NATO: Niemcy zwiększą wydatki na obronę, ale nie do 2 procent PKB

Wydarzenia

Angela Merkel
By Sandro Halank, Wikimedia Commons, CC BY-SA 3.0, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=68320100

Przed szczytem NATO w Brukseli (11 i 12 lipca) kanclerz Niemiec Angela Merkel obiecała zwiększenie wydatków na obronę, czego – jak zwracają komentatorzy nad Renem – coraz natarczywiej domaga się od niej prezydent USA Donald Trump. Obecnie Berlin wydaje na ten cel 1,24 proc. PKB. Na przyszły rok przewidziano w budżecie 42,9 mld euro, czyli 1,31 proc. PKB.

#AngelaMerkel: Do roku 2024 budżet obronny Niemiec wzrośnie do 1,5 procent #NATO @MON_GOV_PL

Merkel oznajmiła w swym cotygodniowym wystąpieniu telewizyjnym, że do roku 2024 budżet obronny wzrośnie do 1,5 proc. To ciągle daleko do uzgodnionych przez NATO dwóch procent. Wskazała jednak na zaangażowanie swego kraju w misjach zagranicznych i na dużą pomoc rozwojową dla zagranicy, co też zwiększa bezpieczeństwo. Przypomniała, że w czasach zimnej wojny wydatki obronne przekraczały dwa procent. Ale potem nastąpiły oszczędności. Przyznała, że w obliczu aneksji Krymu przez Rosję konieczne jest podjęcie dodatkowych kroków obronnych.

Sama potęga gospodarcza nie wystarczy

Do zwiększenia budżetu wojskowego nawołuje własny rząd przewodniczący Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa Wolfgang Ischinger. W wywiadzie dla dziennika „Die Welt” uznał za „godne ubolewania”, że koalicja CDU/CSU-SPD nie zdołała uzgodnić jeszcze większego wzrostu budżetu obronnego. Bez militarnej siły uderzeniowej Europa mimo potęgi gospodarczej pozostaje na arenie światowej bez znaczenia – mówił Ischinger.

Komentatorzy zauważają, że aby budżet obronny wyniósł dwa procent PKB, musiałby w 2024 roku osiągnąć poziom 80 miliardów euro, zważywszy na postępujący wzrost PKB. To oczywiście wykluczone. Szybkiego wzrostu budżetu wojskowego nie chcą poza tym koalicyjni socjaldemokraci.

NATO zbyt drogie dla USA? Nie wszyscy tak myślą

Napięcia między Trumpem a Merkel utrzymają się więc. A prezydent USA dalej będzie atakował Sojusz Atlantycki jako dużo kosztujący Amerykę. Niemieccy eksperci uspokajają jednak, wskazując na pronatowskie nastawienie amerykańskich kręgów politycznych, które w tej kwestii nie popierają Trumpa.

Pisał o tym w tygodniku „Die Zeit” w przeddzień szczytu w Brukseli Marco Overhaus, politolog z renomowanej Fundacji Bezpieczeństwa i Obrony (SWP), która doradza i rządowi, i Bundestagowi we wszystkich kwestiach zagranicznych i obronnych. Overhaus wskazał, że niechęci Trumpa do NATO nie podzielają ani senatorowie, ani kongresmeni amerykańscy. I to zarówno republikanie jak i demokraci. A to właśnie Kongres włada pieniędzmi. W niektórych dziedzinach – odnotował politolog niemiecki – parlament USA przyznał nawet większe środki na obronę Europy niż wnioskował rząd w Waszyngtonie.

Overhaus wręcz doradza, by Europejczycy nie patrzyli tylko na Oval Office, ale zwrócili się ku rozmówcom w Kongresie i w administracji. I właśnie z nimi prowadzili „rzeczową debatę” o tym, jak w zmienionych warunkach ramowych NATO ma zapewnić bezpieczeństwo swoim członkom i jaki wkład mają wnosić Niemcy i inne europejskie państwa. Czyli – zdaje się przed szczytem uspokajać Angelę Merkel politolog z Berlina – Trump sam jeden Sojuszu nie rozbije.

Udostępnij artykuł: