Nie ma inflacji w Polsce dzięki globalizacji?

Witold Gadomski

Witold Gadomski
Witold Gadomski

Profesor Andrzej Wojtyna w artykule opublikowanym 2 kwietnia w „Rzeczpospolitej” („Apel ekonomistów ważny, ale nie wystarczający”) zwraca uwagę na nieregularność cyklu koniunkturalnego oraz pewne anomalie tego cyklu, wymagające wyjaśnienia. Z jednej strony mamy bardzo niskie bezrobocie, a niedobór odpowiednio wykwalifikowanej siły roboczej staje się barierą wzrostu, z drugiej jednak strony inflacja wciąż jest niska, mimo rosnących wynagrodzeń

#WitoldGadomski: Globalizacja sprawia, że żyjemy w otoczeniu niskiej inflacji i niskich stóp procentowych, co daje także polskiej gospodarce dodatkową przestrzeń dla bezinflacyjnego wzrostu konsumpcji @nbppl @MF_GOV_PL

Płace rosną szybko, a inflacja zamarła

W ubiegłym roku wynagrodzenia brutto w sektorze przedsiębiorstw wzrosły o 7,1 %, a realnie o 5,4 %, czyli szybciej niż rosła produktywność. W dodatku inwestycje w sektorze przedsiębiorstw rosną wolno, zwłaszcza w sektorze prywatnym.

W końcu ubiegłego roku przyspieszyły, ale stopa inwestycji (łącznie – inwestycje przedsiębiorstw, gospodarstw domowych i sektora publicznego) wyniosła 18,1 % i była wyraźnie niższa niż w roku 2015 (20,0%).

Według opracowań Ministerstwa  Finansów luka produktowa wynosi ok. 1 % PKB, to znaczy, że gospodarka rośnie szybciej niż wynika z jej potencjału. Motorem wzrostu jest przede wszystkim konsumpcja. W takiej sytuacji należałoby oczekiwać przyspieszenia inflacji. Gdyby ceny zaczęły rosnąć szybciej, nastąpiłaby względna obniżka kosztów pracy, a także realnego spożycia i spowolnienie gospodarki.

Kto lub co odpowiada za niską inflację?

Tyle, że inflacja pozostaje wciąż niska, co zauważa profesor Andrzej Wojtyna. Jest to zaskakujące, tym bardziej, że NBP po raz ostatni podniósł stopy procentowe w czerwcu 2011 roku, a od 2015 są one na rekordowo niskim poziomie.

Przyczyn tak niskiej inflacji należy szukać poza Polską. Prawdopodobnie, chodzi o to samo zjawisko, które opisał Alan Greenspan w książce wydanej w 2007 roku „The Age of Turbulence”. Mowa o globalizacji. Od co najmniej dwudziestu lat każdego roku miliony pracowników z Chin, Indii, Brazylii, Wietnamu, Bangladesz, itd przechodzą z niewydajnego rolnictwa do sektora eksportowego. Czyli zaczynają konkurować na globalnym rynku.

Dopóki trwa ten przepływ, dopóty na świecie utrzymuje się presja na niską inflację. Dzięki procesom zachodzącym w krajach rozwijających się szybko rośnie średnia wydajność pracy w globalnej gospodarce, a to oznacza, że maleje koszt jednostkowy wytworzonego produktu.

Podziękujmy globalizacji

Dodatkowo ceny obniżane są dzięki szybkim zmianom technicznym, głównie w elektronice i informatyce. Koszt wytworzenia procesora co parę lat obniża się o połowę. Miniaturyzacja powoduje, że dramatycznie spadają koszty zużywanych materiałów, a także koszty transportu.

Informatyzacja przyczynia się do szybkiego wzrostu wydajności usług, które w krajach wysoko rozwiniętych wytwarzają ponad 70 proc. PKB. Spadają ich ceny, ciągnąc w dół ceny produktów.

Globalizacja sprawia, że żyjemy w otoczeniu niskiej inflacji i niskich stóp procentowych, co daje także polskiej gospodarce dodatkową przestrzeń dla bezinflacyjnego wzrostu konsumpcji.

Nie wiadomo, jak długo proces ten będzie trwał. Na razie rosnąca konsumpcja powoduje szybszy wzrost importu niż eksportu. Luka nie jest jeszcze duża, ale jeśli utrzyma się wysoka dynamika wynagrodzeń bez odpowiedniego wzrostu produktywności, deficyt w handlu zagranicznym będzie się pogłębiał.

Źródło: aleBank.pl
Udostępnij artykuł: