Koniunktura konsumencka prawie bez zmian, rośnie skłonność do oszczędzania

Komentarze ekspertów

W styczniu br. bieżący wskaźnik koniunktury konsumenckiej wyniósł -25,1 (spadek o 0,2 pkt proc. m/m), natomiast wskaźnik wyprzedzający odnotował wzrost o 1,5 pkt proc. do -22,7. Konsumenci wciąż postrzegają sytuację jako słabą - jednak wskaźniki cząstkowe cechują się dużą stabilnością - podał dzisiaj GUS.

Sonia Buchholtz
Fot. Konfederacja Lewiatan

W styczniu br. bieżący wskaźnik koniunktury konsumenckiej wyniósł -25,1 (spadek o 0,2 pkt proc. m/m), natomiast wskaźnik wyprzedzający odnotował wzrost o 1,5 pkt proc. do -22,7. Konsumenci wciąż postrzegają sytuację jako słabą - jednak wskaźniki cząstkowe cechują się dużą stabilnością - podał dzisiaj GUS.

W dzisiejszych czasach brak znaczącego pogorszenia koniunktury może być dobrą wiadomością. Przypisujemy to stabilnej (choć dalekiej od dobrej) sytuacji epidemiologicznej, ale również lepszej niż wcześniej komunikacji w zakresie ogłaszanych ograniczeń wpływających na perspektywy zarobkowania i wydawania pieniędzy.

Czytaj także: Bieżący wskaźnik ufności konsumenckiej spadł w styczniu 2021 roku >>>

W styczniu ocena zmian indywidualnej sytuacji finansowej utrzymuje się na poziomach podobnych jak w listopadzie (i nieznacznie lepszych od grudniowych), ale przy pozytywnych perspektywach na kolejny rok. Ocena sytuacji makroekonomicznej pozostaje gorsza niż indywidualna, zarówno patrząc wstecz, jak i naprzód.

Bardziej zniuansowanego obrazu dostarcza wskaźnik wyprzedzający. Skłonność do nabywania dużych jednostkowo zakupów nie ulega zmianie, natomiast rośnie skłonność do oszczędzania. Zazwyczaj w okresach złej koniunktury Polacy nie oszczędzali.  Tym razem wydaje się jednak, że przeważa efekt związany z niepewnością. Nawet jeśli subiektywne ryzyko bezrobocia się zmniejsza, respondenci wskazują na nieznaczne pogorszenie sytuacji finansowej gospodarstwa domowego.

Po lockdownowym grudniu ocena ryzyka utraty pracy lub zamknięcia prowadzenia działalności minimalnie spadła (o 3 pkt  proc.).

Należy jednak podkreślić, że nigdy nie była duża, co wynika z trwałego niedoboru pracowników w Polsce. Mamy do czynienia z „chomikowaniem” pracy, które jest uzasadnione tylko wówczas, jeśli istnieją perspektywy odbicia w niedługim czasie. Jeśli więc okaże się, że ta statystyka ulega załamaniu, będzie to sygnał rychłej fali bankructw.

Udostępnij artykuł: