Los książek zależy od pojętności czytelników*

Polecamy

0011

Ponad 63 proc. Polaków nie przeczytało w ubiegłym roku ani jednej książki - wynika z raportu o stanie czytelnictwa w Polsce w 2016 roku. Przerażające jest to, że aż o 5 proc. w stosunku do roku 2015 wzrósł odsetek domów bez książek lub tylko z podręcznikami (z 36 do 41 proc.). A przecież "dom bez książek jest jak człowiek bez duszy".

A czy ci nieczytający zdają sobie sprawę, że “kto czyta książki, żyje podwójnie” (Umberto Eco)? Pewnie nie. Przecież nie czytają. Bo przecież kontakt z tekstem dłuższym niż 3 strony zadeklarowało 46,2 proc. ankietowanych. Co przeczytali pozostali? Pewnie jakieś – tu nie wypada rzucać brukowymi tytułami, pisemkami o życiu gwiazd (?), gwiazdeczek i innych Kim Kardashianek. Wielu z tych “bohaterów” reprezentuje poziom niewiele wyższy od czytelników ich “przygód”.

Ale jak maja czytać osobnicy, którzy nie rozumieją tego, co czytają? Prawie połowa Polaków gubi się, czytając rozkład jazdy i mapkę pogody. Lekarze muszą pisać pacjentom skróty z ulotek, bo wielu z nich nie rozumie słów “skutki uboczne” – pisał portal natemat.pl. Absolutnie natomiast jestem w stanie zrozumieć ludzi, którzy nie rozumieją instrukcji. Ich twórcom przydałyby się dodatkowe lekcje polskiego. Osobną kwestią są hermetyczne językowo umowy, zwłaszcza bankowe. Pisane są językiem bankowców, mało zrozumiałym dla przeciętnego Polaka. I upstrzone (jak portret Najjaśniejszego Pana) gwiazdkami i małodruczkowymi dopiskami. Kiedyś jeden z banków zaproponował mi “przetłumaczenie” na język polski swoich promocyjnych tekstów, przeznaczonych dla klientów indywidualnych. To była naprawdę ciężka praca. I chwała mBankowi, który od dłuższego już czasu swoje umowy pisze prostym, zrozumiałym dla każdego językiem, a część informacji zawiera w tabelach. W dokumentach nie ma drobnego druku i niejasnych sformułowań, w tym odstraszających symboli zaczerpniętych z kodeksów prawniczych. Bank poszedł jeszcze dalej: przed wprowadzeniem konsultuje nowe dokumenty z klientami!

Po opublikowaniu raportu odezwało się Allegro, zwracając uwagę, że dlaczego jest tak źle, skoro jest lepiej? W 2016 roku sprzedaż książek na Allegro wzrosła o 50 tysięcy egzemplarzy do 6,9 miliona. Może to głównie podręczniki czy poradniki? Ale tak czy owak, książki i ktoś je czyta. Może same prezenty? Ale w takim razie dla tych, którzy na nie czekają. Dla mnie wygląda to na zasadę Pareto – nieco zmodyfikowaną. Otóż jeżeli 10,2 proc. Polaków czyta więcej niż 7 książek rocznie, to pewnie oni odpowiadają za zakupy. Prawie 90 proc. kupuje coś zupełnie innego. I słucha disco polo, które chętnie promują niektóre władze. Właśnie Pruszków organizuje cykl koncertów wykonawców z Zenkiem Martyniukiem na czele.

*Terencjusz

Przemysław Szubański

Redaktor Gazety Giełdy Parkiet

Udostępnij artykuł: