NBP się myli? Inflacja będzie coraz wyższa?

Finanse osobiste / Gospodarka

Były prezes NBP profesor Marek Belka przestrzegł, że polska gospodarka stoi w obliczu stagflacji. Podobną opinię w ostatnich miesiącach wyrazili byli ministrowie: Jerzy Hausner i Mirosław Gronicki.

#WitoldGadomski: Jeżeli dojdzie do utrwalenia się inflacji na poziomie ponad 5 procent rocznie, walka z nią będzie trudna i kosztowna #Inflacja @nbppl

Ekonomiści ci uważają, że mimo spowolnienia wzrostu gospodarczego inflacja nie spadnie, jak to zakłada NBP. Będziemy mieli jednocześnie niski wzrost i wysoką inflację, czyli stagflację.

Inflacja i bezrobocie

Jedna z teorii ekonomicznych głosi, że inflacja i bezrobocie są ujemnie skorelowane. Pokazuje to tak zwana krzywa Phillipsa, która została po raz pierwszy przedstawiona  w artykule nowozelandzkiego ekonomisty Albana W. Phillipsa w 1958 roku.

Zgodnie z nią można obniżyć bezrobocie (to jest przyspieszyć wzrost gospodarczy), za cenę nieco wyższej inflacji. I odwrotnie – inflację można obniżyć poprzez politykę fiskalną i pieniężną, która prowadzi do nieco wyższego bezrobocia.

Czytaj także: Recepta na inflację dla ostrożnych

Ujemna zależność między bezrobociem i inflacją wynika ze sztywności wynagrodzeń w większości krajów. Przedsiębiorca ma trudności z obniżeniem wynagrodzeń swych pracowników, nawet jeśli spada popyt na jego produkty, a tym samym zapotrzebowanie na pracę.

Wynika to z umów zbiorowych, prawa pracy i działalności związków zawodowych. Może jednak utrzymać wzrost wynagrodzeń poniżej poziomu inflacji.

Jeśli więc inflacja rośnie, realna cena pracy spada i rośnie na nią zapotrzebowanie. I odwrotnie – wzrost bezrobocia obniża żądania płacowe pracowników, a tym samym inflację.

Czytaj także: GUS: inflacja wyniosła 4,4 proc. rdr w styczniu. Tempo wzrostu cen jednym z najszybszych od lat

Inflacja i decyzje inwestycyjne

Dwaj laureaci Nagrody im. Alfreda Nobla z ekonomii Milton Friedman i Edmund Phelps wykazali, że zależność, opisana krzywą Phillipsa ma jedynie charakter krótkoterminowy. W długim okresie gospodarka powraca do naturalnej stopy bezrobocia,  a szybszy lub wolniejszy wzrost podaży  pieniądza będzie prowadził do wyższej lub niższej stopy inflacji.

Możliwa jest zatem sytuacja, gdy inflacja utrzymuje się na wysokim poziomie, a mimo to gospodarka znajduje się w stagnacji.

Stagflacji doświadczyły gospodarki wysoko rozwinięte w latach 70. XX wieku. Inflacja przekraczała w niektórych latach 10 proc., a w Wielkiej Brytanii i Japonii zdarzały się lata, w których  była wyższa niż 20 proc. Jednocześnie wzrost gospodarczy był słaby.

Jednym z wyjaśnień fenomenu stagflacji jest utrzymywanie się oczekiwań inflacyjnych i nacisk związków zawodowych na automatyczne indeksowanie wynagrodzeń.

Rosnące ceny pociągają za sobą rosnące płace i koszty pracy, a te znów podbijają inflację. W warunkach wysokiej inflacji trudno ocenić opłacalność projektów inwestycyjnych, co tłumaczy niski wzrost gospodarczy.

Czytaj także: Inflacja najwyższa od 8 lat

Kiedy jest potrzebna radykalna podwyżka stóp procentowych

Pokonanie stagflacji było możliwe dzięki zastosowaniu przez banki centralne drastycznych metod. W USA Rezerwa Federalna zaczęła podnosić w końcu lat 70. XX wieku stopy procentowe. Stopa funduszy federalnych w grudniu 1980 r. osiągnęła poziom 18,9 proc., a w szczytowym momencie w lipcu 1981 r. 22,36 proc.

Efektem była recesja, ale też szybkie stłumienie inflacji. W końcu 1982 roku bezrobocie wzrosło do ponad 10 proc., ale inflacja już po trzech latach kuracji przestała być problemem.

Stagflacji w Polsce mogą sprzyjać rosnące od kilku miesięcy oczekiwania inflacyjne oraz polityka rządu, szybkiego podnoszenia płacy minimalnej. Jeżeli dojdzie do utrwalenia się inflacji na poziomie ponad 5 % rocznie, walka z nią będzie trudna i kosztowna.

Czytaj także: Co Polaków najbardziej denerwuje w finansach? Rosnące ceny

Źródło: aleBank.pl
Udostępnij artykuł: