Mięso z próbówki już jest, ale drogie

Blogi / Jan Cipiur

W Singapurze dopuszczono do spożycia mięso wytwarzane przez namnażanie pojedynczych komórek zwierzęcych. Na singapurskie stoły trafiać mogą już zatem „laboratoryjne” przegryzki z kurczaka.

Jan Cipiur
Jan Cipiur Fot. Autor

W Singapurze dopuszczono do spożycia mięso wytwarzane przez namnażanie pojedynczych komórek zwierzęcych. Na singapurskie stoły trafiać mogą już zatem „laboratoryjne” przegryzki z kurczaka.

To już kolejny krok w stronę białka nie z kurników, chlewów i obór, a na koniec z tonących we krwi rzeźni. Ten sam wytwórca wyprodukował też „jajka” na bazie białka i skrobi z fasoli mung. Amerykanie mogą robić sobie z tego jajecznicę od listopada tego roku.

Sztuczne mięso, ulga dla środowiska

Pełen obraz nowatorskiej metody ujawni się nie tak szybko, ale za czas jakiś pojawić się mogą bezsporne korzyści. Zniknąć może groźba salmonelli i innych chorób odzwierzęcych. Produkcja bezkrwawego mięsa obywa się bez antybiotyków stosowanych na wielką skalę w masowych hodowlach.

Pozyskiwanie mięsa i innej sytej żywności z bioreaktorów może dać olbrzymi oddech środowisku. Ślad węglowy fasolowej z pochodzenia „jajecznicy” ma być o 93 proc. mniejszy niż ten pozostawiany przez kury, zażycie wody o 98 proc. mniejsze. Ziemi uprawnej też trzeba o niebo mniej.

Kwestia smaku

Rosnące apetyty rosnącej stale liczby ludzi sprawiają, że hodowla zwierząt odpowiada już za ok. 14,5 proc. emisji gazów cieplarnianych. To bardzo dużo - praktycznie taki sam udział w narastającej katastrofie ekologicznej ma wszelki transport.

Coraz więcej krów beka sobie więc raz po raz i puszcza metanowe bąki. Są firmy, które szykują lekarstwa na krowie gazy. Ile ziemi trzeba poświęcić na uprawę fasoli lub innego medium, żeby przekroczyć w produkcji próg istotności? I tak dalej.

Nadzieje na przełom mogą być na wyrost. Nie znamy kosztów kapitałowych i operacyjnych wytwarzania mięsnych przekąsek w probówkach i bioreaktorach.

Chodzi nie tylko o wszelkie koszty w wyrazie finansowym, ale też o wydatek energetyczny, żeby nie było tak jak z niby super czystymi silnikami na wodór, na którego wytworzenie trzeba jednak z reguły więcej energii niż daje potem jego spalanie.

Dochodzi też niebagatelna kwestia smaku. Moje pokolenie pamięta np. markę „Inka” (brzmienie nazwy podobne do „Nesca” – nieprzypadkowe), która była za Gierka „erzatzem” zastępować mającym prawdziwą, czarną kawę.

Na razie drogo

Z pierwszych, szczątkowych i chaotycznych doniesień wynika, że danie z mięsa namnożonego z kurzej komórki jest bardzo drogie. Kosztować ma kilkadziesiąt dolarów za porcję.

To, rzecz jasna, cena zaporowa, ale z drugiej strony praktycznie wszystkie nowości są w początkach cyklu bardzo, a niekiedy wręcz niesłychanie drogie. 

Produkt dopuszczony do jedzenia w Singapurze pochodzi z amerykańskiej firmy Eat Just, Inc. z San Francisco. Jej założycielem i szefem jest Josh Tetrick. W końcu października 2020 r. przedsięwzięcie to było wyceniane na ok. 1,2 mld dolarów. Konkurentów ma sporo.

Badania nad tego rodzaju sposobami pozyskiwania żywności od 20 lat prowadzi np. amerykańska agencja kosmiczna NASA, co w obliczu planów bardzo długich podróży kosmicznych ma bardzo dużo sensu.

W 2013 r. odbyła się w Londynie degustacja wytworzonego w podobny sposób hamburgera. Smakował dobrze, ale wyczuwalny był brak tłuszczu. Został zjedzony, ale kosztował wówczas 280 tys. dolarów, które wyłożył na ten eksperyment współzałożyciel Google’a – Siergej Brin.

Już nie polujemy i nie hodujemy zwierząt do zjedzenia – czujące stworzenia są produkowane

Nierozsądne byłoby wieszczenie początków kopernikańskiego przewrotu w żywieniu ludzi, ale wizja świata bez rzeźni jest pociągająca, może nie dla wszystkich, ale z pewnością dla bardzo wielu.

Jeszcze kilka wieków temu przewaga ludzi nad światem zwierząt nie była tak ogromna jak dziś, ponieważ był nas ledwie niecały miliard, gdy dziś za chwilę będzie nas aż 8 miliardów i zaraz potem jeszcze więcej Zwierzęta mają zęby, pazury i cielska, my kiedyś noże, oszczepy, a teraz całe arsenały narzędzi ujarzmiania i zabijania.

Powstała wielka dysproporcja, a świat opiera się jednak na równowagach, więc nic dobrego z tej naszej przewagi na koniec nie wyjdzie.

Charakterystyczną cechą obecnych czasów jest odhumanizowanie języka. Już nie polujemy i nie hodujemy zwierząt do zjedzenia – czujące stworzenia są „produkowane”.

Zgodnie z tym, w 1961 r. światowa produkcja mięsa wyniosła 71 mln ton, żeby obecnie sięgać 350 milionów ton (341 mln t w 2018 r.). Lubię mięso, ale oddalam od siebie obraz rzeźni.

Sprawę zamknięcia tych zakładów wskutek rozwinięcia zaopatrzenia w mięso z probówek będzie można uznać za doprowadzoną do końca, jeśli technologia umożliwi podsuwanie ludziom jajek sadzonych lub na miękko, a smakoszom wołowiny krwistych befsztyków, po angielsku – „rare”, zamiast wysmażonych „well done”.

Jan Cipiur
Jan Cipiur, dziennikarz i redaktor z ponad 40-letnim stażem. Zaczynał w PAP, gdzie po 1989 r. stworzył pierwszą redakcję ekonomiczną. Twórca serwisów dla biznesu w agencji BOSS. Obecnie publikuje m.in. w Obserwatorze Finansowym.

Źródło: aleBank.pl
Udostępnij artykuł: