inflacyjne przedsiębiorstw, pracowników i konsumentów” – powiedział członek RPP.

Czytaj także: Eugeniusz Gatnar z RPP: efekt drugiej rundy może zacząć się w najbliższych miesiącach; wskazana stopniowa normalizacja polityki pieniężnej >>>

„Po czwarte, źródło wzrostu cen. Nie ulega wątpliwości, że duże znaczenie mają czynniki podażowe, wynikające ze wzrostu cen paliw na rynkach światowych, a szczególne znaczenie mają ceny ropy naftowej, których wzrost jest wynikiem nie tylko oligopolu eksporterów OPEC+, ale także nowej polityki klimatycznej USA (...). Ponadto, widać źródła wzrostu cen wynikające z obciążenia cen elektryczności opłatami emisyjnymi UE, ze wzrostu cen wody i śmieci i innych cen ustalanych przez samorządy. Kolejnym źródłem wyższej dynamiki cen jest wzrost płacy minimalnej i jego skutki dla całej struktury płac. W tym zakresie, w jakim wzrost cen jest rezultatem wyżej wymienionych czynników, polityka stóp procentowych jest bezskuteczna” – dodał.

Ekonomista zwraca uwagę, że trzeba jednocześnie obserwować czynniki popytowe związane z inflacją. W tym obszarze, według Kropiwnickiego, jak dotąd nie widać „specjalnego” wzrostu oczekiwań inflacyjnych przedsiębiorców, pracowników i konsumentów.

Ekonomista odnotowuje natomiast nacisk na rynek odłożonego popytu, którego skutkiem jest zwłaszcza obserwowany wzrost cen usług turystycznych, gastronomicznych i hotelowych.

„Trzeba także zwrócić uwagę na nacisk popytu na rynek dóbr, których produkcja napotyka na trudności ze względu na zablokowanie kanałów łańcuchów dostaw. W szczególności, ale nie tylko, dotyczy to produktów korzystających z chipów i przemysłu elektronicznego. Ponadto, widać także wzrost cen mieszkań wynikający m.in. z przeniesienia środków z lokat bankowych na inwestycje w budownictwo mieszkaniowe” – dodaje.

Udostępnij artykuł: