Na Wall Street poprzeczka coraz wyżej, w Warszawie bez zmian

Komentarze ekspertów

Warszawskie byki mogą jedynie zazdrościć swoim amerykańskim kolegom, którym udało się doprowadzić S&P500 do poziomu 2100 punktów. WIG20 z trudem zdołał wznieść się nieco ponad 2350 punktów, nie ma więc czym się chwalić. Na naszym rynku nie widać ani chęci, do wzrostu, ani lokomotyw, mogących do niego pobudzić, ani kapitału.

Warszawskie byki mogą jedynie zazdrościć swoim amerykańskim kolegom, którym udało się doprowadzić S&P500 do poziomu 2100 punktów. WIG20 z trudem zdołał wznieść się nieco ponad 2350 punktów, nie ma więc czym się chwalić. Na naszym rynku nie widać ani chęci, do wzrostu, ani lokomotyw, mogących do niego pobudzić, ani kapitału.

Amerykańscy inwestorzy niezbyt długo ociągali się wczoraj z kupowaniem akcji. Ich zapał nie był zbyt wielki, ale wystarczył do ustanowienia przez S&P500 kolejnego rekordu i pokonania poziomu 2100 punktów, po zwyżce o 0,16 proc. Wciąż istnieje niebezpieczeństwo wejścia w kolejną korektę, ale zagrożenia dla hossy raczej nie widać. Powodem do niej może stać się publikacja protokołu z poprzedniego posiedzenia Fed, o ile uprawdopodobniłby on, że nadal obowiązuje domyślny czerwcowy termin podwyżki stóp procentowych. Na razie gracze z Wall Street przyjmują postawę niewiernego Tomasza, albo zakładają, że jest jeszcze czas, by odpowiednio zareagować, gdy zagrożenie będzie wyraźniej widoczne.

Wielkiej nerwowości nie widać też na głównych giełdach europejskich, choć przeciąganie liny między Grecją a jej wierzycielami staje się trochę denerwujące. Dominuje raczej wiara w to, że wszystko skończy się jakimś kompromisem. Wbrew pozorom, postawy obu stron negocjacji nie są wcale tak wyraziste, jak mogłoby się wydawać, a sygnały i opinie na dotyczące rozwoju sytuacji niejednoznaczne. W każdym razie jest jasne, że Grecy mają o wiele więcej do stracenia i są w znacznie gorszej pozycji. Prawdopodobnie ta świadomość powoduje, że na rynkach jest dość spokojnie. Wieczorem pojawiła się informacja o możliwym kompromisie i ten czynnik, w przypadku potwierdzenia, może dziś pomagać bykom.

Spokój panuje także na naszym parkiecie, choć stan ten wielu inwestorów mogłoby określić bardziej dosadnym sformułowaniem. Dotyczy to szczególnie segmentu największych spółek, bo w przypadku wskaźnika szerokiego rynku można dostrzec trochę więcej życia i ciekawsze sygnały, jak choćby osiągnięcie tegorocznego maksimum. Znacznie bardziej ciekawie wygląda sytuacja w zapomnianym trochę segmencie małych firm. sWIG80, który zyskał 0,3 proc., znalazł się zdecydowanie powyżej poprzedniego szczytu z września ubiegłego roku. Przekraczająca 6 proc. zwyżka, trwająca od ponad czterech tygodni może nie jest imponująca, ale trend jest wyraźny. Jedyny mankament to słabnąca aktywność handlu, zjawisko typowe dla całego naszego rynku. Wczoraj w przypadku prawie 200 spółek, czyli około 40 proc. ogółu notowanych, wolumen nie przekraczał tysiąca akcji, co w większości przypadków oznacza obroty rzędu kilku-kilkunastu tysięcy złotych. Na walorach ponad spółek 60 inwestorzy nie zawarli żadnej transakcji.

Dziś handlu z pewnością nie rozruszają dane o naszej sprzedaży detalicznej i produkcji przemysłowej w styczniu, tym bardziej, że w obu przypadkach oczekuje się danych znacznie gorszych niż miesiąc wcześniej. Na impulsy trzeba będzie poczekać do popołudnia, gdy zaczną napływać dane ze Stanów Zjednoczonych. Najważniejsze z nich, poza wieczornym protokołem z posiedzenia Fed, będą informacje o dynamice produkcji przemysłowej.

Posiedzenie Banku Japonii nie przyniosło nowych informacji, ale to wystarczyło, by Nikkei wzrósł o 1,2 proc. Słabo prezentuje się rynek surowcowy, gdzie ranek przynosi kontynuację spadków notowań ropy i kontraktów na miedź. Te ostatnie, mocno taniejące dzień wcześniej, psuły humory posiadaczom akcji KGHM, więc i dziś trudno się spodziewać poprawy, jeśli sytuacja się nie zmieni. Dobre nastroje powinien podtrzymać raport finansowy PGE. Zysk netto spółki w 2014 r. obniżył się jedynie o nieco ponad 7 proc., a w samym czwartym kwartale o 32 proc., a więc dużo mniej, niż 80 proc., których spodziewali się analitycy.

Roman Przasnyski
analityk niezależny

Udostępnij artykuł: