Kiedy wzrost wynagrodzeń powróci do poziomów sprzed pandemii COVID-19?

Rynek pracy

Po ustabilizowaniu sytuacji epidemicznej w II połowie przyszłego roku, wynagrodzenia będą rosły w tempie ok. 5 proc. rdr, istotnie wolniejszym niż przed pandemią – wskazują ekonomiści. Firmy w dalszym ciągu zmagać się będą z konsekwencjami Covid-19, co sprawi, że trudno liczyć na wzrost zatrudnienia i silną pozycję pracowników na rynku.

Ręka układająca stos z pieniędzy
Fot. stock.adobe.com/kai

Po ustabilizowaniu sytuacji epidemicznej w II połowie przyszłego roku, wynagrodzenia będą rosły w tempie ok. 5 proc. rdr, istotnie wolniejszym niż przed pandemią – wskazują ekonomiści. Firmy w dalszym ciągu zmagać się będą z konsekwencjami Covid-19, co sprawi, że trudno liczyć na wzrost zatrudnienia i silną pozycję pracowników na rynku.

"Jeżeli chodzi o dynamikę wynagrodzeń w gospodarce narodowej w I kw. oczekujemy, że wyniesie ona 3,3 proc. Wynik za II kw. będzie silnie zaburzony przez efekt bazy, czyli zestawianie z miesiącami, gdy w 2020 roku wpływ pandemii boleśnie uwidaczniał się już na rynku pracy m.in. przez działanie mechanizmów chroniących rynek pracy, które obniżały zatrudnienie i wynagrodzenia” – powiedziała PAP Biznes szefowa zespołu analiz makroekonomicznych banku PKO BP Marta Petka-Zagajewska.

Zdaniem ekonomistki, efekty bazy spowodują, że dynamika wynagrodzeń w II kwartale przyszłego roku wyniesie ok. 6,6 proc.

"O powrocie lub budowaniu jakiegoś trendu będziemy mogli mówić dopiero od połowy 2021 r., kiedy wygasną efekty bazy. W naszej ocenie te dynamiki będą oscylowały wtedy w okolicy 5 proc. Oznacza to, że chociaż będą dosyć wysokie, to będą też wyraźnie poniżej poziomu sprzed wybuchu pandemii” – powiedziała Petka-Zagajewska.

Przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto w 2019 r. wyniosło 4.920,09 zł

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego, przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto w gospodarce narodowej w Polsce w 2019 r. wyniosło 4.920,09 zł i w porównaniu do wynagrodzenia z 2018 r. wzrosło o 7,2 proc.

Jeszcze w lutym 2020 r., czyli ostatnim pełnym miesiącu bez obostrzeń epidemicznych dynamika przeciętnego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw wyniosła 7,7 proc. rdr.

W przyszłym roku wiele firm wciąż będzie odczuwać efekty kryzysu

Ekonomistka Banku Ochrony Środowiska Aleksandra Świątkowska wskazała dodatkowo, że w przyszłym roku wiele firm wciąż będzie odczuwać efekty kryzysu wywołanego pandemią.

Nawet w warunkach lepszej koniunktury, dla wielu firm przyszły rok będzie okresem walki o wyniki finansowe, a dla niektórych nawet o przetrwanie i presja na cięcie kosztów będzie się utrzymywać.

"Dlatego nie oczekujemy gwałtownego wzrostu zatrudnienia, raczej stabilizacji zatrudnienia. Ta sytuacja będzie implikowała, że chociaż udało się uniknąć tego bardzo negatywnego scenariusza, to w przyszłym roku wciąż nie będzie rynku pracownika. W związku z tym oczekujemy znacznie niższej dynamiki wynagrodzeń w gospodarce narodowej niż przed kryzysem, w granicach 4,5 proc. To jest nasze bazowe założenie” – powiedziała Świątkowska.

Czytaj także: Prognozy na 2021 rok: bezrobocie wzrośnie, a co z wynagrodzeniami?

Według niej, dynamikę wynagrodzeń w I poł. 2021 roku w samym sektorze przedsiębiorstw będzie charakteryzować wyższa zmienność, ze względu na efekt bazy wywołany lockdownem wprowadzonym w marcu 2020 r.

„W sektorze przedsiębiorstw, przez efekt udziału dużo silniej ważyło to, co się działo w I poł. roku na wiosnę, czyli ograniczenia płac związane z postojowym itd. Udział tych czynników w grupie przedsiębiorstw był wyższy niż w gospodarce narodowej. Dlatego w sektorze przedsiębiorstw możemy spodziewać się wyższej zmienności w I poł. roku, ale będzie ona wynikać tylko i wyłącznie z efektu bazy” - powiedziała.

Decydujący będzie przebieg pandemii koronawirusa w Polsce i na świecie

Ekonomiści zgodnie wskazali, że czynnikiem decydującym o sytuacji na rynku pracy w 2021 r., a więc także o dynamice wynagrodzeń, będzie przebieg pandemii koronawirusa w Polsce i na świecie.

„W scenariuszu bazowym zakładamy, że w pierwszym półroczu przyszłego roku dalej będziemy żyć z pandemią. Szczyt III fali pandemii prawdopodobnie przyjdzie na przełomie stycznia i lutego i cyklicznie będą wprowadzane restrykcję, podobne do tych z II fali. Z tego powodu przedsiębiorcy dalej będą ostrożni i nie będą myśleć o podwyżkach, a raczej będą starać się dalej wytrwać i będą stabilizować płace” – powiedział PAP Biznes ekonomista Banku Pekao Kamil Łuczkowski.

Łuczkowski podkreślił, że jego zespół swoje prognozy opiera na założeniu, ze III fala pandemii będzie co najmniej tak silna, jak druga fala, której szczyt zachorowań miał miejsce w listopadzie.

Zdaniem ekonomisty Banku Pekao, jeżeli jednak pandemia będzie się przedłużać lub III fala zachorowań okaże się znacząco silniejsza od dotychczasowych, sytuacja może zmusić pracodawców do zmiany dotychczasowego podejścia, polegającego na ochronie miejsc pracy.

„Firmy traktują obecny kryzys jako katastrofę naturalną, aniżeli cykliczną dekoniunkturę. Przedsiębiorcy, w nadziei na rychły powrót do normalności, starają się pozostawiać swoich pracowników, w czym pomagają im instrumenty pomocy publicznej. Jednakże im dłużej trwać będzie okres pandemii, tym trudniej będzie zachować dotychczasową reakcję firm, które w końcu będą zmuszone do redukcji kosztów” – powiedział ekonomista.

Wygasanie pomocy z tarcz finansowych

Aleksandra Świątkowska podkreśliła, że w kolejnych miesiącach będą też wygasać okresy, w ciągu których korzystający z tarcz finansowych przedsiębiorcy, byli zobowiązani do utrzymania miejsc pracy w swoich firmach.

„Chociaż rynek pracy w 2020 r. udało się ochronić, nie jest tak, że w 2021 r. wchodzimy bez szwanku i naszym zdaniem nadchodzący rok będzie wyzwaniem dla rynku pracy. Kluczowe będzie, kiedy skończy się zamrożenie gospodarki. Efekt wynikający z korzystania z tarcz finansowych, gdzie warunkiem było utrzymywanie zatrudnienia przez 12 miesięcy, będzie stabilizował rynek pracy. Pozostaje pytanie, co stanie się, gdy ten okres minie, a przedsiębiorstwo zacznie przeliczać czy stać je na utrzymywanie zatrudnienia na dotychczasowym poziomie” - powiedziała.

„Prawdopodobnie do lockdownu, jeżeli on ma trwać jeszcze w styczniu, efekt zamrożenia miejsc pracy się utrzyma, a potem na wiosnę nastąpi z jednej strony wzrost popytu, w związku z coraz wyższą aktywnością, z drugiej nakładać się będzie efekt decyzji kosztowych i to będzie się jakoś balansować. Dlatego wiosna będzie kluczowym momentem, w którym może uwidocznić się, że jeden z czynników przeważa” – dodała.

Podwyżka płacy minimalnej

Zapytani o to, jak na dynamikę wynagrodzeń wpłynie wprowadzona od stycznia podwyżka płacy minimalnej, ekonomiści wskazali na dwa zjawiska.

„Wzrost płacy minimalnej w przyszłym roku będzie mniejszy niż w roku poprzednim, kiedy to płaca minimalna wzrosła o 15,6 proc. rdr. W 2021 r. podwyżka wyniesie 7,7 proc. i to automatycznie przełoży się na niższe dynamiki płac na początku przyszłego roku. W pierwszych miesiącach przyszłego roku, spodziewamy się jej obniżki do ok. 3,5-4 proc. (w sektorze przedsiębiorstw - przyp. red.)” – powiedział PAP Biznes Kamil Łuczkowski.

Rozporządzeniem z 15 września 2020 r. Rada Ministrów wprowadziła od 1 stycznia 2021 r. minimalne wynagrodzenie za pracę w wysokości 2.800 zł brutto. Minimalną stawkę godzinową ustalono na 18,30 zł. Obowiązująca w 2020 r. płaca minimalna wynosiła 2.600 zł po podwyżce z 2.250 zł.

Czytaj także: Realna dynamika płac coraz bliżej poziomu sprzed pandemii >>>

Z kolei Marta Petka-Zagajewska zwróciła uwagę, że wzrost płacy minimalnej będzie sprzyjał wypłaszczeniu struktury wynagrodzeń w firmach.

„Podwyżka płacy minimalnej nie będzie tak dużym ruchem, jak to miało miejsce na początku 2020 r. Naszym zdaniem wpłynie ona na medianę wynagrodzeń, która jest przede wszystkim determinowana przez płacę minimalną, a w mniejszym stopniu na poziom przeciętnego wynagrodzenia. Wynika to z tego, że kompensując sobie straty na wydajności najpewniej dojdzie do scenariusza, w którym przedsiębiorstwa podnosząc minimalne wynagrodzenia, zrezygnują z podwyżek wynagrodzeń dla pracowników, którzy tą podwyżką nie będą objęci” – powiedziała ekonomistka banku PKO BP.

Spodziewana poprawa sytuacji epidemicznej od II kwartału 2021 r.

Zarówno analitycy Banku Pekao, jak i PKO BP spodziewają się poprawy sytuacji epidemicznej od II kwartału i jej znacznego uspokojenia w II poł. 2021 r., kiedy osiągnięty zostanie znaczny poziom zaszczepienia populacji Polski.

„Zakładając, że będziemy w pierwszej kolejności szczepić służby medyczne i osoby powyżej 75 roku życia, to jest ponad 4 mln osób, a idąc szerzej powyżej 65 roku życia, będzie to około 8 mln osób. Z naszych szacunków wynika, że może to być kwestia około 10-12 tyg., żeby zaszczepić tę kluczową grupę. Przy założeniu, że rozpoczniemy ten proces w I kw. to już w trakcie II kw. powinniśmy mieć pewność, że w II poł. roku lockdowny nie będą już wprowadzane” – powiedziała Petka-Zagajewska.

Udostępnij artykuł: