Napływ krótkoterminowego kapitału umocnił dług i złotego

Finanse i gospodarka

Odwrót od euro wobec uzasadnionych obaw o wprowadzenie ujemnej stopy depozytowej oraz oczekiwanie na obniżkę stóp procentowych wobec zmiany krótkoterminowych perspektyw inflacji w Polsce, skutkująca wzrostem atrakcyjności obligacji, to główne przyczyny umocnienia złotego. Kapitał, który napłyną na polski rynek długu ma czysto spekulacyjny charakter i odpłynie równie szybko, jak się pojawił. Polska waluta wciąż narażona na głębszą przeceną.

Wczorajsza sesja nie przyniosła żadnych istotnych, nowych informacji. Złoty pozostaje mocny. Kurs USD/PLN przetestował psychologiczną barierę 3,00, EUR/PLN zakotwiczył się w rejonie 4,10. Zaczyna lekko zwyżkować. Ostatnie wzmocnienie złotego to efekt dwóch, do pewnego stopnia połączonych ze sobą, czynników. Pierwszy to odwrót od euro w reakcji na oczekiwania obniżek stóp procentowych, w szczególności wprowadzenia ujemnej stopy depozytowej. Część pieniędzy pozostających na rachunkach depozytowych w Europejskim Banku Centralnym (EBC) została przeniesiona do polskiego sytemu bankowego. Drugi, istotniejszy czynniki, to napływ kapitału na rynek długu. W tym przypadku, oprócz decyzji EBC, niebagatelne znaczenie miała zmiana krótkoterminowych perspektyw inflacji w Polsce. Odczyt wskaźnika CPI za kwiecień okazał się znacząco niższy od oczekiwań, a realizacja prognoz wyraźnego odbicia inflacji latem poważnie się oddaliła. Prezes M. Belka zasugerował wręcz, że latem indeks cen konsumpcyjnych może spaść poniżej 0 proc. r/r, co nie zdarzyło się wcześniej w żadnym z cykli słabnięcia inflacji w XXI w.

Z podobną sytuacją, jeśli chodzi o napływ pieniędzy na rynek długu, mieliśmy do czynienia wiosną ubiegłego roku. Wówczas w reakcji na decyzję Banku Japonii o podjęciu nadzwyczajnych środków walki z deflacją, część środków pochodzących od inwestorów z Dalekiego Wschodu została ulokowana w polskich obligacjach. W ubiegłym roku zwiększone zainteresowanie papierami rządu RP było szczytową fazą ich umocnienia trwającą od początku 2011 r. Uwaga inwestorów skoncentrowała się wówczas w większym stopniu na obligacjach z długiego końca krzywej rentowności (10-latki). Obecnie, znacząco bardziej zyskują papiery z krótkiego końca (1- 2-latki), których dochodowość spadła właśnie poniżej dołków z ub. r. W szczycie umocnienia w 2013 r. różnica rentowności (spread) między 2- a 10-latkami wynosiła zaledwie 0,5 pp. Obecnie jest to ponad 100 pp.

Zachowanie rynku sugeruje, z jednej strony, zwiększone oczekiwanie na obniżkę stóp procentowych w związku z wydłużeniem okresu dezinflacji w Polsce (rynek FRA w pełni wycenia obecnie obniżkę głównej stopy NBP o 25 pp. do września). Z drugiej, wskazuje na bardziej spekulacyjny, nastawiony na krótkoterminowy zwrot, charakter dzisiejszych ruchów cen. Kapitał, który pojawił się na rynku rok temu dokonał zakupów, co widać z perspektywy czasu, po mało atrakcyjnych cenach, niemal w szczycie cyklu umocnienia. Rentowność 10-latek spadła do poziomu 3,0 proc., a już 2 miesiące później była na 4,5 proc. Były to jednak stabilne, średnio- i długoterminowe inwestycje nastawione głównie na zyski odsetkowe, często z trzymaniem obligacji do daty ich zapadalności. Bieżąca cena papieru była kwestią drugorzędną.

Obecnie mamy do czynienia niejako z wtórna fazą umocnienia polskiego długu oraz znacznie „cieplejszym” kapitałem. Oznacza to, że może on odpłynąć równie szybko, jak napłynął. Takie ryzyko pojawi się w sytuacji niespodziewanego nasilenia procesów inflacyjnych w Polsce, bądź w związku ze wzrostem awersji do ryzyka skutkującym powrotem pieniędzy za ocean. Może to mieć miejsce, jeśli okaże się, że perspektywa zacieśnienia polityki pieniężnej w USA jest znacznie bliższa niż przypuszczano. Albo w każdej innej sytuacji wzrostu napięcia geopolitycznego, nawrotu kryzysowych tendencji w Europie lub innych, nieprzyjemnych niespodzianek. Dlatego wciąż widzimy zagrożenia dla złotego i spodziewamy się, że notowania powrócą na wyższe poziomy.

EURPLN: W sytuacjach, jakie miały miejsce w drugiej połowie ub. tyg. trudno precyzyjnie określić, gdzie nastąpi zakończenie ruchu. Spodziewaliśmy się, że będzie to miało miejsce przy 4,12, następnie 4,10. Wygląda na to, że dopiero rejon 4,09 na jakiś czas powstrzymał niedźwiedzie. Spodziewamy się kontynuacji odbicia kursu do poziomu 4,1350. Jest to cel dla kursu na najbliższe 2-4 sesje. Wraz ze zbliżaniem się do posiedzenia Fed – czynnika niepewności na rynku – realizacja zysków powinna przybierać na sile. W dalszym horyzoncie, nadal spodziewamy się powrotu rynku na znacznie wyższe poziomy. 

EURUSD: Kurs zawrócił wczoraj ze ścieżki wzrostów. Dotarł do 1,3670 po czym dynamicznym ruchem spadł blisko 100 pipsów niżej. Rynek utrzymuje się więc poniżej 200-sesyjnej średniej i nadal prezentuje się mocno pro-dolarowo. Okolice 1,3600 to cena zamknięć rynku z ostatnich kilku sesji. Jej trwałe przełamanie, rozumiane jako zakończenie dnia poniżej tej ceny, wygeneruje silny sygnał sprzedaży euro. Powrót kursu na 1,3500 to cel na najbliższe kilka sesji.

Damian Rosiński
Dom Maklerski AFS

Udostępnij artykuł: