Miał Midas mnóstwo złota i co mu było z tego

Blogi / Jan Cipiur

Jeszcze 20 lat temu lato w mediach należało do potwora z Loch Ness, który przypływał ogrzać się w Zalewie Zegrzyńskim pod Warszawą. Dziś upały na Wyspach takie, że nie musi szukać ciepełka u nas, więc jest z sensacjami problem, pisze Jan Cipiur.

Jan Cipiur
Jan Cipiur Fot. Autor

Jeszcze 20 lat temu lato w mediach należało do potwora z Loch Ness, który przypływał ogrzać się w Zalewie Zegrzyńskim pod Warszawą. Dziś upały na Wyspach takie, że nie musi szukać ciepełka u nas, więc jest z sensacjami problem, pisze Jan Cipiur.

Mądry człowiek jeden z drugim rozwiązanie jednak znajdzie. Szkockiego monstrum już pod Warszawą nie ma, ale pojawia się szkarada o nazwie „czterodniowy tydzień pracy”. Coś w sam raz dla przerobionych tyraniem młodzieniaszków. Mniej będą harować, bardziej będą nas, zgredów, lubili.

O długiej labie, od której w głowach się przewraca z nudów może innym razem, bo mowa jedynie o eksperymencie. Ale pojawia się w tle aspekt korzyści z podziału owoców pracy, czyli fascynujący temat nierówności dochodowo-majątkowych.

Ile kotletów jest w stanie zjeść wielki bogacz?

Są owe przedmiotem powszechnych ubolewań i roztrząsań od zarania ludzkości. Coś się jednak w sprawie dzieje, choć postęp jest powolny – za króla Salomona i faraonów bogacz był w danym czasie i miejscu tylko jeden, a za Piketty’ego już milionowe ich tabuny. Nie miną kolejnych lat setki, a dzięki pracy w cztery/trzy/dwa/jeden (?) dzień w tygodniu będą ich miliardy.

Różnice dochodowe i majątkowe między ludźmi nie są właściwą miarą nierówności ekonomicznych

Mógłbym tak długo jeszcze, ale jest okazja, żeby coś wyjaśnić na poważnie i jej nie przepuszczę. Pytanie kontrolne brzmi, ile kotletów jest w stanie zjeść wielki bogacz i czy dużo więcej niż jakiś przegłodzony biedak?

Jaki jest zatem codzienny pożytek z wielkich dochodów i nagromadzonego bogactwa, skoro przez całe życie nie da się skonsumować nawet jego miliardowej części? Czy pamiętacie z „podstawówki” króla Midasa, któremu za sprawą Dionizosa wszystko co pod ręką zamieniało się w złoto, a strawić kruszcu przecież nie mógł?

Nie tyle majątek jest istotny, co siła nabywcza

Różnice dochodowe i majątkowe między ludźmi nie są właściwą miarą nierówności ekonomicznych. Właściwszym narzędziem pomiaru są różnice w sile nabywczej (spending power). Trzeba też wiedzieć i stale to sobie przypominać, że co brutto, to nie netto.

Krążą „przerażające” informacje, że garstka nababów stanowiących 0,1 proc., albo 1 proc. lub 10 proc. ludności świata zagarnęła prawie całe światowe bogactwo, zostawiając reszcie mniej nawet niż ochłapy. Jednak spora część tego bogactwa to ułuda do spłacenia.

Dr hab. Waldemar Rogowski z SGH wyszukał dane ilustrujące, o ile mniejszy staje się majątek pomniejszony o długi, za które jest tworzony i dzięki którym pracuje. W takim ujęciu obraz jest mniej „straszny”, za to prawdziwszy.

Majątek netto (czyli pomniejszony o długi) jednego procenta najbogatszych Amerykanów stanowi 35 proc. całości. W Polsce wskaźnik wynosi 30 proc., a we Włoszech „jedynie” 18 proc. Jak żyć, to żyć, najlepiej za pożyczone, sądzą najwyraźniej Lombardczycy i mieszkańcy Piemontu, bo w takiej Kalabrii, to już raczej sama nędza.

Wyolbrzymione nierówności ekonomiczne w USA?

Trójka Amerykanów (Alan Auerbach z Berkeley, Laurence Kotlikoff z Boston University i Darryl Koehler – programista z Economic Security Planning) od kilku lat aktualizuje swoje badania dotyczące m.in. wyolbrzymienia kwestii nierówności ekonomicznych w Stanach Zjednoczonych. Odwołując się do losów Midasa twierdzą, że w rzeczywistości nie liczy się suma dochodów i majątku, ale wspomniana już siła nabywcza.

W pracy nt. nierówności i progresji podatkowej w USA w ujęciu wewnątrzpokoleniowym („U.S. Inequality and Fiscal Progressivity: An Intragenerational Accounting”) oszacowali, że 1 procent najbogatszych Amerykanów w wieku 40‒49 lat posiada 29 proc. majątku netto wszystkich osób ze swojej grupy wiekowej. Najbiedniejszy kwartyl (pierwsze 25 proc. ludności) ma tylko 0,4 proc. majątku całej tej grupy.

Nierówności nicowane w ten sposób są nadal duże, ale jest haczyk. Siła nabywcza pozostająca do końca życia osób najbogatszych z grupy 40‒49 lat stanowi 11,8 proc. siły nabywczej do końca życia całej tej grupy wiekowej, a dla pierwszego kwartyla udział wynosi 6,6 proc. i jest zastanawiająco wysoki w porównaniu z jego udziałem w majątku (0,4 proc.).

1 procent najbogatszych Amerykanów w wieku 40‒49 lat posiada 29 proc. majątku netto wszystkich osób ze swojej grupy wiekowej

W rozmowie z Peterem Coy’em, kimś takim jak ja, tyle że pracującym dla New York Timesa, Alan Auerbach wyjaśnił, że można przecież mieć puste konto w banku, ale pracować, pobierać najróżniejsze świadczenia społeczne od państwa i żyć całkiem godnie. Przeciętny 20-latek zarabia mniej i ma mniej na koncie niż osoba koło sześćdziesiątki, ale czy można to uznać za przejaw nagannych nierówności?

Nierówności ekonomiczne są też wyolbrzymiane w wyniku uznawania wielkości brutto za netto oraz z powodu nieuwzględniania celów, do których służy majątek, zwłaszcza produkcyjny. Maszyny będące własności wielkich korporacji nie są do jedzenia, ich działanie służy właścicielom, lecz przede wszystkim maluczkim, czyli konsumentom bez majątku.

Kto również korzysta z majątków miliarderów?

Następna kwestia to wielka chwiejność cen i wycen, z powodu której pakiet akcji może być wart dziesiątki milionów, żeby urosnąć do setek, ale też spaść nagle do jedności. Trzeba też wspomnieć o płynności. Bogacze nie trzymają gotówki, a gdyby chcieli spieniężyć nagle wielkie pakiety dowolnych papierów wartościowych, kurs tychże poleciałby na łeb, na szyję i majątek zamieniłby się na drobną (dla nich) sumkę.

Tego rodzaju argumenty są dla większości nieprzekonujące. Najważniejsze jest więc, że bogaci ludzie tworzą bogactwo, z którego korzystać może każdy pod warunkiem, że pracować będzie dużej niż 4 dni w tygodniu.

Czy po rekwizycji i podziale między wszystkich nas majątku Elona Muska jakaś grupa kilkunastu, a niechby i kilkuset inżynierów byłaby w stanie stworzyć „teslę”? Kto w to wierzy, niech jeździ rodzimą „izerą” budowaną po kierunkiem premiera polskiego rządu.

Bogaci ludzie tworzą bogactwo, z którego korzystać może każdy pod warunkiem, że pracować będzie dużej niż 4 dni w tygodniu

Nie ma innego, sprawdzonego modelu rozwoju i wzrostu. Sprawdza się do tej pory jedynie kapitalizm uwzględniający najróżniejsze cechy ludzi – w tym ich egoizm i zachłanność. Jak do tej pory, ceną za w miarę dobre życie na Zachodzie jest istnienie miliarderów.

Kogo to boli, ten cierpi, mnie te katusze są obce, choć rani mnie bardzo bieda, lecz nie ta amerykańska czy europejska, ale afrykańska, azjatycka, czy latynoska.

Jan Cipiur,

dziennikarz i redaktor z ponad 40-letnim stażem. Zaczynał w PAP, gdzie po 1989 r. stworzył pierwszą redakcję ekonomiczną. Twórca serwisów dla biznesu w agencji BOSS. Obecnie publikuje m.in. w Obserwatorze Finansowym.

Źródło: aleBank.pl
Udostępnij artykuł: