Nauka: Edukacja i nowe technologie to naturalne obszary współpracy nauki i gospodarki

BANK 2018/12

O wpływie tzw. Konstytucji dla Nauki i zmian z niej wynikających na rozwój krajowej gospodarki, pozycji polskich uczelni na świecie, ale także innowacyjności, przedsiębiorczości oraz współpracy sektora bankowego i instytucji publicznych na rzecz edukacji ekonomicznej specjalnie dla czytelników „Miesięcznika Finansowego BANK” mówi wiceprezes Rady Ministrów oraz minister nauki i szkolnictwa wyższego – Jarosław Gowin. Z wicepremierem rozmawiał Michał Polak.

Panie ministrze, reforma szkolnictwa wyższego w ramach przygotowanej przez pana resort i uchwalonej przez Sejm tzw. Konstytucji dla Nauki, będzie stanowić stały fundament prawno-organizacyjny polskich szkół wyższych na kolejne lata. Jednym z jej aspektów, który mocno podkreślano już na etapie prac, jest m.in. lepsze sprofilowanie odpowiedzi świata akademickiego na potrzeby polskiej gospodarki. Jaki realny wpływ w tym kontekście, może wywrzeć nowa regulacja?

– Rzeczywiście zbudowanie pomostu między nauką a gospodarką było jednym z priorytetów, które określiliśmy sobie na samym początku prac nad ustawą. Jednak Konstytucja dla Nauki pod tym względem nie wnosi aż tak dużo, bo poszczególne przęsła tego pomostu zbudowaliśmy już sporo wcześniej. Mam na myśli przede wszystkim ustawy o innowacyjności i doktoratach wdrożeniowych czy przygotowywaną reformę instytutów badawczych. Konstytucja dla Nauki zawiera natomiast dodatkowe szczegółowe rozwiązania, które znacznie zwiększą efektywność współpracy między nauką a gospodarką. Chodzi przede wszystkim o nowe zasady ewaluacji szkół wyższych, które w przypadku nie tylko uczelni technicznych, ale wszystkich kierunków, w tym ekonomicznych, mogą przełożyć się na rozwój gospodarczy kraju. Położą one bowiem większy nacisk na sprawę komercjalizacji badań i bardziej praktycznego, ukierunkowanego na potrzeby rynku pracy profilu kształcenia.

Wspomniał pan o innowacyjności – zapewne już na etapie prac nad ustawą analizowano, jak dziś w Polsce wygląda ta kwestia różnych branżach. Które z nich wskazałby pan jako najbardziej wzorcowe?

– Te branże zostały już wskazane przez rząd w Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju opracowanej przez premiera Mateusza Morawieckiego. Przypomnę, że koncepcja ta powstała we współpracy zdecydowanej większości ministerstw, my jako resort nauki także dołożyliśmy do niej swój wkład. Jeśli chodzi o te najbardziej innowacyjne obszary gospodarki, to myślę, że należałoby tu wskazać to wszystko, co wiąże się z tzw. przemysłem 4.0, a więc informatyka, robotyka, ale także branża telekomunikacji i wszystkie dziedziny, które w dłuższej perspektywie mają umożliwić masową produkcję w Polsce pojazdów tzw. nisko lub wręcz bezemisyjnych.

A co z branżami, które wspierają rozwój działań na rzecz cyfryzacji państwa? Czy można je wskazywać jako te wyznaczające pewnego rodzaju standardy?

– Kiedy mówiłem o rozwoju informatyki czy telekomunikacji, to miałem na myśli m.in. to wielkie wyzwanie, jakim jest właśnie cyfryzacja usług państwowych. Niewątpliwie pod tym względem Polska ma dużo zaległości, szczególnie na tle najlepiej rozwiniętych krajów Unii Europejskiej, i nie ukrywam, że postęp w tej dziedzinie jest czasochłonny.

Wróćmy jeszcze na chwilę do tematu innowacji. Nie ulega wątpliwości, że jej pobudzanie wymaga nie tylko tworzenia odpowiednich mechanizmów prawnych, organizacyjnych czy wykorzystania istniejącej infrastruktury technologicznej, ale też zapewnienia finansowania rozwoju. Jaką rolę w tym procesie, czy patrząc szerzej, na rozwój całej nauki widzi pan dla instytucji finansowych?

– W krajach, które mają najbardziej nowoczesną gospodarkę i jednocześnie najlepiej rozwinięte instytucje naukowe zakres współpracy między instytucjami finansowymi a uczelniami czy instytutami naukowymi jest zdecydowanie większy niż w Polsce. Myślę, że sektor bankowy w naszym kraju przeszedł stosunkowo suchą stopą przez kryzys finansowy końca pierwszej dekady lat dwutysięcznych. Jest to system bardzo stabilny, ale sądzę, że po obu stronach – zarówno sektora finansowego, jak i uczelni – potrzebna jest jeszcze większa wola współpracy. Zresztą, patrząc na cały sektor finansowy, ta współpraca już dobrze układa nam się np. z Giełdą Papierów Wartościowych, z którą realizujemy pierwsze, wspólne, pilotażowe projekty.

Dziś sektor bankowy w Polsce realizuje wiele inicjatyw edukacyjnych ukierunkowanych na przekazywanie powszechnej wiedzy ekonomicznej i finansowej, zresztą – jak w przypadku Programu „Nowoczesne Zarządzanie Biznesem”, powołanego z inicjatywy Związku Banków Polskich – również pod oficjalnym patronatem MNiSW. Czy z pańskiego punktu widzenia zadanie w tym zakresie powinno spoczywać przede wszystkim na instytucjach finansowych, czy też powinny się w to włączać instytucje publiczne?

– Jestem gorącym zwolennikiem tego, co się nazywa partnerstwem publiczno-prywatnym. Przedsięwzięcia edukacyjne, o których pan mówi, to naturalna przestrzeń do współpracy instytucji prywatnych, w tym banków, i instytucji państwowych. Gdyby tego typu kształcenie spoczywało w całości na barkach państwa, to skutkowałoby to nadmierną etatyzacją sposobu myślenia absolwentów takich szkoleń. Uważam, że wszelkiego rodzaju edukacja ekonomiczna powinna być współprowadzona przez instytucje prywatne, dlatego że one reprezentują adekwatną do rynku wrażliwość ekonomiczną.

Za jeden z wyznaczników skuteczności systemu szkolnictwa wyższego może być uważana pozycja uczelni w najważniejszych rankingach światowych. Ostatnie zestawienia są dla naszych czołowych uniwersytetów nieco lepsze niż w ostatnich latach, ale wciąż na pewno jest jeszcze dużo pracy przed całym światem akademickim w Polsce. Co pana zdaniem nas obecnie najbardziej blokuje, jeśli chodzi o poprawę pozycji światowej, a czym możemy już dziś faktycznie zadziwić inne kraje?

– Przede wszystkim chciałbym podkreślić, że podniesienie pozycji polskich uczelni w rankingach nie jest celem reformy, tylko ma być jednym z jej efektów. Ważne jest, żeby polskie uczelnie kształciły i prowadziły badania na najwyższym światowym poziomie, a wtedy nastąpi poprawa pozycji w rankingach. Poziom umiędzynarodowienia, który decyduje, w głównej mierze, o pozycji w światowych zestawieniach, jest niestety piętą achillesową polskiej nauki. Słabym punktem jest również zbyt hierarchiczna ścieżka kariery akademickiej. Polscy naukowcy zbyt późno uzyskują samodzielność naukową, podczas gdy w krajach zachodnich uzyskuje się ją już w momencie zdobycia stopnia doktora. W Polsce do czasu wprowadzenia Konstytucji dla Nauki warunkiem samodzielności było dopiero zdobycie habilitacji. Stąd też polscy naukowcy tę samodzielność uzyskiwali średnio kilkanaście lat później niż ich nie bardziej przecież zdolni koledzy z Europy Zachodniej czy Stanów Zjednoczonych. Osobiście opowiadałem się za całkowitą likwidacją habilitacji. Ostatecznie, w ramach kompromisu i w dialogu ze środowiskiem akademickim, zdecydowaliśmy się na zniesienie obowiązku habilitacji przy równoczesnym przyznaniu doktorom pełnych praw przysługujących pracownikom naukowym. Trzecia dźwignia podniesienia poziomu polskich uczelni w rankingach to nowe zasady ewaluacji stawiające nie na liczbę publikacji, a na ich wysoką jakość. Natomiast czwartą dźwignią uruchomiającą ten mechanizm będzie rozpoczęcie procesu wyłaniania uczelni badawczych.

Najlepsze uczelnie na świecie mają szczególny charakter – kształcą zdecydowanie mniejszą liczbę studentów niż najlepsze polskie uniwersytety i czynią to też w inny sposób, stawiając przede wszystkim na badania naukowe. Mam nadzieję, że w ciągu najbliższych lat kilka wyłonionych w konkursie uczelni w Polsce również zyska taki status.

Wspomniał pan o tej ścieżce, na jakiej znajdują się pracownicy naukowi. Gdyby miał pan zdefiniować pojęcie tzw. studenta przyszłości, czyli takiego absolwenta, jakiego potrzebuje dziś polska gospodarka, to jaka to byłaby osoba i jakimi kompetencjami powinna się wyróżniać?

– Żyjemy w świecie cyfrowym, więc umiejętności z tego zakresu są dziś absolutnie niezbędne w praktycznie każdym zawodzie. Po drugie, żyjemy w warunkach globalizacji, potrzebne są zatem umiejętności pozwalające komunikować się ze światem, począwszy od znajomości języków obcych. Wreszcie, żyjemy w czasach niebywałego przyspieszenia, rozwoju i przemian technologicznych. Dlatego szczegółowa wiedza szybko się dezaktualizuje, stąd polskie uczelnie muszą w większym niż do tej pory stopniu uczyć twórczego myślenia czy umiejętności samokształcenia.

Punktem stycznym nauki i gospodarki jest również kwestia przedsiębiorczości. Jak pan ocenia aktywność polskich uczelni w tym zakresie – czy ich absolwenci mają szansę opuszczać mury swoich Alma Mater wyposażeni w podstawowe kompetencje z tego obszaru?

– Dostrzegam w tej kwestii sporo pozytywnych zmian. Szczególnie w funkcjonowaniu uczelni technicznych, jeśli chodzi o promowanie postaw przedsiębiorczych – mam tu na myśli przede wszystkim państwowe wyższe szkoły zawodowe. Zresztą chciałbym podkreślić, że PWSZ wykazują dużo większą otwartość na reformy niż klasyczne uczelnie akademickie. Wynika to zapewne z faktu, iż dobitniej zdały sobie sprawę, że muszą odnaleźć się w warunkach niżu demograficznego. A to wiąże się z koniecznością reform i modernizacji, które są z ich perspektywy jedyną drogą do dalszego funkcjonowania.

Mówiliśmy dużo o Konstytucji dla Nauki, a co jeszcze w najbliższych miesiącach z punktu widzenia działalności ministerstwa będzie warte uwagi?

– Liczę na to, że w najbliższych tygodniach parlament intensywnie zajmie się ustawą o Sieci Badawczej Łukasiewicz, czyli właśnie wspomnianą już przeze mnie reformą instytutów badawczych, ponieważ tutaj jest ukryty i w znacznej mierze niewykorzystany ogromny potencjał badawczy, który należy jak najszybciej uruchomić, również z korzyścią dla całej gospodarki. Przypomnę zresztą, że powołanie tej sieci badawczej i reforma instytutów badawczych było jednym z priorytetów w expose premiera Mateusza Morawieckiego. Kolejne ważne przedsięwzięcie, również z punktu widzenia gospodarki, to powołanie Funduszu Polskiej Nauki, w ramach którego finansować będziemy badania biotechnologiczne, a celem tego projektu będzie doprowadzenie do produkcji polskich leków i zdecydowane wzmocnienie sektora biomedycznego w Polsce. Mam na myśli zwłaszcza wspieranie polskich firm, dlatego że każde szanujące się państwo dba przede wszystkim o interes kapitału narodowego. Jestem przekonany, że parlament w ciągu najbliższych kilku miesięcy zajmie się tymi projektami.

Rozmowę przeprowadzono 8 listopada 2018 r.

Udostępnij artykuł: