Małe spółki muszą jeszcze się postarać

Choć od początku roku widoczna jest przewaga małych spółek nad szerokim rynkiem i indeksem tuzów, jest ona zbyt mała i trwa zbyt krótko, by być pewnym, że idzie hossa. Na potwierdzenie dobrej koniunktury trzeba jeszcze poczekać.

W ciągu pierwszych tygodni roku sWIG80 zyskał już 7 proc. W tym czasie wskaźnik szerokiego rynku wzrósł o zaledwie kilka dziesiątych procent, a indeks blue chips stracił 1,6 proc. Jednak bliższa obserwacja wzajemnych relacji między indeksami, obrazującymi koniunkturę w segmentach małych i dużych firm wskazuje, że na wyciąganie z tego zbyt optymistycznych wniosków jest jeszcze zbyt wcześnie.

Na razie nie można mówić o niczym więcej, niż o typowym dla początku roku rajdzie małych spółek, czyli efekcie stycznia. Na ewentualne potwierdzenie, czy mamy do czynienia z trwałą tendencją, zwiastującą hossę na szerokim rynku, trzeba poczekać co najmniej do przełomu lutego i marca. Jak wskazują historyczne obserwacje, wspomniany rajd trwa bowiem zwykle około dwa miesiące. Jeśli po tym krytycznym okresie przewaga sWIG80 nadal będzie się utrzymywała, można będzie przystąpić do bardziej odważnych zakupów akcji.

130131.spolki.01.550x320

Choć obserwacja samego sWIG80 robi wrażenie, to jednak wygląd wykresu 12-miesięcznej dynamiki jego zmian może już rodzić wątpliwości. Poprzednio zbliżanie się hossy sygnalizowane było silnym ruchem w górę tego wskaźnika. Na razie z taką sytuacją nie mamy do czynienia i choć sWIG80 ma jeszcze miesiąc na nabranie rozpędu, można mieć obawy, czy uda mu się dotrzeć do poprzedniego szczytu z końca lutego 2010 r. Jedynym pocieszeniem może być obserwacja, że roczna dynamika zmian sWIG80 osiągnęła wówczas tak wysoki poziom w dużej mierze wskutek efektu bazy, czyli faktu, że indeks małych spółek mocno ucierpiał w pierwszych miesiącach 2009 r. Obecnie sytuacja jest inna. Wiosenne tąpnięcie z 2012 r. było o wiele bardziej łagodne, bowiem zabrało indeksowi jedynie 15 proc. Po tej korekcie nie mógł się pozbierać i przez kilka miesięcy szedł w bok. Bardziej energicznie w górę zaczął iść dopiero pod koniec roku.

Drugim ważnym polem obserwacji są wzajemne relacje między poszczególnymi segmentami giełdowego rynku. Tu także obserwowane tendencje nie dają jeszcze wystarczających podstaw do wieszczenia nadejścia hossy.

130131.spolki.02.550x323

Okazuje się, że wykresy 12-miesięcznej dynamiki zmian sWIG80 i wskaźnika szerokiego rynku niemal idealnie się pokrywają (podobnie jest w przypadku porównania sWIG80 i WIG20). Nie ma więc mowy o wyraźnej przewadze segmentu małych firm nad szerokim rynkiem i dużymi spółkami. Poprzednio zaś była ona uderzająca w czasie rodzenia się silnych fal hossy w latach 1996-1997, 2002-2004 i 2005-2007. Co ciekawe, w każdym z tych trzech przypadków szczyt rocznej dynamiki zmian wartości sWIG80 zwiastował albo poważną korektę (jak w latach 2004-2005 i 2011), albo wręcz załamanie (1999-2001 i 2007-2009). Zbyt słabe są jeszcze także sygnały płynące z analizy zmian siły względnej sWIG80 w porównaniu zarówno ze wskaźnikiem szerokiego rynku, jak i z WIG20.

Zasadnicze z fundamentalnego punktu widzenia pytanie brzmi: czy spadek z drugiej połowy 2011 r. miał u podstaw dyskontowanie przez giełdę spowolnienia gospodarczego, które stało się widoczne nieco pół roku później oraz czy obecny ruch w górę jest już dyskontowaniem poprawy koniunktury gospodarczej, spodziewanej w optymistycznym wariancie za pół roku. Horyzont czasowy obu tych wyprzedzających tendencji jest podobny, można więc oczekiwać, że ta teza znajdzie potwierdzenie. Nie mniej istotne staje się jednak pytanie pomocnicze: jak głęboka będzie spodziewana spadkowa korekta i co stanie się, gdyby okazało się, że sytuacja w gospodarce jest gorsza niż się spodziewano i ożywienie przyjdzie z większym od oczekiwanego opóźnieniem. Może się zdarzyć, że spodziewane ochłodzenie giełdowej koniunktury przyniesie ciekawe okazje inwestycyjne i dopiero następujący po nim dalszy ruch w górę będzie sygnałem do wypełniania portfela akcjami.

Roman Przasnyski
Open Finance

Udostępnij artykuł: