NBP: kredyty mieszkaniowe coraz mniej dostępne

Finanse i gospodarka

Banki podkręcają kredytową śrubę i z optymizmem oczekują wzrostu popytu - wynika z raportu NBP "Sytuacja na rynku kredytowym w IV kw. 2012 roku". Tak się nie da - twierdzą klienci indywidualni i coraz mniej się zadłużają.

Banki podkręcają kredytową śrubę i z optymizmem oczekują wzrostu popytu - wynika z raportu NBP "Sytuacja na rynku kredytowym w IV kw. 2012 roku". Tak się nie da - twierdzą klienci indywidualni i coraz mniej się zadłużają.

W ogniu największych obostrzeń i podwyżek pozostają kredyty mieszkaniowe. Taka sytuacja utrzymuje się już od roku. Jak wynika z ankiety przeprowadzonej przez NBP wśród przewodniczących komitetów kredytowych, zaostrzenie warunków udzielania kredytów mieszkaniowych w III kwartale przeprowadziło więcej banków (ok. 38 proc.) niż wcześniej zapowiadało. Zasad nie zmieniła połowa instytucji. Na IV kwartał 29 proc. ankietowanych zapowiada podwyższanie rygorów na nieco mniejszą skalę, zaś pozostałe 71 proc. nie spodziewa się jakiejkolwiek zmiany.

Na pytanie "czy są argumenty za poluzowaniem polityki kredytowej?" bankowcy odpowiadają zgodnie, że nie. I jednocześnie sypią jak z rękawa powodami dla których musi być inaczej. Zwiększenia oczekiwań wobec klientów wymaga zdaniem bankowców: dostosowanie się do zaleceń rekomendacji T i S, zmiana strategii kredytowej, obawa o sytuację gospodarczą, spadek cen nieruchomości, pogorszenie się spłacalności kredytów mieszkaniowych oraz obecna i przyszła sytuacja kapitałowa.

Co to oznacza dla klientów? Przede wszystkim podwyżki marż (32 proc.), ale także wzrost minimalnych wymagań dochodowych oraz roli wkładu własnego. Ku zaskoczeniu ankietowanych popyt na kredyty mieszkaniowe w III kwartale spadł o 14 proc. Ale sytuacja w poszczególnych bankach była mocno zróżnicowana, gdy jedna piąta banków określiła spadek popytu jako znaczny, jedna czwarta poinformowała o wzroście popytu. Jako przyczynę takiego stanu rzeczy banki dopiero na czwartym miejscu podają podwyżki cen i wzrost barier dostępu do kredytów. W pierwszej kolejności wymieniają oczekiwany spadek cen nieruchomości oraz zmiany w wydatkach klientów, a także niekorzystne zmiany sytuacji ekonomicznej.

Banki skoncentrowane na przykręcaniu śruby w kredytach mieszkaniowych zdają się być łagodniejsze w podejściu do finansowania konsumpcji. O kredyty na konsumpcję nie będzie jednak łatwiej, choć w przeciwieństwie do kredytów mieszkaniowych banki nie zamierzają tu istotnie zaostrzać warunków. Nieliczne - 6 proc. - zrobiły to w III kwartale i skoncentrowały się na podwyżkach marż. Nie podwyższały natomiast innych kryteriów decydujących o dostępie. W IV kwartale restrykcje zapowiada 15 proc. banków. Powód to głównie pogorszenie się spłacalności kredytów konsumpcyjnych.

Podobnie jak w kredytach mieszkaniowych, w konsumpcyjnych banki doświadczyły spadku popytu. Na rynku kredytów konsumpcyjnych rozbieżności pomiędzy przewidywana sprzedażą, a realizacją okazały się wyjątkowo wysokie. Przy bardzo optymistycznych oczekiwaniach wzrostu sprzedaży (ok. 60 proc.) doszło do 16-proc. spadku. Przyczyną takiej sytuacji zdaniem przedstawicieli banków jest przede wszystkim pogorszenie się sytuacji ekonomicznej gospodarstw domowych. Mniej znaczącą przyczyną jest zbyt wysoka cena kredytów oraz fakt, że Polacy mniej kupują lub finansują się gdzie indziej: w innych bankach, u znajomych bądź w instytucjach pozabankowych. Z kolei banki, które poprawiły sprzedaż, widzą tylko jeden powód takiej sytuacji - lepsze warunki udzielania kredytu.

Halina Kochalska
Open Finance

Udostępnij artykuł: