Nasz Monciak

Blogi / Wojciech Fułek

Tym razem bohaterem mojego tekstu będzie najbardziej popularna i rozpoznawalna sopocka ulica, którą na pewno przemierzali wielokrotnie mieszkańcy kurortu i którą musi się przespacerować każdy turysta i gość. Bo też i sopocki Monciak to na pewno najsłynniejszy – obok zakopiańskich Krupówek - polski deptak. Ta ulica (jeszcze nie jako klasyczny deptak), była też jedną z najwcześniej wytyczonych w Sopocie, prowadząc od stacji kolejowej (utworzonej w roku 1870) do najważniejszych miejsc w kurorcie: Domu Zdrojowego, Zakładu Kąpielowego, mola, parków, plaży, licznych hoteli i pensjonatów.

Nosiła ona  w swojej historii następujące nazwy: Seestrasse (Morska) od lat 80-tych XIX wieku do roku 1945, Marszałka Konstantego Rokossowskiego (1945-1956) oraz do dziś obowiązującą nazwę  ulicy Bohaterów Monte Cassino, nazywanej skrótowo Monte Cassino, a najczęściej – Monciakiem. Z gruntowej drogi o charakterze wiejskim, Morska  zmieniła się pod koniec XIX wieku  w główną miejską arterię komunikacyjną  z brukiem i chodnikami, wokół której wyrastały kolejne kamienice, ekskluzywne sklepy, hotele, kawiarnie i  restauracje. Na szczęście nie ucierpiała ona zbyt mocno w marcu 1945 roku, podczas zajmowania miasta przez Armię Czerwoną, choć z ulicznego pejzażu zniknęło na zawsze kilka pięknych budynków (m.in. eleganckie hotele „Metropol” i „Werminghoff”). Popularnym deptakiem, zamkniętym dla ruchu samochodowego, Monciak stał się jednak dopiero w połowie lat lat 60-tych, kiedy przystąpiono do prac nad przebudową całej ulicy. W roku 1965 prace te rozpoczęto w jej dolnej części, a w maju 1966 roku w całości oddano do użytku nowy, wyłożony specjalnymi różnokolorowymi płytami deptak. To od czasów doktora Haffnera – ulubione miejsce spacerów  i spotkań mieszkańców, gości oraz kuracjuszy. Dziś rekomenduje  je naszym czytelnikom  sopocianin, podróżnik i polarnik, zdobywca biegunów,  Marek Kamiński:

„ polecam spacer brzegiem morza do klifu w Orłowie, ale także i Monciakiem. Ten deptak jest może i nieco oklepany, ale ma swoją klasę. Na świecie nie ma zbyt wielu takich miejsc. A inne deptaki w Polsce bije na głowę”.

Niewątpliwie sopocki deptak ma swoją klasę, choć zdania nawet wśród samych sopocian co do pewnych zmian w jego współczesnym wyglądzie są podzielone. Jedni uważają nowoczesne budynki przy jego głównej pierzei za pewien dysonans z dostojnymi kamienicami, innym tego nie zauważają. Jedni (zwłaszcza sopocianie, którzy tam mieszkają) na razie bez sukcesów walczą z nadmiernym hałasem i nocnymi klubami, innym zaś taki rozrywkowo-klubowy  charakter zupełnie nie przeszkadza.

A ja z niezmienną nostalgią wzdycham do Monciaka, jaki zapamiętałem z dzieciństwa – z wiszącymi wysoko sezonowymi, kolorowymi ozdobami; z nieistniejącymi już pawilonami handlowymi,  sklepem rybnym, ZURT-em, dwoma kinami i teatrem na piętrze. Z saturatorami, lodami od Włocha,  śniadaniowym jajkiem w szklance w „Żlotym Ulu” i cinkciarzami, uwiecznionymi w filmie „Sztos”, nakręconym  wg scenariusza sopockiego artysty.  Wspomnienia się nigdy nie starzeją, a kurortu w cieniu PRL-u nie da się jednak porównać z tym dzisiejszym, bo ta dwa zupełnie odrębne światy. Nie sądzę jednak, że te obrazki z przeszłości trzeba z tego powodu wymazywać z naszej zbiorowej  pamięci.  Ba, jestem przekonany, że warto je utrwalać i powielać. Dlatego też moje kolejne sopockie książki mają najczęściej tło utkane ze splątanych nitek sopockiego dziedzictwa. Także i tego PRL-owskiego, które nie ma przecież wyłącznie negatywnych konotacji.  Dlatego Mój Monciak to także tamte wspomnienia, które chciałbym ocalić nie tylko dla swoich dzieci i wnuków, ale i czytelników moich książek.

Wojciech Fułek