Na błędnym kursie? Prof. Dariusz Filar o polityce i gospodarce

Bez krawata

Dariusz Filar Na błędnym kursie okładka
Źródło: Arche

Profesor Dariusz Filar, to nazwisko nie wymagające rekomendacji. W każdym razie nie w gronie naszych Czytelników. Nakładem sopockiej oficyny wydawniczej Arche ukaże się na dniach nowa pozycja wydawnicza tego Autora.

#DariuszFilar: Gdyby władza wyłoniona w wyborach 2015 roku skoncentrowała swoje wysiłki na kontynuacji, w roku 2020 pod względem gospodarczym, społecznym i politycznym moglibyśmy znajdować się w miejscu znacząco korzystniejszym od tego, które faktycznie przypadło nam w udziale #Gospodarka #Rząd #Sejm #KoalicjaRządząca

Diagnozę i generalne przesłanie zawiera już tytuł książki, a mianowicie „Na błędnym kursie. Polityka i gospodarka Polski w latach 2015 ‒ 2020”.

We wstępie Autor czyni liczne odwołania do poprzedniej, wydanej przed pięcioma laty „Zielonej wyspy, czy dryfującej kry”.

A to dlatego, że stanowczo sprzeciwia się narracji, jaką obecnie sprawujący ster nawy państwowej narzucili podczas parlamentarnej kampanii wyborczej 2015 roku, a sprowadzającej się do tezy o Polsce w ruinie.

Jak pisze Dariusz Filar we wstępie do nowej książki: „W roku 2015 gospodarka Polski ani nie funkcjonowała w sposób doskonały, ani nie znajdowała się w ruinie. Była pod wieloma względami podobna do innych gospodarek postkomunistycznych, na tle całej Europy cechowała się średnią wielkością i średnim poziomem rozwoju oraz zamożności, ale jednocześnie konsekwentnie podążała jasno wytyczonym kursem ku ograniczeniu dystansu dzielącego ją od europejskich liderów.”

Radykalna zmiana zamiast kontynuacji

Zdaniem Autora, jedyną racjonalną drogą była kontynuacja tych wszystkich rozwiązań, które okazały się trafne i równocześnie cierpliwe poprawianie wszelkich mankamentów, niedoróbek i zaniedbań, które pozostawiły ośmioletnie rządy PO-PSL. Należało to robić z rozwagą, ostrożnością i powściągliwością.

Gdyby władza wyłoniona w wyborach 2015 roku skoncentrowała swoje wysiłki na takim działaniu, w roku 2020 pod względem gospodarczym, społecznym i politycznym moglibyśmy znajdować się w miejscu znacząco korzystniejszym od tego, które faktycznie przypadło nam w udziale.

Niestety, obejmująca władzę prawica (PiS Jarosława Kaczyńskiego, Polska Razem Jarosława Gowina i Solidarna Polska Zbigniewa Ziobry) podjęła próbę dokonania radykalnej zmiany kursu. Doszło do tego w sytuacji, gdy system przeliczania głosów na mandaty poselskie zagwarantował zwycięzcom bezwzględną większość w Sejmie.

Osiągnięta przez prawicę arytmetyczna przewaga polityczna – chociaż najwyraźniejsza w historii III Rzeczypospolitej – w najmniejszym stopniu nie uzasadnia tezy, którą zwycięzcy z niezwykłą mocą zaczęli nagłaśniać natychmiast po objęciu władzy, a która głosiła, że ich zapatrywania, koncepcje i zamierzenia odzwierciedlają pragnienia i wolę  całego narodu.

Uporczywe wmawianie Polakom, że prawica (a przede wszystkim PiS i jego ścisłe kierownictwo) to emanacja całego suwerena, w tych warunkach wydaje się być nie tylko uzurpacją, ale daleko idącą przesadą.

Problem w tym, że rządzący po dziś dzień działają w taki sposób, jakby uwierzyli własnej propagandzie. Zdaniem Profesora ‒ patriotyczne wzmożenie w połączeniu z mocarstwową retoryką i rojeniami o mocarstwowości rozumianej wedle anachronicznych dzisiaj XIX-wiecznych wzorców, nie tylko stawia nas na marginesie europejskich procesów, ale niweczy poprzednie dokonania trzydziestolecia polskiej transformacji.

Demontaż liberalnej demokracji

Polemizując z tezą o restytucji PRL, dostrzega Dariusz Filar postępującą erozję instytucji państwa, które w warunkach liberalnej demokracji podlegają szeregu ograniczeniom gwarantującym tolerancję dla praw mniejszości. Sprowadza się ona do zasady Checks and balances, oznaczającej wzajemną kontrolę.

Istotę sprawy oddaje przywołana przez profesora wypowiedź Madeleine Albright: „W systemach prawdziwie demokratycznych przywódcy szanują nie tylko wolę większości, lecz także prawa mniejszości. W przeciwnym wypadku nie można mówić o demokracji. Oznacza to konstytucyjny imperatyw ochrony praw jednostki, nawet gdy kłóci się on z interesem partii rządzącej.”

W Polsce mamy do czynienia z fenomenem polegającym na zmianie ustroju państwa bez zmiany Konstytucji RP, i to w warunkach, gdy łamiący ową Konstytucję chętnie powołują się na jej zapisy wszędzie tam, gdzie służy to w ich mniemaniu wykładni przepisów prawa zgodnej z ich postrzeganiem rzeczywistości.

Paradoksalnie, za sprawą przekonania, że arytmetyczna większość daje władzę absolutną ‒ Jarosław Kaczyński walkę z partyjniactwem doprowadził do doskonałości tworząc swoisty partyjno-państwowy amalgamat.

Z profesorską pieczołowitością prowadzi Autor czytelnika przez meandry kolejnych posunięć paraliżujących sądownictwo, czy szerzej rzecz biorąc judykaturę, stopniowe marginalizowanie samorządów, również w drodze ekonomicznych restrykcji, by wreszcie dotrzeć do tego, co przez lata stanowiło domenę Jego dociekań badawczych, a mianowicie przedsiębiorczości.

Rozpoczyna od następującej konstatacji: „Nomenklaturowi nominaci PiS na stanowiskach w spółkach kontrolowanych przez Skarb Państwa mogą przynieść wiele szkód gospodarce, ale trzy czwarte jej potencjału jest już poza ich zasięgiem. Małe i średnie przedsiębiorstwa, które tworzą najwięcej miejsc pracy i wytwarzają największą część produkcji, pozostają w rękach krajowych właścicieli prywatnych.” 

Polecam tę lekturę wszystkim tym, którym nieobca jest troska o podstawy naszego pomyślnego rozwoju, wiara w demokratyczne instytucje i kreatywność Rodaków, wreszcie tym, dla których słowa wolność, solidarność i demokracja nie są pustymi frazesami.

Źródło: aleBank.pl
Udostępnij artykuł: