Koronawirus: kiedy luzowanie obostrzeń? Minister finansów: od 9 kwietnia to nierealne

Gospodarka

Poluzowywanie obostrzeń od 9 kwietnia - tj. od daty, do której obowiązują obecne przepisy - wydaje się nierealne, ale na otwarcie gospodarki można liczyć "wcześniej niż w czerwcu", uważa minister finansów, funduszy i polityki regionalnej Tadeusz Kościński.

Tadeusz Kościński
Tadeusz Kościński Fot. Ministerstwo Finansów

Poluzowywanie obostrzeń od 9 kwietnia - tj. od daty, do której obowiązują obecne przepisy - wydaje się nierealne, ale na otwarcie gospodarki można liczyć "wcześniej niż w czerwcu", uważa minister finansów, funduszy i polityki regionalnej Tadeusz Kościński.

"Może być nierealny, bo jesteśmy w tej trzeciej fali. Wygląda na to, że mamy w tym momencie jakąś stabilizację, ale myślę, że - niestety - święta zrobią swoje i pomimo zaleceń część społeczeństwa będzie się spotykać i to spowoduje czwartą falę za jakieś 2-3 tygodnie" - powiedział Kościński w programie "Money. To się liczy", zapytany, czy 9 kwietnia to realny termin na luzowanie obostrzeń.

Czytaj także: Kończące się wakacje kredytowe i III fala Covid-19 pogrążają mikrofirmy, dane BIK za luty >>>

"Ale myślę, że na korzyść będzie działało to, że mamy coraz więcej ozdrowieńców, coraz więcej ludzi zaszczepionych, więc ta trzecia czy czwarta fala bardzo szybko się skończy i wtedy myślę, że bardzo szybko będziemy mogli otwierać gospodarkę" - dodał.

Kiedy powrót "do normalności"?

Według niego, normalność zacznie wracać "dużo wcześniej" niż w okresie wakacyjnym. Podkreślił, że szczepienia trwają od grudnia ub.r., a efekty przynoszą po 2-3 miesiącach.

Mam nadzieję, że gospodarka będzie otwarta trochę wcześniej. […] Myślę, że to będzie wcześniej niż w czerwcu.

- powiedział minister.

Kościński: bon gastronomiczny działałby za późno

Pomysł wprowadzenie bonu gastronomicznego jest rozważany, ale jego wdrożenie trwałoby długo, a sektor restauracyjny potrzebuje "żywej gotówki" już w obecnym momencie, uważa Tadeusz Kościński.

"Ten pomysł leży na stole. Niektórzy opowiadają się za nim, bo widzą ze swojej perspektywy jego plusy, ale ja myślę, że jego uruchomienie zajęłoby za dużo czasu i za wolno, żeby ratować ten sektor - w tym momencie oni potrzebują żywej gotówki" - powiedział Kościński w programie "Money. To się liczy".

"To jest pomysł, którego nie możemy uruchomić od razu, to trochę czasu zajmie, a restauracje są dziś zamknięte i dziś potrzebują pomocy, żeby przeżyć tę burzę, jaka mamy. A bon - gdyby był taki bon, bo jeszcze nie wiadomo, czy będzie - to już pod koniec roku, żeby je wzmocnić, jak już będą działać" - dodał.

Czytaj także: Koronawirus w Polsce: rząd od 12 kwietnia uruchamia szczepienia populacyjne, będą organizowane m.in. w zakładach pracy i aptekach >>>

Według niego, bon mógłby być wykorzystywany wyłącznie w restauracjach w Polsce, a nie na wyjazdach za granicą.

RMF FM podało wczoraj, że według ustaleń radia, rząd jest zgodny co do utworzenia bonu gastronomicznego, a premier miałby ujawnić szczegóły na konferencji prasowej w drugiej połowie tego tygodnia.

Działanie bonu ma polegać na tym, że szef danej firmy, za np. 100 zł będzie mógł wykupić swoim pracownikom bon gastronomiczny o wartości 200 zł - w formie bonusu. Dokładne kwoty są jeszcze ustalane, podało RMF FM.

"Teraz restauracje nie mogą przyjmować gości, ale mogą realizować zamówienia na wynos i w dostawie. Bonem gastronomicznym będziemy mogli opłacać takie właśnie zamówienia" - czytamy na portalu RMF24.pl.

Rzecznik rządu: decyzja o ewentualnym przedłużeniu obostrzeń zapadnie w tygodniu po świętach

Nie ma intencji, by przed świętami ogłaszać jakieś dodatkowe obostrzenia; decyzja dotycząca ewentualnego przedłużenia obecnie obowiązujących obostrzeń zapadnie w tygodniu po świętach - powiedział z kolei w środę rzecznik rządu Piotr Müller.

Rzecznik rządu w Programie Trzecim Polskiego Radia przyznał, że nie ma intencji, by jeszcze przed świętami ogłaszać jakieś dodatkowe obostrzenia. "Mam nadzieję, że nic się takiego nie zadzieje, jeżeli chodzi o liczbę zachorowań, czy liczbę osób hospitalizowanych, żeby trzeba było podejmować dalej idące decyzje" - zaznaczył.

Müller, pytany o prawdopodobieństwo ogłoszenia stanu nadzwyczajnego w najbliższej perspektywie odparł: "Nie wydaje mi się, żeby było to możliwe". Przyznał, że obecna sytuacja jest najtrudniejszą od początku epidemii, ale rząd ma nadzieję, że podjęte decyzje dotyczące obostrzeń będą wystarczające.

Dopytywany o ewentualne przedłużenie obecnie obowiązujących obostrzeń na okres po 9 kwietnia, rzecznik rządu zapowiedział, że decyzja zapadnie w tygodniu po świętach.

Oczywiście wiele z tych obostrzeń pozostanie z nami na jeszcze kolejne tygodnie, to bez wątpienia. To nie jest tak, że 9 kwietnia wszystkie obostrzenia zostaną zniesione.

"Natomiast miejmy nadzieję, że - powiedzmy od następnych dni po tym terminie - część z nich będzie mogła być chociaż zmniejszona" - mówił.

W związku z silnym wzrostem nowych infekcji w marcu, od 27 marca do 9 kwietnia obowiązują nowe obostrzenia epidemiczne. Zamknięte są duże sklepy meblowe i budowlane, a także salony fryzjerskie, urody i kosmetyczne. Obowiązują też nowe limity osób w handlu i miejscach kultu. Centra i galerie handlowe pozostają zamknięte, z wyjątkiem m.in.: sklepów spożywczych, aptek i drogerii, salonów prasowych, księgarni. Obiekty hotelowe pozostają zamknięte (z wyjątkiem hoteli robotniczych, a także np. dla medyków, kierowców wykonujących transport drogowy czy żołnierzy). 

"Prognozy wskazują, że do maja nie będzie możliwości luzowania obostrzeń"

Prognozy przebiegu pandemii w Polsce wskazują, że najwcześniejsze perspektywy luzowania obostrzeń pojawią się w maju - powiedział z kolei naukowiec z zespołu Modelling Coronavirus Spread (MOCOS) Politechniki Wrocławskiej Tyll Krüger. Naukowiec wskazał, że dopiero w maju 7-dniowa średnia zakażeń znajdzie się poniżej 10 tys.

„Nasze prognozy są oczywiście probabilistyczne i przewidują średnią tygodniową wyliczoną na każdy dzień. Widać, że w kwietniu nie będzie sytuacji, w której będziemy mogli rozważać luzowanie obecnie obowiązujących restrykcji. Taka możliwość nastąpi najwcześniej w maju, bo tak wysoka jest obecna fala. Oczywiście mówimy o przypadkach wykrytych, bo rzeczywista liczba przypadków może być 4-5 razy wyższa” – powiedział Tyll Krüger.

Różne scenariusze przebiegu pandemii

Prognoza prezentowana na stronie zespołu badawczego MOCOS obejmuje trzy scenariusze dalszego przebiegu pandemii w Polsce.

W optymistycznym (żółtym) scenariuszu obostrzenia wprowadzone od 20 marca do 9 kwietnia są przestrzegane, a kontakty między ludźmi spadają o 30-60 proc., pesymistyczny (zielony) zakłada spadek kontaktów w przedziale od 20 proc. do 30 proc. i umiarkowany (niebieski wykres), w którym obostrzenia spowodowały spadek kontaktów od 20 proc do 60 proc.

W scenariuszu umiarkowanym szczyt zakażeń w III fali pandemii przypada na pierwszy tydzień kwietnia. Według prognozy, z 95 proc. prawdopodobieństwem 7-dniowa średnia zakażeń znajdzie się w tych dniach w przedziale o dwudziestu kilku tysięcy do blisko 35 tys. przypadków, średnia trajektorii wskazuje, że najwyższa średnia zakażeń nastąpi 2 kwietnia i sięgnie 30 tys. zakażeń. Od tego momentu badacze prognozują sukcesywny spadek średniej zakażeń.

Z obliczeń PAP Biznes wynika, że 31 marca 7-dniowa średnia zakażeń to 28.716 przypadków wobec 28.302 dzień wcześniej i 22.557 tydzień wcześniej. W środę resort zdrowia poinformował o 32.874 nowych zakażeniach.

„W maju, w optymistycznym scenariuszu zejdziemy do poziomu 5-10 tys. zakażeń dziennie. Wtedy można ponownie otworzyć szkoły i przedszkola oraz ewentualnie centra handlowe. Restauracje na pewno jeszcze nie, być może na zewnątrz, ale nie widzę tu wielu możliwości. To wszystko oczywiście przy zachowaniu maksymalnej ostrożności” – powiedział Tyll Krüger.

„To właśnie efektywność obostrzeń pozostaje główną niewiadomą. Problemem w prognozowaniu przebiegu epidemii jest to, że nie mamy danych z Sanepidu jak efektywnie śledzone są kontakty zakażonych z innymi osobami, jak szybko znajdujemy kolejne przypadki. Do drugiej fali dysponowaliśmy dużą ilością informacji na ten temat. Teraz jednak przy tak gwałtownym wzroście zakażeń śledzenie jest trudniejsze i tych danych brakuje” – dodał Krüger.

Zobacz więcej najnowszych wiadomości o pandemii koronawirusa >>>

Prognoza przygotowana przez MOCOS, w swoim przebiegu jest podobna do prognozy przygotowanej przez Interdyscyplinarne Centrum Modelowania Matematycznego Uniwersytetu Warszawskiego. Naukowcy z UW także oczekują szczytu pandemii w pierwszym tygodniu kwietnia. Według nich, najwyższa średnia tygodniowa zakażeń nastąpi 5 kwietnia i wyniesie od 25.931 do 33.183 zakażeń. Z prognozy UW wynika, że 7-dniowa średnia zakażeń zejdzie poniżej 10 tys. przypadków na przełomie kwietnia i maja.

Tyll Krüger wskazał, że zarówno MOCOS i ICM przy modelowaniu posługują się podobną metodą. Zespoły różnie oceniają jednak wagę niektórych parametrów, w tym poziomu immunizacji populacji Polski.

„Główną różnicą jest wybór kluczowych parametrów. Jednym z nich jest stopień odporności w populacji. Zakładamy, że część osób już przechorowało Covid-19 wcześniej, mamy też grupę osób zaszczepionych i one tworzą kategorię osób, które są już odporne. Prognozy w dużym stopniu zależą właśnie od tego jak duża jest szacowana grupa uodpornionych osób. W modelu MOCOS szacowaliśmy, że liczba osób z odpornością jest niższa niż założono w modelu ICM i wygląda na to, że nasze prognozy okazały się w tym zakresie trafniejsze” – powiedział naukowiec.

„W naszym modelu położyliśmy nacisk na odwzorowanie prawdziwego rozkładu w czasie, tego ile trwa inkubacja wirusa, okres w jakim osoba jest infekcyjna. Użyliśmy tutaj losowej wartości czasu inkubacji i okresu infekcyjności dla każdej osoby, niektórzy używają stałych liczb dla każdego agenta i stąd możliwe różnice w modelach” – dodał.

Źródło: ISBnews, PAP BIZNES
Udostępnij artykuł: