Mandat z zagranicy znajdzie nas w Polsce. Jak go opłacić, żeby uniknąć dodatkowych kosztów?

Finanse osobiste

Pieniądze leżące na mandacie
Fot. stock.adobe.com/Lena Balk

Wakacje to czas beztroski, niestety czasem również i na drodze. Zdarza się, że w czasie urlopu za granicą, przekroczyliśmy prędkość, i mimo że wydawało nam się, że uszło nam to na sucho, po wakacjach zostajemy niemile zaskoczeni przesyłką z zagranicy, w której znajdziemy wezwanie mandatowe.

Odkąd działa unijny system wymiany danych #Eucaris, złamanie przepisów ruchu drogowego za granicą nie ujdzie już nam na sucho #mandaty

Warto pamiętać, że zagraniczna policja może nas ukarać nie tylko za tak oczywiste przewinienie jak przekroczenie prędkości czy parkowanie w niedozwolonym miejscu, ale również za jazdę z niezapiętymi pasami, rozmowę w czasie prowadzenia auta przez telefon, czy przewożenie dziecka bez specjalnego fotelika, a nawet za wjazd samochodem do centrum miasta, tam, gdzie jest to niedozwolone. A kary za te wykroczenia mogą być naprawdę dotkliwe i dużo wyższe niż w Polsce. Np. u naszych zachodnich sąsiadów mandat za przekroczenie prędkości może wynieść nawet 680 euro, w Portugalii – 2,5 tys. euro, a we Włoszech – nawet powyżej 3 tys. euro.

Koniec anonimowości kierowców

Od 2014 roku, czyli odkąd działa unijny system wymiany danych Eucaris (Europejski System Informacyjny), złamanie przepisów ruchu drogowego za granicą nie ujdzie już nam na sucho. W krajach należącym do Wspólnoty (z wyjątkiem Danii, Irlandii i Wielkiej Brytanii) powstały bowiem Krajowe Punkty Kontaktowe, dzięki którym policja z jednego kraju unijnego może zwrócić się do służb innego kraju z prośbą o udostępnienie danych właściciela auta, które zostało u nich zarejestrowane przez fotoradar. Oznacza to, że jeżdżąc po europejskich drogach, nie jesteśmy już anonimowi i zagraniczna policja może równie łatwo znaleźć właściciela samochodu, którego numer rejestracyjny posiada, co funkcjonariusze w kraju.

Wezwanie do zapłaty to jeszcze nie mandat

Nawet kilka tygodni po powrocie do domu, możemy więc dostać dowód naszego przewinienia na drodze z dołączonym wezwaniem mandatowym. Należy pamiętać, że wezwanie takie de facto przekształci się w mandat dopiero po zatwierdzeniu przez polskie postępowanie sądowe. Do tego czasu zagraniczny podmiot, który je wystawił, nie ma jeszcze podstaw prawnych do ściągnięcia od nas kary. W praktyce jednak polskie sądy wobec niezbitych dowodów w postaci zdjęć z fotoradaru przychylają się najczęściej do wniosku podmiotów zagranicznych o ukaranie niesfornego kierowcy, o ile taka sprawa w ogóle do nich trafi. Nie oznacza to jednak, że do tego czasu wezwanie mandatowe można zlekceważyć.

Im później, tym drożej

Co prawda możemy liczyć na przedawnienie naszej sprawy, co przy dużym szczęściu może się zdarzyć, nie warto jednak chować głowy w piasek i brać sprawy na przeczekanie. W większości krajów na przedawnienie takiej sprawy trzeba będzie bowiem czekać od dwóch nawet do pięciu lat. Co więcej zwlekanie z opłaceniem kary może spowodować, że wraz z upływem czasu jej wysokość będzie rosła, i to nawet dwu- czy trzykrotnie.

A inne scenariusze zakończenia naszej sprawy z wezwaniem mandatowym z zagranicy są jeszcze dużo bardziej pesymistyczne.

Do akcji wkroczyć może polski sąd

W najgorszym wypadku takie wezwanie do zapłaty może trafić do polskiego sądu, gdzie nabierze mocy prawnej mandatu. Co prawda takie przekazanie sprawy do polskiego sądu oznacza dla zagranicznych służb dużo zachodu, trzeba bowiem wówczas przetłumaczyć niezbędne dokumenty, dostarczyć wezwanie do sprawcy wykroczenia (a nie osoby, na którą zarejestrowane jest auto), przedstawić dowody wykroczenia i dopiero złożyć wniosek do polskiego sądu. Cała procedura wymaga więc nieco zachodu i kosztuje sporo czasu. Przy niewielkiej wysokości zawiadomienia mandatowego i niewielkim przekroczeniu prędkości, zagraniczne służby często nie podejmują się jej. Zdarza się jednak, że takie sprawy z zagranicy trafiają do polskich sądów, a to już oznaczać będzie dla nas duże nieprzyjemności.

Bolesny powrót do kraju wykroczenia

Co więcej musimy pamiętać, że nawet jeśli sprawa naszego wykroczenia drogowego nie trafi w Polsce na wokandę, to w kraju, gdzie do niego doszło, mandat cały czas obowiązuje. Możemy więc mieć duże nieprzyjemności w czasie ponownej podróży do kraju, w którym w przeszłości popełniliśmy wykroczenie i nie uregulowaliśmy otrzymanego listownie wezwania mandatowego. W czasie rutynowej kontroli na drodze możemy zostać ponownie wezwani do zapłaty należności i to z nawiązką. Wówczas już trudno będzie się nam z tego wykręcić. A niespodziewany wydatek kilkuset euro może skutecznie zepsuć nam podróż i pokrzyżować plany.

Koszty przewalutowania

Otrzymane wezwanie do zapłaty lepiej więc potraktować poważnie i uregulować je jak najszybciej. Na wezwaniu mandatowym na pewno oprócz informacji o przepisie, który złamaliśmy za granicą, czasie i miejscu, w którym do tego doszło, oraz kwocie, którą z tego tytułu musimy uiścić, będzie widniał numer konta, na które powinniśmy przelać karę. Należy brać pod uwagę, że należność zostanie uregulowana w walucie kraju, w którym doszło do wykroczenia. Zatem, robiąc przelew z naszego konta prowadzonego w złotych, musimy się jeszcze liczyć z dodatkowymi kosztami przewalutowania.

Może się jednak okazać, że mimo iż w opisanym w wezwaniu mandatowym wykroczeniu rzeczywiście brał udział nasz samochód, to jednak nie my w zaistniałej sytuacji siedzieliśmy za jego kierownicą. Aby wówczas uniknąć płacenia za cudze błędy, będziemy musieli wypełnić specjalny formularz, który powinniśmy dostać wraz z wezwaniem mandatowym, w którym jednak konieczne będzie wskazanie osoby kierującej wówczas naszym autem.

Jeśli zaś na zagranicznych drogach „nie złapie” nas fotoradar, ale patrol policji, płatności mandatu już na pewno nie unikniemy. W większości krajów bowiem obcokrajowcy zobowiązani są mandat za wykroczenie drogowe uregulować od razu, opłacając go na miejscu u policjanta, który dokonał zatrzymania. Brak miejscowej gotówki może zakończyć się zaś odholowaniem auta na policyjny parking, czy zatrzymaniem dokumentów do czasu udania się do bankomatu i opłacenia mandatu. W niektórych krajach radiowozy wyposażone są już nawet w terminale płatnicze, aby ułatwić piratom drogowym uiszczenie płatności. Takie rozwiązanie ma być wkrótce wprowadzone i w Polsce.

 

Udostępnij artykuł: