Małe firmy w czas kanikuły. Raport Idea Banku i Tax Care

Bankowość

Small biznes w czas wakacji kojarzy nam się głównie ze smażalnią ryb tuż przy sopockim molo, wypożyczalnią rowerów w Chochołowskiej czy pensjonatem na Mazurach. Do tego, oczywiście, dodać należy wszelkiej maści przewodników turystycznych, pilotów wycieczek i organizatorów turystyki. To jednak tylko nieznaczny odsetek przedsiębiorców segmentu mikro, którzy w czasie, kiedy inni wypoczywają, maja pełnie ręce roboty.

Kiedy mikroprzedsiębiorca znajduje czas na wypoczynek? Jakie branże najwięcej zyskują, a jakie tracą w czas kanikuły? Letnim wynikom najmniejszych firm w Polsce postanowił przyjrzeć się Idea Bank. Prezentacja wyników tych badań miała miejsce 8 lipca w Idea Hub – nowym rodzaju placówki banku. Wybór miejsca nie był przypadkowy – Idea Hub, któremu bliżej do modnej klubokawiarni niż tradycyjnego oddziału bankowego, ma ambicję stać się „drugim domem” przedsiębiorcy – również w czas letnich upałów.

55 procent mikroprzedsiębiorców nie rozstaje się ze swoją działalnością nawet w okresie wakacji – to najważniejszy z wniosków płynących z raportu. Potwierdzili to sami adepci biznesu, w zdecydowanej większości z pokolenia Y, którzy przybyli na prezentację raportu. – Nigdy nie odcinam się całkowicie od firmy, mój telefon działa 24 h na dobę. Nawet gdy jestem na urlopie, mam stały kontakt z pracownikiem, który na bieżąco raportuje mi wszystkie ważne sprawy- twierdzi Grzegorz Wydok z firmy Mobilni Barmani. Również Katarzyna Wójcik z firmy Revo Events specjalizującej się w organizacji ślubów twierdzi, że miesiące letnie: czerwiec, lipiec, sierpień i wrzesień to najgorętszy czas w branży.

  • Przedsiębiorca nie może pozwolić sobie na całkowite odcięcie się od biznesu – zaznacza z kolei Jakub Mucha, współwłaściciel firmy MUMU specjalizującej się w wytwarzaniu damskich torebek. Podobnie sytuację ocenia Krzysztof Kaleta, założyciel firmy Shefoot produkującej kosmetyki do stóp:
  • Przedsiębiorca właściwie nie ma prawdziwego urlopu. Może mieć elastyczny zarówno czas, jak i miejsce pracy, przez co jest w stanie wykonywać swoje obowiązki gdzie i kiedy chce. Nigdy jednak nie może całkowicie odciąć się od biznesu.

Dlaczego małe firmy mają taki problem w znalezieniu zmiennika? W wielu przypadkach powód jest prozaiczny: działalność prowadzona jest jednoosobowo. Pozostała część rodziny albo nie chce się zajmować biznesem krewnego, albo nie ma do tego kompetencji, albo też nie wierzy w nie sam zainteresowany. Dlatego jedynie w 12 proc. firm ojciec czy wuj przejmuje obowiązki w okresie urlopowym. Jak twierdzi Dariusz Makosz, członek zarządu Idea Banku, przyczyna takiego stanu rzeczy może mieć  charakter emocjonalny; świeżo upieczonemu przedsiębiorcy ciężko zostawić „swoje dziecko”. Okazuje się jednak, że ciągły kontakt z przedsiębiorstwem w czasie wakacji to nie tylko domena biznesowych samotnych wilków. Na przykład – co podkreśla Dariusz Makosz – wielu przedsiębiorców zatrudniających pracowników obawia się dopuścić podległych sobie ludzi do  informacji o przychodach i kosztach firmy. Na scedowanie obowiązków na pracowników decyduje się 16 proc. właścicieli firm. Najrzadziej mikroprzedsiębiorcy decydują się na zatrudnienie zawodowego menedżera – jedynie w co pięćdziesiątej firmie wdrożono takie rozwiązanie.

Znacznie lepiej sytuacja wygląda w spółkach. – Na urlop wyjeżdżam raz do roku, ale za to na dwa tygodnie. Jest to możliwe dzięki temu, że mam wspólnika – podkreśla Jakub Mucha. Nie oznacza to całkowitego braku kontaktu z firmą – jednak może on wówczas ograniczyć się do wymiany korespondencji mailowej ze zmiennikiem. Tak samo twierdzi Michał Wichowski współwłaściciel firmy High Level Center, specjalizującej się w kompleksowym przygotowaniu kondycyjnym dla sportowców. – Na pewno łatwiej jest wyjechać na urlop przedsiębiorcy, który – jak ja – ma wspólnika lub po prostu prawą rękę w firmie. Można się wtedy dzielić obowiązkami – uważa.

150713.raport.mikrofirmy.idea.bank.01

Jeśli już mikroprzedsiębiorca decyduje się na wypoczynek, to z reguły nie przekracza on tygodnia – twierdzą eksperci Idea Banku i Tax Care. Taką decyzję podejmuje ok. 47 proc. przedsiębiorców. Pod tym względem różnimy się znacznie chociażby od Włochów, którzy w sierpniu zamykają firmy i jadą na wakacje – i pomimo pozostawienia biznesu na miesiąc wszystko funkcjonuje bardzo sprawnie. Polscy przedsiębiorcy z reguły obawiają się utraty klientów – zresztą nie bez racji. – Dało by się wszystko bez problemu tak ułożyć, żeby zamknąć na miesiąc firmę – jednak w takiej sytuacji musieliby to zrobić wszyscy – twierdzi Dariusz Makosz. Wprawdzie aż 23 proc. respondentów  zamyka firmy na czas wakacji, jednak może to dotyczyć branż, w których letnia nieobecność nie wpłynie w aż tak znacznym stopniu na obroty przedsiębiorstwa. Osiedlowy szewc czy kioskarz z pewnością prędzej będzie mógł sobie pozwolić na wywieszenie kartki „Urlop” aniżeli młode, innowacyjne firmy, do których nie przyjdzie przypadkowy przechodzień. – Bez względu na branżę, przedsiębiorca na pewno nie może odciąć się od firmy w jej pierwszych latach – kiedy zdobywa się pierwszych klientów i buduje markę. W tej chwili rozkręcam nową firmę, zajmującą się lotniczymi filmami z dronów. (…) Nie wyobrażam sobie, abym przez nieodebrany telefon mógł stracić zlecenie – ocenia Jan Międzybłocki,właściciel firmy Bubble House produkującej mrożone napoje i desery.

Dlatego wielu spośród młodych przedsiębiorców decyduje się na „lato w mieście” – wyznaczając godziny, w których nie angażują się aktywnie w biznes. – (…) po godz. 18.00 nie odbieram telefonu, nie odpowiadam na maile, to czas dla mnie i dla męża – mówi Katarzyna Wójcik. W podobnym duchu wypowiada się Krzysztof Kaleta: Co drugi dzień w godzinach porannych chodzę na trening. To jest czas, w którym nie ma mnie ani dla pracowników, ani dla klientów – wyłączam telefon. Potem jednak do wszystkich oddzwaniam.

Karol Jerzy Mórawski

Udostępnij artykuł: