Myślenie reglamentowane

Andrzej Lazarowicz

Myślę więc jestem - stwierdził onegdaj Kartezjusz. Niestety nie oznacza to jeszcze, że jeśli nie myślę, to mnie nie ma. A życie aż nadto przykładów na to dostarcza. Na dodatek ci niemyślący wcale nie mają się gorzej niż ci myślący. Wręcz przeciwnie - wielokrotnie o niebo lepiej. Może i dlatego, że gdyby pomyśleli z kim trzymają, to przestaliby z nim trzymać. I zaraz z generałów, no - pułkowników może - staliby się szeregowcami albo co najwyżej starszymi szeregowymi.

Pewnie to i swoista mądrość, no bo po co mieliby za świętej pamięci księdzem Janem Twardowskim powtarzać: Kiedy myślę i nic nie wymyślę, to sobie myślę, po co ja tyle myślałem, żeby nic nie wymyślić. Przecież mogłem nic nie myśleć i tyle samo bym wymyślił.

Niestety, to że niektórzy jednak myślą, choć rzeczywiście może istnieć im pozwala, wcale jednak nie musi pozwalać zaistnieć. To bowiem uzyskuje się dzięki gadaniu i przytakiwaniu. No i nadskakiwaniu rzecz jasna.

Jak się już tak człek ponadskakuje co niemiara, to i zmęczy się i usiadłby raczej niż pomyślał. Skąd zatem ci niektórzy jeszcze chęć na myślenie mają. Czyżby z obawy, którą znakomicie ujął w słowa Anthony de Mello (hinduski jezuita, psychoterapeuta, mistyk, kierownik duchowy): Ktoś powiedział kiedyś: „Nie śmiem przestać myśleć, bo gdybym to zrobił, nie wiedziałbym później, jak znowu zacząć”.

Może dlatego, że jak – wbrew temu, co stwierdziłem na początku – uważa Władysław Grzeszczyk (polski satyryk i aforysta): Nawet ten, kto jedynie myśli, że myśli – ma prawo uważać, że jest.

Udostępnij artykuł: