Mario Draghi igra z ogniem

Finanse i gospodarka

Kolejny raz Europejski Bank Centralny szykowany był do roli ostatniego obrońcy stabilności strefy euro i kolejny raz instytucja ta nie stanęła na wysokości zadania, a prezes EBC Mario Draghi zaczyna powoli zasługiwać na tytuł Wielkiego Manipulatora.

Kolejny raz Europejski Bank Centralny szykowany był do roli ostatniego obrońcy stabilności strefy euro i kolejny raz instytucja ta nie stanęła na wysokości zadania, a prezes EBC Mario Draghi zaczyna powoli zasługiwać na tytuł Wielkiego Manipulatora.

Wiele obiecywano sobie po zeszłotygodniowej deklaracji Draghi'ego, iż EBC jest gotowy zrobić "wszystko, co konieczne", aby uchronić unię walutową przed rozpadem, co zostało odczytane jako zapowiedź wznowienia programu skupu obligacji przez bank centralny. Tymczasem wydźwięk czwartkowej konferencji prasowej prezesa brzmi "wszystko, co konieczne, ale w późniejszym terminie i pod warunkiem, że europejskie rządy ruszą pierwsze do działania".

Z wypowiedzi Draghi'ego wynika, że EBC nie przystąpi do zakupu obligacji włoskich i hiszpańskich wcześniej, niż we wrześniu i to tylko jeśli europejskie władze umożliwią funduszom ratunkowym interwencyjny skup obligacji w celu obniżenia ich rentowności. Podobnie jak w czerwcu szef EBC pokazuje, że to nie bank centralny ma ratować Europę z kryzysu, ale główna odpowiedzialność leży po stronie rządów. Tylko że poprzednim razem komentarz Draghi'ego miał miejsce na kilka dni przed szczytem UE, na którym podjęto istotne decyzje dla przyszłości strefy euro (m.in. uelastycznienie kompetencji europejskich mechanizmów ratunkowych), a teraz w środku okresu wakacyjnego trudno oczekiwać szybkich decyzji ze strony europejskich polityków. Dlatego konkluzja z wczorajszej konferencji jest taka, że sytuacja na europejskim rynku długu musi się jeszcze znacząco pogorszyć, nim EBC wkroczy do akcji, gdyż jak historia ostatnich dwóch lat pokazuje, działania zapobiegawcze nie leżą w naturze europejskich decydentów.

Konferencja prasowa Mario Draghi'ego rozczarowała, gdyż po zeszłotygodniowej deklaracji oczekiwano konkretnych decyzji, a nie mglistych obietnic. Siłę rozczarowania inwestorów pokazują przede wszystkim notowania eurodolara, który w ciągu dnia stracił prawie trzy centy spadając do 1,2133. Nie lepiej było na rynku obligacji Hiszpanii i Włoch - dochodowość dziesięciolatek wzrosła odpowiednio do 7,16 proc. i 6,33 proc. Rynek nie będzie czekał kolejnego miesiąca, aby kolejny raz dać się omamić pustymi deklaracjami i rośnie ryzyko, że skoro EBC czeka na gorsze czasy, to inwestorzy są w stanie taki scenariusz zapewnić. Czy 8 proc. dla rentowności hiszpańskich będzie wystarczające, by zmobilizować władze monetarne? A może jeszcze więcej? Idąc w tym kierunku, można oczekiwać utrzymania negatywnej presji na euro i w konsekwencji ponowny test ostatnich minimów na EUR/USD, tj. 1,2041, a możliwe, że nawet dołka sprzed dwóch lat na 1,1876. Nie będzie to także dobra wiadomość dla złotego, który choć w ostatnim czasie pokazuje zaskakującą odporność na złe informacje z rynków zewnętrznych, to przy nasilającej się awersji do ryzyka będzie tracił na wartości. Jeszcze dziś poważnym testem dla nastrojów będzie raport z amerykańskiego rynku pracy dotyczący zmiany zatrudnienia w sektorze pozarolniczym w lipcu (prognozowane jest 100 tys. nowych miejsc pracy). Lepszy do oczekiwań wynik będzie wspierał dolara i może silnie pociągnąć eurodolara na południe. Z kolei słabszy wynik przyniesie powrót spekulacji o wprowadzenie QE3 przez Fed, na co dolar zareaguje osłabieniem.

Konrad Białas
Dom Maklerski AFS

Udostępnij artykuł: