Miara sukcesu

Blogi / Maciej Małek / Tylko u nas

Singapur znany z osobliwego rozumienia demokracji, futurystycznej architektury i sukcesu gospodarczego, od dziś za sprawą Agnieszki Radwańskiej będzie się kojarzył miłośnikom tenisa i nie tylko, jako miejsce wyjątkowe dla polskiego sportu.

Heroiczny, bo okupiony fizycznym bólem i cierpieniem sukces naszej tenisistki w sponsorowanych przez BNB Paribas mistrzostwach WTA poprzedziły zmagania, o to by w ogóle znaleźć się w finałowej ósemce najlepszych singlistek sezonu.

Potem, gdy wydawało się, że set urwany Marii Szarapowej, będzie jedynym sportowym aktywem tych rozgrywek, nastąpiło przebudzenie w meczu ostatniej szansy z Simoną Halep, a wymiana na 6:6 w tie breaku przejdzie do annałów nie tylko tych rozgrywek. Później – jak w cudownym śnie – pierwsza w tym sezonie wygrana z Hiszpanką Muguruzą i wreszcie finał, w którym zdawało się wszystko przemawiało za Petrą Kvitową.

Wszystko oprócz woli i determinacji naszej tenisistki, które wsparte bajeczną techniką, wybieganiem i chłodną głową złożyły się na tyleż nieoczekiwane, co zasłużenie spektakularne zwycięstwo. Wspaniała oprawa ceremonii wręczania trofeów, dopełniła smaku tego triumfu, który zdaje się zapowiadać otwarcie nowego rozdziału w dziesięcioletniej już wędrówce naszej Mistrzyni po światowych kortach.

Bez względu na to, czy dane Jej będzie zaznać smaku zwycięstwa w turnieju z cyklu Wielkiego Szlema, już nikt nie odbierze krakowiance chwili, która jak sama powiedziała była najważniejsza w dotychczasowym sportowym i nie tylko życiu.

Rozmaici mądrale i Internetowi hejterzy będą pomniejszać miarę dokonań Radwańskiej wskazując na 55 niewymuszonych błędów rywalki, kto widział, ten wie, że co najmniej połowa z nich wynikała ze scenariusza autorstwa naszej najlepszej rakiety, oraz koncentrować się na tym ile zarobiła podczas niespełna 10-ciu godzin spędzonych łącznie na kortach Singapuru.

Łzy, których nie kryła podbiegając po ostatniej piłce do siatki jasno dowodzą, że pieniądze były ostatnią rzeczą, o jakiej wówczas myślała. Wielki sport, to również wielkie pieniądze, podobnie jednak, jak w innych dziedzinach ludzkiej aktywności, stają się one udziałem tylko najwybitniejszych, co więcej, nie stanowią ani jedynej, ani najważniejszej motywacji. Praca, pasja, wizja, odwaga, wsparte łutem szczęścia prowadzą do nadzwyczajnych rezultatów i ekwiwalentnych, również w wymiarze finansowym korzyści. Tę starą prawdę warto przypomnieć otwierając szampana z okazji historycznego triumfu polskiej tenisistki.

Udostępnij artykuł: