Kredyty frankowe: potrzebny okrągły stół

Finanse osobiste / Gospodarka

Fot. Sejm/Krzysztof Białoskórski

Portfel walutowych kredytów hipotecznych szacowany jest dziś na niespełna 132 mld złotych, a wskutek spłaty zobowiązań przez kredytobiorców, każdego roku jego wartość obniża się o przeszło 7 procent. Te ważne liczby przytoczył zastępca dyrektora Departamentu Bankowości Komercyjnej i Specjalistycznej KNF, Marcin Mikołajczyk, podczas piątkowego posiedzenia sejmowej Komisji Finansów Publicznych poświęconemu problematyce kredytów denominowanych lub indeksowanych do walut obcych

#JerzyBańka: Już w roku 2005 #ZBP skierował do ówczesnej Komisji Nadzoru Bankowego i Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów pisma z wnioskiem o zakaz udzielania tych kredytów. Bankowcy doskonale wiedzieli, że utrzymanie takiej skali zaangażowania kredytów walutowych grozi poważnym kryzysem #KredytyFrankowe @nbppl @uknf

 

Sukcesywnie obniżająca się pula zobowiązań „frankowiczów” względem banków to nie jedyna optymistyczna konkluzja w wystąpieniu reprezentanta nadzoru. Przypomniał on również, że walutowe kredyty hipoteczne cechują się relatywnie niskim poziomem szkodowości, porównywalnym ze zobowiązaniami podobnego rodzaju, wyrażonymi w złotych polskich. – Nie dostrzegamy żadnego zagrożenia w tym obszarze – dodał Marcin Mikołajczyk.

Dzięki kredytom  CHF powstało 700 tysięcy mieszkań

Posiedzenie Komisji, którego głównym celem miało być podsumowanie obecnego etapu prac legislacyjnych nad znajdującymi się w parlamencie czterema projektami ustaw odnoszącymi się wprost do problematyki kredytów frankowych, zbiegło się w czasie z publikacją raportu Najwyższej Izby Kontroli, szczegółowo analizującego ten obszar rynku finansowego. – Diagnozy NIK są co do zasady trafne – powiedział wiceprezes ZBP, mec. Jerzy Bańka, wskazując równocześnie na nieprecyzyjne, a nawet tendencyjne wnioski, wyciągnięte z przeprowadzonych analiz.

Przypomniał on również, iż finansowanie mieszkalnictwa z wykorzystaniem kredytów denominowanych i indeksowanych do szwajcarskiej waluty pozwoliło na wybudowanie w Polsce blisko 700 tysięcy nowych lokali. – Lata 2004-2005 to z jednej strony olbrzymi entuzjazm, związany z przystąpieniem Polski do struktur europejskich, ale z drugiej strony olbrzymia luka mieszkaniowa – nadmienił mec. Jerzy Bańka.

 

Warto również pamiętać o tym, że – wbrew pogłoskom rozpowszechnianym przez niektóre organizacje frankowiczów – polski sektor bankowy musiał zadłużyć się za granicą, aby móc sfinansować tak potężną akcję kredytową. Tylko w roku 2008 konieczne było zaimportowanie aż 220 mld kapitału. – Polskie oszczędności były zbyt skromne, by sprostać oczekiwaniom – stwierdził wiceprezes ZBP.

Równocześnie jednak rodzime banki od samego początku zdawały sobie sprawę z zagrożeń dla obu stron umowy, jakie mogą pojawić się w związku z nieprzewidywalnymi sytuacjami na światowych rynkach i wywołanymi nimi, ponadprzeciętnymi fluktuacjami kursów walut. – Już w roku 2005 ZBP skierował do ówczesnej Komisji Nadzoru Bankowego i Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów pisma z wnioskiem o zakaz udzielania tych kredytów. Bankowcy doskonale wiedzieli, że utrzymanie takiej skali zaangażowania kredytów walutowych grozi poważnym kryzysem – podkreślił mec. Jerzy Bańka.

Postulaty środowiska bankowego nie spotkały się jednak z aprobatą organów odpowiedzialnych za stabilność systemu finansowego. – Panowała wówczas atmosfera niezwykle entuzjastyczna, a politycy (rządzącej wówczas koalicji PiS – Samoobrona – Liga Polskich Rodzin – przyp. aut.) wręcz zachęcali Polaków do zadłużania się w tej walucie, jako że te kredyty były jednoznacznie tańsze – powiedział mec. Jerzy Bańka.

Również i po osławionej decyzji Szwajcarskiego Banku Narodowego ZBP wraz z bankami posiadającymi portfele kredytów frankowych podjął szereg inicjatyw mających na celu wsparcie kredytobiorców, czego efektem było stworzenie pakietu ulg noszącego obiegowe miano „sześciopaku”. – Koszty funkcjonowania tych rozwiązań to około 1 mld złotych rocznie – zadeklarował wiceprezes ZBP.

Zwrócił on także uwagę na potrzebę podjęcia debaty z udziałem zainteresowanych środowisk oraz nadzoru, której efektem byłoby wypracowanie perspektywicznych i obopólnie korzystnych instrumentów. Dotychczas bowiem każdy z urzędów państwowych podejmując tę problematykę szukał rozwiązań na własną rękę, a niektóre z nich, jak choćby propozycja ustawowego przewalutowania kredytów denominowanych i indeksowanych do franka, mogły naruszać prawa obu stron umowy.

Czytaj także: Kredyty frankowe: co będzie z LIBOR-em na CHF po 2019 roku?

Udostępnij artykuł: