Mniej wymagający rynek pracy?

Blogi / Jan Cipiur

Jan Cipiur
Jan Cipiur Fot. Autor

Spadek bezrobocia do poziomu najniższego od początków jego pomiarów, czyli zaraz po upadku PRL, to niejedyna dobra wiadomość dla zatrudnionych i poszukujących pracy. Wysokie i coraz trudniejsze do zaspokojenia zapotrzebowanie na pracowników sprawia, że pracodawcy obniżają wymagania.

#JanCipiur: Najcenniejsza nie jest już wiedza (wykształcenie), a doświadczenie. Spadło też znaczenie znajomości języków #RynekPracy #Zatrudnienie #SpadekBezrobocia @GrantThorntonPL

Firma doradcza Grant Thornton, jedyna z krajowego panteonu z centralą w Poznaniu, a nie w Warszawie, podzieliła się ustaleniami potwierdzającymi, że poprzeczka oczekiwań wobec nowo zatrudnianych opadła.

I zawieszona jest teraz zauważalnie niżej kilka lat temu.

Przeciętny pracodawca oczekuje od kandydata spełnienia pięciu wymogów, a w 2015 r. było ich siedem.

Najcenniejsza nie jest już wiedza (wykształcenie), a doświadczenie.

Spadło znaczenie znajomości języków, także dlatego, że dziś większość młodych przynajmniej duka, najczęściej po angielsku, i to na co dzień starcza.

Na pierwszym miejscu eksponowanych walorów ofert jest „wysokie” lub co najmniej „atrakcyjne” wynagrodzenie, cokolwiek miałyby znaczyć te oklepane formuły.

Coraz częściej pojawiają się zachęty w postaci pakietów, medycznych lub sportowych.

Rzadziej w anonsach potencjalnych pracodawców znaleźć można bodźce w postaci samochodu służbowego bądź udziału w szkoleniach. Wiąże się to zapewne z relatywnym zmniejszeniem popytu na „świeże szare komórki” − w porównaniu z zapotrzebowaniem na sprawne i silne ręce na stanowiskach dla tzw. pracowników fizycznych, czyli kiedyś – robotniczych.

Rzadziej w anonsach potencjalnych pracodawców znaleźć można bodźce w postaci samochodu służbowego bądź udziału w szkoleniach. Wiąże się to zapewne z relatywnym zmniejszeniem popytu na „świeże szare komórki” − w porównaniu z zapotrzebowaniem na sprawne i silne ręce na stanowiskach dla tzw. pracowników fizycznych, czyli kiedyś – robotniczych.

Na tle krajowych realiów kilka spostrzeżeń akademików z Wharton School of University of Pennsylvania. Ivan Barankay podkreśla, że statystycznie rzecz ujmując, aż 15 − 20 proc. wartości dodanej tworzonej w spółce powstaje dzięki wkładowi 1 proc. najlepszych ludzi w firmie, a więc bardzo warto przykładać się do solidnej rekrutacji.

Wszelkie badania potwierdzają, że pomijając wysokość wynagrodzeń, młodzi Amerykanie najbardziej cenią dziś sobie nielimitowaną długość płatnego urlopu. Brzmi dziwnie, ale jakoś się sprawdza, ponieważ te firmy, które oferują coś tak niesłychanego − wiążą to z restrykcyjnym podejściem do realizacji stawianych zadań.

Z ankiety Ipsos wynika równolegle, że ponad połowa przepytanych Amerykanów nie wykorzystała w 2018 r. wszystkich należnych im dni wolnych. Amerykanie są zatem realistami, ale lubią też sobie pomarzyć.

Jak działa zapowiedź urlopów bez ograniczeń postanowiła sprawdzić na sobie samej Jiayi Bao z Wharton.

Zatrudniła setki osób na miesiąc i oceniła, że nielimitowane wakacje to skuteczny wabik i narzędzie. Działa zwłaszcza na osoby z najwyższymi umiejętnościami w grupie i sprawia, że bardzo wyraźnie maleje (o 45 proc.) odsetek niewykonania zadań postawionych w umowie o zatrudnieniu.

Nancy Rothbart zauważa natomiast przytomnie, że mnóstwo szefów i kierowników zdaje się przeoczać małe rzeczy sprawiające, że pracownicy czują się doceniani.

Mogą to być wymierne benefity i dodatki, ale także (a może przede wszystkim) szacunek, dobre słowo i zwykłe pytanie: jak idzie?

Źródło: aleBank.pl
Udostępnij artykuł: