Kredyty frankowe już nie straszą

Finanse osobiste

Fot. Pixabay.com

Gdy w połowie stycznia 2015 roku Narodowy Bank Szwajcarii przestał bronić franka przed aprecjacją i w ciągu jednego dnia kurs waluty tego kraju skoczył w relacji do złotego z 3,54 do 4,30, a w kolejnym dniu osiągnął poziom 4,33, wydawało się, że kryzys finansowy w krajach, w których banki udzielały kredytów we frankach szwajcarskich jest nieunikniony.

#WitoldGadomski: #KredytyFrankowe przestały straszyć i jest mało prawdopodobne, by stały się przyczyną poważniejszego kryzysu. Okazało się, że warto były przeczekać panikę #CHF #Frankowicze

Najbardziej narażone były Węgry i Polska, gdzie najpopularniejsze były kredyty nominowane w walutach obcych, zwłaszcza w szwajcarskich frankach.

Węgierski rząd ogłosił pierwszy program restrukturyzacji kredytów walutowych w lipcu 2011 r., a następny – we wrześniu tego samego roku. Ten drugi był dla banków bardzo kosztowny – pozwalał  klientom spłacić całość zadłużenia po kursie niższym niż rynkowy.

Tym razem nie poszliśmy śladem Węgrów

Przez cały rok 2015 sprawa kredytów frankowych była jedną z najżywiej dyskutowanych w Polsce. Klienci domagali się programu, podobnego jak na Węgrzech, a może nawet jeszcze hojniejszego,.

Bankowcy argumentowali, że to doprowadzi kilka banków do upadłości i ostateczne koszty i tak spadną na wszystkich podatników, którzy wzięliby na siebie zadanie ratowania kilkuset tysięcy klientów, często ludzi nieźle sytuowanych. Dalszym efektem byłby znaczny wzrost deficytu budżetowego, obniżenie ratingu Polski i podniesienie kosztów obsługi długów, wreszcie – deprecjacja złotego, która prowadziłaby do dalszej zwyżki kosztów.

Jeszcze kilka lat i nie będzie problemu?

Na szczęście do kryzysu nie doszło, a napięcia, spowodowane kredytami frankowymi stopniowo malały. Kurs franka nie wrócił do poziomu sprzed stycznia 2015, ale szybko spadł do około  4 zł. W 2017 roku złoty niemal cały czas umacniał się i zyskał wobec franka ponad 15 %. To oznaczało, że raty frankowiczów wyraźnie spadły. Kredyty były spłacane bez większych kłopotów, a niektórzy klienci zdecydowali się na ich przewalutowanie.

Od stycznia 2017 do stycznia 2018 wartość kredytów mieszkaniowych nominowanych w walutach obcych spadła o 17,8 %, z czego 15,8 % to skutek umocnienia się złotego, a 2 % spadek wolumenu kredytów walutowych.

Ten spadek trwa od kilku lat. Największa ekspozycja mieszkaniowych kredytów walutowych przypadła na maj 2012 roku – 193,7 mld PLN, czyli 54,5 mld CHF. W styczniu 2018 było to 130,2 mld PLN, czyli 36,5 mld CHF. Średnio co miesiąc wartość kredytów walutowych spadała o 0,6 %, a więc nieznacznie, bez wstrząsów, ale po kilku latach efekt jest widoczny.

Kredyty frankowe przestały straszyć i jest mało prawdopodobne, by stały się przyczyną poważniejszego kryzysu. Okazało się, że warto były przeczekać panikę.

 

Udostępnij artykuł: