Mali ludzie

Andrzej Lazarowicz

Zanim cokolwiek dzisiaj skrobnę, czuję się w obowiązku pewną rzecz wyjaśnić. Otóż Pan Bóg - poprzez tak zwany kod genetyczny - dał mi być człowiekiem raczej wysokim i raczej dobrze (w pasie pewnie aż za dobrze) zbudowanym. Jako takowy stwór nic jednak nie mam przeciw ludziom dużo ode mnie niższym i szczuplejszym. Jednego z nich uważam nawet za przyjaciela i mam nadzieję, że on podobnie myśli o mnie.

Zanim cokolwiek dzisiaj skrobnę, czuję się w obowiązku pewną rzecz wyjaśnić. Otóż Pan Bóg - poprzez tak zwany kod genetyczny - dał mi być człowiekiem raczej wysokim i raczej dobrze (w pasie pewnie aż za dobrze) zbudowanym. Jako takowy stwór nic jednak nie mam przeciw ludziom dużo ode mnie niższym i szczuplejszym. Jednego z nich uważam nawet za przyjaciela i mam nadzieję, że on podobnie myśli o mnie.

Te cztery zdania wstępu były niezbędne - chciałbym dziś bowiem podywagować sobie o ludziach małych. Dlaczego o nich? Ano dlatego, że jakoś ostatnio namnożyło się ich w naszym życiu. Osobliwie na szczytach władzy. Wdrapują się tam, wykorzystując wszystkie dostępne środki. Nawet te, o których człowiek przyzwoity w ogóle by nie pomyślał. Ziściły się słowa Alberta Camus (francuskiego pisarza, dramaturga i eseisty): Zbyt wielu ludzi wdrapuje się teraz na krzyż tylko po to, żeby ich można było widzieć z większej odległości, nawet jeśli w tym celu trzeba trochę podeptać Tego, który znajduje się na krzyżu od tak dawna.

Co gorsza, ci ludzie uważają się za wielkich i nieomylnych. I nawet nie są w stanie pomyśleć, czy czasem nie miał racji Aleksander Świętochowski (polski pisarz, filozof i historyk, aforysta, krytyk, publicysta polityczny, działacz społeczny), gdy stwierdził: Ludzie mali biorą zwykle swój duży cień za miarę swej wielkości. Co więcej, stali się tymi, do których jak ulał pasują słowa Ericha Marii Remarque’a (właściwie Ericha Paula Remarka, pisarza niemieckiego) - I tylko w jednym różnicie się od Boga - Bóg wie wszystko, a wy wszystko wiecie lepiej.

Zieją przy tym patosem (zwykle dlatego, że nie bardzo mogą się pochwalić etosem), że hej. Zapomnieli już, jak wiele radości mogą dać zwykłe - na ich nieszczęście - małe przyjemności. Czemuż, z bólem serca, znów przyznać muszę rację Remarque’owi, który stwierdził: Tylko starożytni Grecy mieli bóstwa pijaństwa i radości. Dionizosa i Bachusa. My mamy za to Freuda, kompleks niższości i psychoanalizę. Boimy się wielkich słów w miłości, a lubimy je w polityce. Smutne pokolenie.

I tak patrząc wokół siebie, coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że rację miał Zygmunt Freud, gdy stwierdził: Kompleksy wyładowują się również w marzeniach na jawie. Nijak jednak nie potrafię zrozumieć nadęcia karłów duchowych i ich przekonania o własnej nieomylności i genialności. Bo choć małe jest ponoć piękne, to pięknych rzeczy jest na świecie znacznie więcej. Nie tylko tych niedużych. Niech więc mali ludzie - i ciałem i duchem - tak bardzo się tym wszystkim nie przejmują. Raczej niech zastanowią się nad słowami Stanisława Jerzego Leca: Czy ryby, które przelatują przez oka sieci, cierpią na kompleks niższości?

Udostępnij artykuł: