Kiedy początek roku szkolnego?

Gospodarka

Powrót dzieci i młodzieży do szkół 1 września br. wciąż nie jest pewny, pomimo zapowiedzi przedstawicieli resortu edukacji sprzed zaledwie kilku dni. Nawet jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, inauguracja roku szkolnego 2020/21 w standardowym trybie wiązać się będzie z rozlicznymi wyzwaniami, nie tylko dla uczniów, ich rodziców i kadry pedagogicznej.

szkoła, koronawirus, uczennica, maska
Fot. stock.adobe.com / Minerva Studio

Powrót dzieci i młodzieży do szkół 1 września br. wciąż nie jest pewny, pomimo zapowiedzi przedstawicieli resortu edukacji sprzed zaledwie kilku dni. Nawet jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, inauguracja roku szkolnego 2020/21 w standardowym trybie wiązać się będzie z rozlicznymi wyzwaniami, nie tylko dla uczniów, ich rodziców i kadry pedagogicznej.

Ogólnopolskie Stowarzyszenie Kadry Kierowniczej Oświaty: W pierwszej fazie nowego roku szkolnego w zajęciach stacjonarnych powinni uczestniczyć jedynie słuchacze klas 0-3 #Szkoła #Koronawirus

Zajęcia od połowy września?

Nauka w polskich placówkach oświatowych w nadchodzącym roku szkolnym może rozpocząć się nawet 2 tygodnie później – poinformowały ostatnio media. Bezpośrednim powodem przesunięcia terminu miałyby być wykryte przypadki infekcji koronawirusem wśród personelu dydaktycznego.

Decyzja odraczająca powrót dzieci i młodzieży do szkół byłaby zarazem zbieżna z zaleceniami epidemiologów, którzy wskazywali, że masowe uczestnictwo uczniów w zajęciach szkolnych bezpośrednio po powrocie z wakacyjnych wyjazdów może stanowić istotne zagrożenie transmisji zarazków na duża skalę. Obawy te podzielają również środowiska nauczycielskie.

- Apelujemy niniejszym do sumień i wyobraźni, o skierowanie wysiłków Państwa na  wsparcie rodzin w taki sposób, aby mogły uzyskać środki na opiekę nad dziećmi w domach rodzinnych. Jesteśmy świadomi ryzyka wznowienia epidemii, a co za tym idzie, z całą odpowiedzialnością za zdrowie i życie dzieci oraz dorosłych odradzamy podejmowania tak karkołomnego eksperymentu społecznego – czytamy w piśmie, wystosowanym przez Ogólnopolskie Stowarzyszenie Kadry Kierowniczej Oświaty do przedstawicieli rządu i parlamentarzystów.

Jak najszybciej, czyli ani dzień wcześniej

Przedstawiciele tej organizacji wskazywali na rozliczne problemy, związane z zbyt wczesnym zapoczątkowaniem stacjonarnych zajęć edukacyjnych w tym roku, poczynając od właściwego rozpoznania dzieci zarażonych koronawirusem, poprzez zapewnienie im odpowiedniej izolacji i opieki aż do czasu odebrania przez rodziców aż po ograniczenie transmisji zarazka pomiędzy dziećmi a ich rodzicami i opiekunami w okolicach szatni w momencie przyprowadzania i odprowadzania uczniów.

- Stoimy na stanowisku, że dzieci powinny wrócić do żłobków, przedszkoli i szkół najszybciej, jak to jest możliwe. Lecz ani o dzień wcześniej. Podzielamy wspólne marzenie powrotu do normalności sprzed epidemii, lecz nie kosztem zdrowia uczniów i ich rodzin. Wspólnie zdecydujmy mądrze, jak do tego dojść – deklaruje ponad 6 tysięcy członków  Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty, podpisanych pod wspomnianym apelem.

Problem dla rodziców i pracodawców

Względy sanitarne nie są jedynym wyzwaniem, związanym z organizacją powszechnej nauki szkolnej w tym roku.  Decyzja o posłaniu do szkół bądź pozostaniu w domu około 4 mln dzieci i młodzieży będzie miała kluczowe znaczenie dla ich rodziców, którzy w przypadku kontynuacji nauki zdalnej będą zmuszeni w znacznej części pozostać w domach ze swymi pociechami. 

Wprawdzie uczniowie liceów i techników najpewniej poradziliby sobie i bez dodatkowej opieki, to jednak w przypadku młodszych dzieci wsparcie rodziców bądź opiekunów wydaje się być niezbędne, by właściwie realizować program edukacyjny.

Do tej liczby trzeba dodać ponad 1,4 mln dzieci, które w normalnych okolicznościach uczęszczają do przedszkoli, a w ubiegłym semestrze w większości przypadków pozostawały pod opieką rodziców.

Według danych GUS, w okresie pomiędzy 6 maja, kiedy otworzono placówki przedszkolne, aż do końca ubiegłego roku szkolnego, w zajęciach przedszkolnych brało udział zaledwie około 145 tysięcy dzieci.

Najpierw klasy 0-3, reszta za dwa tygodnie

Tak duża niepewność odnośnie do możliwego scenariusza po 1 września br. stawia w kłopotliwej sytuacji nie tylko rodziców, ale również ich pracodawców, którzy na siedem dni przed początkiem nowego miesiąca nie mogą nawet stworzyć skutecznego scenariusza awaryjnego na wypadek, gdyby ich pracownicy w masowej liczbie musieli jednak pozostać ze swymi pociechami.

W tym kontekście pewnym rozwiązaniem mogłyby być sugestie Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kadry Kierowniczej Oświaty. Przedstawiciele tej organizacji wskazują, że w pierwszej fazie nowego roku szkolnego w zajęciach stacjonarnych powinni uczestniczyć jedynie słuchacze klas 0-3.

Reszta młodzieży dołączyłaby w połowie września, dzięki czemu możliwe byłoby zachowanie odpowiedniego dystansu i wykluczenie możliwego transferu wirusa pomiędzy młodzieżą powracającą z różnych części kraju czy wręcz z zagranicy.

Taka opcja byłaby też korzystna dla rodziców i ich pracodawców, gdyż wówczas opiekunowie najmłodszych dzieci mogliby bez problemu powrócić do pracy, podobnie zresztą jak rodzice uczniów z ostatnich klas podstawówki i szkół ponadpodstawowych, którzy są w stanie poradzić sobie samodzielnie tak z nauką zdalną jak i tradycyjną.

Przewozy lokalne też czekają na decyzję

Ustalenie warunków powrotu dzieci i młodzieży do szkół ma też znaczenie dla samorządów i branży lokalnych przewozów pasażerskich. Dofinansowane przez gminy i powiaty, regularne połączenia autobusowe i busikowe są w zdecydowanej większości przypadków skorelowane z funkcjonowaniem placówek edukacyjnych.

Chodzi tu nie tylko o częstotliwość kursowania pojazdów, ale w niektórych przypadkach także i o obsługiwane trasy bądź wręcz funkcjonowanie niektórych połączeń. Również i w tym przypadku brak jednoznacznej, racjonalnej decyzji skutkować może niewłaściwym zakontraktowaniem przewozów, na czym ucierpią bądź to uczniowie, gdy  rozkłady okazałyby się niewystarczające, bądź też samorządy, zmuszone wyasygnować nadmierne kwoty na dofinansowanie obsługi zbytecznych połączeń.

Źródło: aleBank.pl
Udostępnij artykuł: