Kilka zdań o myśleniu

Blogi / Maciej Małek / Tylko u nas

Czy pamiętacie Państwo Rafała Majkę-objaśnianie kto zacz, byłoby nietaktem, jak kilkaset metrów przed metą górskiego etapu Tour de France, w trakcie morderczego podjazdu mrugnął -ku uciesze sprawozdawców-do kamery?

Już ten drobny z pozoru gest znamionował, że obok wielkiej miary talentu, ponadprzeciętnej wydolności i ducha walki ma ów kolarz, wtedy jeszcze kandydat na Mistrza, intelektualne i mentalne predyspozycje, by znaleźć się w gronie największych mocarzy peletonu.

Opromieniony sławą najlepszego “górala ” wielkiego touru przyjechał do Polski i..wygrał. Nie dlatego, że dwakroć zameldował się pierwszy na mecie, raz z peletonu, raz po odjeździe. Nie dlatego nawet, że potrafił bronić wypracowanej przewagi na 25-cio kilometrowej czasówce. Nie dlatego również, że stosunkowo szybko zregenerował się po morderczym wysiłku. Dlaczego więc? Ano dlatego, że gdy nogi bolały, jechał -jak sam podkreślał w licznych wywiadach – głową! Tylko i aż tyle! Podobnie Agnieszka Radwańska. Tegoroczna przeciętna wyników – dobra, a momentami bardzo dobra, była zaniżona przez brak jednego choćby zwycięstwa. Wydawało się, że na małym turnieju w Katowicach jest na nie “skazana”, ale wówczas na przeszkodzie stanęła mała Francuzka z zadartym noskiem Alice Cornet. Tymczasem w Montrealu nasza zawodniczka pokonała i Sabine Lisicki, która zagrodziła pewną zdawałoby się drogę do pierwszej wygranej w Wimbledonie i Wiktorię Azarenkę – prawdziwą Nemezis naszej mistrzyni, w półfinale po heroicznym boju Olgę Makarową, wreszcie w finale zwyciężczynię 45 turniejów Jej Wysokość Wenus Wlilliams.

Czyż trzeba więcej? Wydaje się, że i w tym przypadku, obok finezyjnych zagrań, pewnego tym razem pierwszego serwisu i returnu, kluczem do wygranej okazała się chłodna głowa! Tej głowy zabrakło w ostatnich minutach meczu w Edynburgu działaczom i kierownictwu drużyny Legii, którzy w bezmyślny sposób zniweczyli wysiłek drużyny dając regulaminowy pretekst do premiowania awansem przegranych Celtów. Inna sprawa, ze gdyby wykorzystać w Warszawie bodaj jeden z przestrzelonych karnych, to nawet regulaminowe zawiłości nie odebrałyby Legii słodkiego smaku wygranej. Warto myśleć Panowie i Panie! I to nie tylko w sporcie!

Udostępnij artykuł: