Na GPW chwilowy lęk wysokości

Tylko u nas

Mocny ruch w górę WIG20 w pierwszej części wtorkowego handlu oraz ustanowienie poziomów najwyższych od początku 2008 r. przez wskaźnik szerokiego rynku i indeks średnich firm dobitnie pokazały, że warszawskie byki mają spore ambicje. Końcówka sesji ich zapał trochę ostudziła, ale definitywnego zwrotu raczej nie zapowiada.

W przypadku większości głównych indeksów, z WIG20 na czele, kontra podaży nie była na tyle silna, by sprowadzić je pod kreskę. Co prawda wskaźnik największych spółek zdołał się przed tym obronić w ostatniej chwili, ale utrzymanie go przez byki powyżej 2500 punktów może mieć znaczenie nie tylko symboliczne. W każdym razie zatarło nieco złe wrażenie, powstałe po cofnięciu się wskaźnika z okolic 2530 punktów, czyli poziomu najwyższego od 19 września ubiegłego roku. Biorąc pod uwagę fakt, że WIG20 od 19 stycznia zyskał ponad 11 proc., poddając się w tym czasie tylko jednej poważniejszej korekcie, schłodzenie nastrojów nie tylko nie byłoby niczym dziwnym, ale wręcz pożądanym. Oczywiście byki czułyby się bardziej komfortowo, gdyby zaczęło się ono z nieco wyższego poziomu, bliższego 2550 punktów, ale nie można wykluczyć, że właśnie teraz jest odpowiedni moment na odpoczynek i nabranie sił przed dalszą zwyżką. Warto bowiem zauważyć, że 2550 punktów to poziom jednego z bardziej istotnych lokalnych szczytów, po przełamaniu którego można byłoby mówić o wyrwaniu się WIG20 z trwającego ponad dwa lata trendu bocznego.

W znacznie lepszej sytuacji znajdują się WIG i mWIG40, które zdołały dotrzeć do poziomów najwyższych od ponad siedmiu lat, ale i im krótka przerwa w tym marszu w górę, także by nie zaszkodziła. Indeks średnich firm zbliża się do 4000 punktów, czyli poziomu, którego przebicie zapoczątkowało w styczniu 2008 r. kolejną, najbardziej dynamiczną falę spadkową, prowadzącą do dna pokryzysowej bessy, osiągniętego w lutym 2009 r. Wskaźnikowi szerokiego rynku udało się analogiczny poziom lekko przekroczyć, co nie oznacza jednak jeszcze pewności jego trwałego pokonania.

Nietrudno zauważyć, że ostatnie trzy sesje przebiegają pod znakiem powrotu korelacji naszego rynku z zachowaniem indeksu we Frankfurcie, można się więc spodziewać, że WIG20 w najbliższych dniach będzie podążać śladem DAX-a, który próbuje zakończyć spadkową korektę. Dziś będzie walczył o utrzymanie poziomu 12 tys. punktów, z którym pożegnał się we wtorek. Dane makroekonomiczne nie będą mu w tych zmaganiach przeszkadzać. Informacja o 14,5 proc. spadku japońskiego importu nie zmartwiła tokijskiej giełdy, gdzie Nikkei zwyżkował o 1 proc., nie powinna też wpłynąć negatywnie na europejskie parkiety.

Można więc obawiać się jedynie niepokojów związanych z Grecją, ale skoro obie strony negocjacji zachowują w miarę zimną krew, to nie można wykluczyć, że inwestorzy wezmą z nich przykład. Tym bardziej, że dominuje przekonanie, iż do końca kwietnia i tak do przełomu nie dojdzie, a na rozstrzygnięcia przyjdzie poczekać prawdopodobnie jeszcze kilka tygodni. Ostatnie komentarze mówią, że negocjacje idą w dobrym kierunku, ale do finału jeszcze daleko. Z formalnego punktu widzenia program pomocy dla Grecji kończy się 30 czerwca, choć nie jest pewne, czy Atenom starczy pieniędzy na tak długo.

Ranek przynosi niezbyt wielkie, ale niemal powszechne spadki na rynkach surowcowych. Jedynym wyjątkiem są lekko zwyżkujące kontakty na miedź. Na giełdach azjatyckich, poza wspomnianym Nikkei, o 2 proc. w górę idzie wskaźnik w Szanghaju. Pochodne na główne indeksy amerykańskie i europejskie nie wykazują chęci do zmiany wartości, co sugeruje, że należy się spodziewać niezbyt pomyślnego dla byków rozpoczęcia handlu. Nie przekreśla to jednak ich szans w dalszej części dnia. Wall Street będzie żyć wynikami spółek. Dziś opublikują je między innymi Facebook, McDonald’s, Coca-Cola, Boeing i AT&T.

Roman Przasnyski
analityk niezależny

Udostępnij artykuł: