Kamil Zubelewicz z RPP: nie należało obniżać stóp procentowych

Gospodarka

Pieniądze i wykresy gospodarcze
Fot. stock.adobe.com/suriyapong

RPP nie powinna była obniżać stóp procentowych i istnieje obawa, że luźne warunki monetarne pozostaną w Polsce na dłużej, co jeszcze mocniej osłabiłoby złotego – powiedział PAP Biznes członek RPP Kamil Zubelewicz. Ekonomista postuluje podażowe bodźce odbudowy gospodarki.

.@kamilzubelewicz: #RPP nie powinna była obniżać stóp procentowych i istnieje obawa, że luźne warunki monetarne pozostaną w Polsce na dłużej, co jeszcze mocniej osłabiłoby złotego #StopyProcentowe

„Obecne stopy procentowe są zbyt niskie. (…) stóp w Polsce – także teraz – nie należało obniżać. W obliczu kryzysu zasoby kapitału nie stały się bardziej dostępne – wręcz przeciwnie. Obniżki stóp skutkowały osłabieniem kursu złotego i zachęcały do odchodzenia od polskiego pieniądza na rzecz innych form przechowywania kapitału. Formalnie rzecz biorąc przestrzeń do obniżek jednak jest, zwłaszcza jeśli będzie ignorowany podstawowy cel polityki pieniężnej” – powiedział Zubelewicz.

„Obecnie kontynuowana jest polityka osłabiania polskiego złotego. Wpływ luzowania na PLN będzie zależeć od scenariuszy odchodzenia od tych narzędzi. Obawiam się jednak, że tymczasowo zastosowane środki zaczną być często używane, co dodatkowo osłabi naszą walutę. Za pomocą takich narzędzi nigdy nie dogonimy najlepiej rozwiniętych gospodarek” – dodał.

8 kwietnia RPP obniżyła wszystkie stopy procentowe o 50 pb., co oznacza, że stopa referencyjna została ścięta do 0,50 proc. Od 17 marca główna stopa NBP została obniżona łącznie o 100 pb.

Czytaj także: Koronawirus w Polsce: RPP znowu tnie stopy procentowe >>>

RPP podjęła w marcu także decyzję o obniżeniu stopy rezerwy obowiązkowej z 3,5 proc. do 0,5 proc., a także decyzję o podwyższeniu oprocentowania środków utrzymywanych w formie rezerwy obowiązkowej z 0,5 proc. do poziomu stopy referencyjnej NBP. Oba rozwiązania będą obowiązywać od 30 kwietnia.

Zdaniem ekonomisty, RPP obniżyła stopy, by jeszcze mocniej wesprzeć część podmiotów kosztem innych.

„Niskie stopy procentowe powodowały, że w naszej gospodarce funkcjonowały przedsięwzięcia ryzykowne, o niewielkiej stopie zwrotu. Jednocześnie premiowano konsumpcję na kredyt. Dalsze obniżanie stóp spowoduje długoterminowo pogorszenie tej sytuacji” – powiedział Zubelewicz.

„Moim zdaniem tegoroczny kryzys pokazał, że przez lata nie doceniano ryzyka wystąpienia negatywnych zjawisk w gospodarce. Niepotrzebnie zachęcano całe społeczeństwa i poszczególne gospodarstwa domowe do zadłużania się, zamiast do budowania oszczędności. Choć ceny systematycznie rosły, błędnie zakładano, że moce produkcyjne są powszechnie niewykorzystane” – dodał.

>> (otwiera się na nowej zakładce)”>Czytaj także: Jerzy Kropiwnicki z RPP: za kilka miesięcy należałoby się spodziewać decyzji o podwyżce stóp procentowych >>>

Członek RPP uważa, że RPP „bardzo” troszczy się o wzrost gospodarczy i poziom zatrudnienia i „zbyt łatwo” bierze na siebie odpowiedzialność za te obszary życia gospodarczego, w których faktyczne narzędzia oddziaływania mają inne instytucje.

„Przypuszczam, że większość Rady, wobec spodziewanego osłabienia koniunktury i problemów z płynnością, liczy na szybsze pobudzenie popytu dzięki dopływowi kredytu do przedsiębiorstw. (…) Szybki wzrost gospodarczy połączony z szybkim wzrostem cen mogą skłonić Radę do jakichś działań” – dodał.

Prognozy gospodarcze obarczone poważnym ryzykiem błędu

Jak wskazał, wszelkie prognozy gospodarcze są teraz obarczone poważnym ryzykiem błędu, gdyż nie sposób przewidywać, jakie ograniczenia administracyjne będą wprowadzane, a jakie uchylane.

„O ile początkowo pojawiły się formalne i faktyczne ograniczenia podażowe, o tyle niebawem można spodziewać się także faktycznych ograniczeń popytowych, będących skutkiem tych pierwszych. Niektórzy ekonomiści tradycyjnie obawiają się, że ewentualne osłabienie akcji kredytowej w Polsce wywoła presję deflacyjną – pamiętać jednak należy, że byłaby ona tym silniejsza, im wcześniej hojniej i taniej udzielano kredytów” – dodał.

Możliwość wystąpienia inflacji w związku z luzowaniem ilościowym w Polsce

Zubelewicz zwraca uwagę na możliwość wystąpienia inflacji w związku z luzowaniem ilościowym w Polsce.

„Warto pamiętać, że dług wewnętrzny zaciągany jest jedynie po to, by uniknąć podwyżek podatków. Ponieważ osoby mniej zamożne nie byłyby w stanie płacić wyższych podatków, zaciąganie długu ma chronić osoby bardziej zamożne i zniechęcić posiadaczy kapitału do ucieczki z kraju. Jeżeli jednak bank centralny zaniży cenę kredytu, by ułatwić przesuwanie dóbr od obywateli do rządu, to tym samym pośrednio zachęci posiadaczy kapitału do przenoszenia oszczędności pieniężnych za granicę. Zbyt łagodna polityka banku centralnego pozbawia zatem działania rządu sensu ekonomicznego. Wzrośnie dług, który choć na papierze łatwiej spłacany, wywoła inflację, a inwestycje będą i tak mniejsze od potencjalnych” – powiedział.

Bank centralny może skupować dług w inny sposób niż przewiduje to konstytucja

Zubelewicz wskazał, że bank centralny może skupować dług w inny sposób niż przewiduje to konstytucja.

„W obecnej, nieprecyzyjnie napisanej konstytucji, wprowadzono jedynie zakaz pokrywania „deficytu budżetowego” przez „zaciąganie zobowiązań” w NBP na mocy „ustawy budżetowej”. Dług trafić może do banku centralnego na inne sposoby” – powiedział.

Zubelewicz ocenia, że uruchomienie kredytu wekslowego będzie „sporym wyzwaniem” dla polskiego systemu finansowego.

Poinformował, bez podania szczegółów, że prowadzone są prace nad mechanizmem typu TLTRO, który zawiera zachęty dla banków w postaci obniżenia kosztu kredytu przy spełnieniu określonego celu akcji kredytowej.

Dodał, że „nie spotkał się z propozycją” refinansowania bankom przez NBP kredytów dla gospodarstw domowych.

Zdaniem Zubelewicza, rynek był przygotowany na możliwość uruchomienia niestandardowych narzędzi polityki pieniężnej, choć „niepotrzebnie” zerwano z „budowanym wizerunkiem oazy stabilności”, zwłaszcza w obliczu wysokiej inflacji.

„Część osób musiała radykalnie zmienić prezentowane stanowiska” – dodał.

NBP prowadzi operacje zakupu skarbowych papierów wartościowych oraz dłużnych papierów wartościowych gwarantowanych przez Skarb Państwa – na rynku wtórnym w ramach strukturalnych operacji otwartego rynku. Celem tych operacji jest zmiana długoterminowej struktury płynności w sektorze bankowym, zapewnienie płynności rynku wtórnego skupowanych papierów wartościowych oraz wzmocnienie oddziaływania obniżenia stóp procentowych NBP na gospodarkę, tj. wzmocnienie mechanizmu transmisji monetarnej.

W trakcie 4 dotychczasowych aukcji NBP kupił papiery łącznie za 49,4 mld zł, z czego 30 mld zł na ostatnim przetargu. Prezes NBP Adam Glapiński poinformował 20 kwietnia w artykule, że NBP skupił papiery za ok. 55 mld zł. NBP do tej pory nie poinformował jak długo i na jaką skalę będzie prowadzić skup aktywów.

Zubelewicz obawia się o spadek stopy depozytów w bankach poniżej zera.

„Dominuje pogląd, że obecnie to nie cena pieniądza odpowiada za problemy podażowe czy popytowe w polskiej gospodarce. Im większa będzie zatem obniżka stóp, tym silniejsze wywoła wrażenie, że podejmowane są działania reanimacyjne. A jeżeli niskie stopy przełożą się w bankach na ujemne stopy nominalne depozytów, to zafundujemy sobie kolejne ryzyko – ucieczki od pieniądza bezgotówkowego. Dlatego należało działać odwrotnie – uspokajać sytuację na rynku pieniężnym, zachęcać do oszczędzania, zachęcać kapitał zagraniczny do pozostania w Polsce, co ułatwiałoby nam zdobycie potrzebnych technologii i międzynarodowy wyścig o ograniczone zasoby niezbędne do zwalczania epidemii” – powiedział.

Zubelewicz ocenił, że ujemne nominalne oprocentowanie depozytów to „poważny, długoterminowy czynnik ryzyka dla Polski”.

„Każda gospodarka napotka niewyobrażalne trudności, jeżeli ludzie odwrócą się od pieniądza jako środka wymiany i tezauryzacji” – dodał.

Członek RPP wskazał na „poważne” wyzwania metodyczne związane z badaniem wskaźnika cen konsumenta i jakością informacji z tym związanej w obliczu ograniczeń administracyjnych.

„Obecna metodyka liczenia cen może skutkować zaniżeniem ich rocznej dynamiki w okresie kryzysu, jak i po jego utrzymaniu, choć wszystkie ceny mogą per saldo wzrosnąć. Miary CPI w najbliższych okresach będą niechcący zaniżone, a społeczeństwo odczuje wzrosty cen w większym stopniu niż wynikający z odczytów inflacji” – powiedział.

Podażowe bodźce odbudowy gospodarki byłyby najlepsze

Zubelewicz postuluje wprowadzenie podażowych bodźców odbudowy gospodarki.

„Skoro przyczyną problemów gospodarczych są administracyjne ograniczenia podażowe, zachęcałbym do stosowania podażowych bodźców odbudowy gospodarki. A zatem, jeśli teraz potrzebne są środki na wypłatę wynagrodzeń dla osób niepracujących, to najlepiej, aby każdy mógł je pobrać ze swoich przyszłych świadczeń społecznych. Dzięki temu przesunięciu wydatków socjalnych w czasie nie wystąpiłby dziś spadek popytu, zaś w przyszłości musiałaby ulec zwiększeniu podaż pracy. Gdyby dodatkową podaż pracy, np. nadgodziny czy powroty na rynek pracy, zwolnić z podatków i składek, pracownicy zyskaliby motywację do większego wysiłku po kryzysie, gdyż ich stawki netto zrównałyby się ze stawkami brutto” – uważa Zubelewicz.

„Państwo i tak otrzymałoby zwiększone wpływy z podatków pośrednich. Byłaby to prawdziwa umowa społeczna – państwo interweniuje wtedy, gdy jest kryzys, ale nie przeszkadza wtedy, gdy trzeba gospodarkę obudować. Jednocześnie w okresie wzrostu gospodarczego malałyby wydatki publiczne, co pozwoliłoby spłacić zaciągnięte długi” – dodał.

Zubelewicz wskazał, że skoro kłopoty przedsiębiorstw wynikają z obostrzeń administracyjnych, to najlepiej byłoby przyjąć, że tegoroczne straty związane z kosztami stałymi, jako niezawinione, da się w przyszłości odpisać od podatków, a nie jedynie od dochodów.

„Takie policy mix (dla pracowników i dla firm – PAP) gwarantowałoby szybki powrót do normalnego funkcjonowania gospodarki. Pozytywne zmiany ułatwiłyby obniżki podatków i podwyżki stóp, dzięki czemu złoty w naturalny sposób by się umocnił, ale nasze towary nie stałyby się mniej konkurencyjne” – powiedział.

„Kluczowe jest zmniejszenie przyszłych programów socjalnych – gdyż dobrobyt powstaje dzięki pracy, oszczędzaniu i rozsądnemu inwestowaniu. Albo w społeczeństwie zwycięży duch przedsiębiorczości i pracy, albo nie będziemy społeczeństwem zdolnym do rozwoju” – dodał.

Trzeba przedstawić plan powrotu gospodarki do normalności, przy tej okazji obniżka celu inflacyjnego

Po obniżkach stóp procentowych należy przedstawić warunki powrotu do normalnej sytuacji gospodarczej – ocenia Zubelewicz.

„Przedsiębiorcy, by zaciągać kredyt, muszą widzieć jasne scenariusze otwierania gospodarki” – uważa Zubelewicz.

„Wobec dynamicznie zmieniającej się sytuacji brak forward guidance jest zrozumiały, choć nie zmniejsza poczucia niepewności. Skoro już zdecydowano się na obniżkę stóp, najlepiej byłoby przedstawić warunki powrotu do normalności. Warto przy tej okazji obniżyć cel inflacyjny w Polsce, zwłaszcza jeśli część osób i tak obawia się pojawienia deflacji. Dzięki temu z kryzysu nasza gospodarka wyszłaby wzmocniona, a nie osłabiona” – dodał.

Według Zubelewicza dotychczasowe utrzymywanie celu inflacyjnego na poziomie 2,5 proc. pokazało, że jeśli środek przedziału zostanie przekroczony, to „stosunkowo szybko” inflacja ucieka poza korytarz dopuszczalnych odchyleń.

„Nie zapominajmy, że w kryzys weszliśmy z wysoką inflacją i słabnącym wzrostem gospodarczym. Wyciągnijmy wnioski ze zbyt optymistycznej polityki i spróbujmy długoterminowo wzmocnić jej fundamenty” – dodał.

Udostępnij artykuł: