Media straszą, inwestorzy kupują akcje

Finanse i gospodarka

Złych wieści i czarnych scenariuszy, wieszczących rozpad strefy euro w mijającym tygodniu nie brakowało. Tymczasem na giełdach dominowały wzrosty. Indeksy w Paryżu i Frankfurcie zyskały po około 11 proc.

Inwestorzy w ostatnich dniach nie przejmowali się ani katastroficznymi wizjami, dotyczącymi strefy euro, ani wyraźnymi sygnałami narastającego spowolnienia w gospodarce Chin i Europy. Najwyraźniej nie wierzą więc ani w recesję, ani w koniec Unii Europejskiej i dyskontują optymistyczne scenariusze. Trudno inaczej zinterpretować prawie 11 proc. zwyżki indeksów w Paryżu i Frankfurcie. Bardzo dobry początek sezonu świątecznych zakupów w Stanach Zjednoczonych, skoordynowana akcje sześciu banków centralnych świata oraz wzrost wskaźnika aktywności amerykańskiego przemysłu z pewnością bykom pomagały, ale trudno sądzić, że tylko te trzy czynniki były w stanie doprowadzić do euforii na giełdach. Można przypuszczać, że przyczyniła się do niej w sporej części wiara, że trakcie grudniowego szczytu Unii Europejskiej wreszcie podjęte zostaną decyzje służące zażegnaniu kryzysu.

W piątek kontynuowana była na europejskich parkietach dobra passa z poprzednich dni. Indeksy w Paryżu na otwarciu zyskiwały po około 1,5 proc., a skala zwyżki szybko się zwiększała. Wczesnym popołudniem CAC40 i DAX znajdowały się po ponad 2 proc. powyżej poziomu osiągniętego w czwartek. Zwyżki o podobnej skali notowały także wskaźniki w Atenach, Madrycie, Stambule i Mediolanie. Na tym tle warszawska giełda wypadała znacznie mniej korzystnie. WIG20 rozpoczął dzień od wzrostu o prawie 1,3 proc., a wskaźnik szerokiego rynku rósł o niemal 1 proc. Poziom otwarcia okazał się jednocześnie dziennym  maksimum. Indeksowi naszych największych spółek tylko przez chwilę udało się utrzymać nieznacznie powyżej 2300 punktów. Jeszcze przed południem niedźwiedzie uszczknęły z tego 30 punktów. Przez kolejnych kilka godzin wskaźnik poruszał się w okolicy 2280 punktów, nieznacznie zmieniając swoją wartość. W gronie blue chips liderem wzrostów były akcje Banku Handlowego, zyskujące chwilami nawet ponad 3 proc. Niewiele ustępowały im papiery Pekao i PZU, rosnące po ponad 2,5 proc. Niemal 2 proc. zwyżki walory PKO, PGNiG i PKN Orlen były w stanie utrzymać jedynie w pierwszych minutach handlu. Później skala wzrostu ich kursów zdecydowanie się zmniejszyła. Po ponad 1 proc. w dół szły akcje PBG, PGE i Telekomunikacji Polskiej.

Choć dobrym nastrojom sprzyjał spadek rentowności obligacji najbardziej zadłużonych państw europejskich oraz doniesienia o planach udzielenia przez Europejski Bank Centralny za pośrednictwem Międzynarodowego Funduszu Walutowego pożyczek w wysokości 100-200 mld euro na walkę z kryzysem. Inwestorzy czekali jednak przede wszystkim na dane z amerykańskiego rynku pracy. Te zaś okazały się niejednoznaczne. Stopa bezrobocia nieoczekiwanie spadła w listopadzie z 9 do 8,6 proc., czyli do poziomu najniższego od 2,5 roku. Spodziewano się zaś, że pozostanie ona na niezmienionym poziomie. Rozczarowała natomiast zmiana liczby miejsc pracy w sektorze pozarolniczym. Oczekiwano, że większych się ona z 125 tys., tymczasem okazała się o 5 tys. niższa. Skorygowano jednocześnie w górę dane sprzed miesiąca. Publikacja tych danych spowodowała wyraźne pogorszenie się nastrojów na giełdach europejskich. Indeksy w Paryżu i Frankfurcie zyskiwały po niej już tylko po około 1 proc., a WIG20 zbliżył się do poziomu minimum dnia, ustanowionego przed południem.

Roman Przasnyski, Open Finance

Udostępnij artykuł: