Na świecie dzielą wielkie firmy na mniejsze, ale Orlen wie lepiej

Blogi / Jan Cipiur

Jeden z amerykańskich „generałów” zapraszanych 30 lat temu przez Lecha Wałęsę do Polski chciał był marszałkiem, ale nim nie został. Co więcej, wziął właśnie i ogłosił, że zdejmuje generalską czapkę i „idzie pod kapelusz”, pisze Jan Cipiur.

Jan Cipiur
Jan Cipiur Fot. Autor

Jeden z amerykańskich „generałów” zapraszanych 30 lat temu przez Lecha Wałęsę do Polski chciał był marszałkiem, ale nim nie został. Co więcej, wziął właśnie i ogłosił, że zdejmuje generalską czapkę i „idzie pod kapelusz”, pisze Jan Cipiur.

General Electric (GE), swego czasu największa korporacja w USA założona przez słynnego Thomasa Edisona, rozdzielić ma się niebawem na trzy rozdzielne biznesy. News jak news – nie ziębi, ale też nie grzeje. Jednak poza „wałęsowską” anegdotą jest w nim coś istotnego także dla nas.

Trzy spółki z General Electric

Celem właścicieli i menedżerów General Electric jest zdyscyplinowanie wielogłowego mastodonta, bo jak wiadomo, gdy głów wiele, każda ciągnie cielsko w inną stronę i nic dobrego z tego nie ma.

Z GE wydzielone mają zostać trzy samodzielne spółki giełdowe: energetyczna od której wszystko zaczęło się 129 lat temu, działająca w sektorze ochrony zdrowia i trzecia ‒  lotnicza (głównie silniki dla boeingów i airbusów).

General Electric był pierwszym amerykańskim producentem kuchenek elektrycznych i pralek domowych, ale zbudował też pierwszą elektrownię jądrową, produkował rakiety kosmiczne, aby zwrócić się następnie także w stronę telewizji, filmu, lecz przede wszystkim w kierunku usług finansowych świadczonych przez GE Capital.

Strategia „mydło i powidło” nie zdała jednak egzaminu – mistrz tortów nie przyrządzi najlepszego steka. Początkiem końca koncernu w jego dotychczasowej postaci okazał się kryzys finansowy 2008 roku i zobowiązania GE Capital narastające lawinowo wskutek błędnych i ryzykownych transakcji finansowego ramienia korporacji. Sprawy pogorszyła pandemia.

Jeszcze w 2008 roku przychody GE sięgały 180 mld dolarów, by w 2020 roku zmaleć ponad dwukrotnie, tj. do 80 miliardów.

Strategia „mydło i powidło” nie zdała jednak egzaminu – mistrz tortów nie przyrządzi najlepszego steka

Dwie dekady temu General Electric był najdroższą amerykańską spółką giełdową wartą wtedy 600 mld dolarów. Dziś jego wycena to 122 miliardy wobec 2 530 mld dolarów kapitalizacji Microsoftu. O zszarganej reputacji GE świadczy, że przychody Microsoftu nie są przesadnie wyższe, w roku finansowym 2021wyniosły 168 mld dolarów.

Pewności oczywiście nie ma, ale wydaje się, że zważywszy na dorobek, pozycję rynkową, doświadczenie inżynierów i kierowników, split wyjdzie korporacji na dobre.

Czytaj także: Daniel Obajtek: PKN Orlen chce zakończyć proces połączenia z Lotosem i PGNiG w tym roku; wrośnie udział Skarbu Państwa

Toshiba zostawia tylko półprzewodniki

Na podział zdecydowali się także w innej wielkiej firmie, ale z siedzibą po drugiej stronie Pacyfiku. Toshiba ma półtora wieku historii, której najświetniejsze lata przypadły na kilka dekad po II wojnie.

Podobnie jak GE jest wszechstronnym konglomeratem przemysłowym wytwarzającym chipy i elektronikę użytkową, a na drugim biegunie elektrownie jądrowe i ciężką maszynerię.

Podobnie jak Amerykanie z GE, Japończycy uwierzyli, że mają świetną rękę do wszystkiego

Również Toshiba podzielona zostać ma na trzy. Pozbędzie się dwóch działów: energii i przemysłu ciężkiego oraz oprzyrządowania i skupi się pod dotychczasową nazwą na półprzewodnikach.

Podobnie jak Amerykanie z GE, Japończycy uwierzyli, że mają świetną rękę do wszystkiego. Wielką wyrwę w reputacji Toshiby uczynił skandal księgowy w 2015 roku, po którego ujawnieniu okazało się, że zyski koncernu zostały zawyżone o ponad 1 mld dolarów. Koncern ponosił też wielki straty na biznesie nuklearnym w USA.

Johnson & Johnson: oddzielnie kosmetyki i farmaceutyki

Na tym nie koniec świeżych informacji z działu wielkie splity. 12 listopada 2021 roku plan podziału na dwa ogłosił też założony bardzo dawno, bo 135 lat temu, koncern Johnson & Johnson, znany ostatnio ze swej jednodawkowej szczepionki przeciw SARS-Cov-2, a  u nas dzięki Barbrze Piaseckiej-Johnson, trzeciej żonie głównego akcjonariusza koncernu J. Sewarda Johnsona, po którym odziedziczyła 350 milionów dolarów, których nie roztrwoniła, a co więcej – do których zdołała dołożyć.

Johnson & Johnson ma oddzielić biznes produktów konsumpcyjnych, głównie kosmetycznych (marki Tylenol, Band-Aid, Neutrogena), od części farmaceutycznej i urządzeń medycznych. Brzmi to nad wyraz rozsądnie, wcześniej produkcji kosmetyków pozbył się Merck, Pfizer i GlaxoSmithkline.

Podobnie jak w przypadku dwóch pozostałych ikon J & J boryka się z kłopotami. Jego mają charakter prawno-finansowy. Jedno ich źródło to oskarżenia o rzekomo rakotwórcze oddziaływanie jego talku do niemowląt, a drugie to udział koncernu w wielkim amerykańskim rynku leków przeciwbólowych na bazie opioidów, których zażywanie stało się w Ameryce społeczną klęską.

Czytaj także: Wicepremier Jacek Sasin: przejęcie PGNiG przez Orlen prawdopodobnie nie w tym roku

Orlen wybrał inną drogę

Tymczasem największa polska firma zdaje się podtrzymywać zgubny dla obu plan fuzji z nadmorskim Lotosem. Byli szefowie wspomnianych amerykańskich gigantów popełnili wielkie błędy, ale ich wielkość nie była skutkiem ich nadzwyczajnej niekompetencji, lecz głównie olbrzymiego pokroju wyzwań przed którymi stawali. Orlen byłby dla nich jak „pikuś”, dla naszych jest jak góra, po której piął się Syzyf.

Świat zbudowany na ropie jeszcze się nie wali, ale już zaczyna kruszeć, a Orlen co czyni? Najpierw kupuje bankruta pn. Ruch, potem wydaje miliony na kiepskie media. Jednocześnie, bez przygotowania i ani krzty doświadczenia wystawia na szwank losy swoje i swego jedynego rodzimego konkurenta w sektorze ropy. Nie dość tego, sięga po PGNiG, czyli gaz.

Ponadnarodowe giganty naftowe już odczuwają olbrzymi napór pod hasłami ESG (środowisko, społeczna odpowiedzialność i ład korporacyjny). Będą się przed nim uginać, a Orlen pcha się właśnie pod lufy.

Czytaj także: Bank Pekao zorganizował wartą 1 mld zł emisję 10-letnich obligacji ESG dla PKN ORLEN

Strategia PKN Orlen do roku 2030 nadaje się do streszczenia sposobem Grety Thunberg znanym jako „How dare you”, która ma na takie teksty swoje: blah, blah, blah.

Tymczasem największa polska firma zdaje się podtrzymywać zgubny dla obu plan fuzji z nadmorskim Lotosem

Teza główna w sprawie molochów przedstawiona została w poprzednich akapitach. Szkoda słów, więc ujmę to jak tylko obrazowo potrafię. Orlen jest dziś jak armijny korpus partyzancki z Lasku Bielańskiego, z własną dywizją ciężkich czołgów z dykty, skrzydłem lotniczym wyposażonym w najlepsze latawce i brygadą żandarmerii. Ta ostatnia, żeby aby kto nie pisnął.

Jan Cipiur

Źródło: aleBank.pl
Udostępnij artykuł: