„Nie-ograniczanie” w wykonaniu Rezerwy

Finanse i gospodarka

Swoją wrześniową decyzją, by nie rozpoczynać ograniczania programu luzowania ilościowego, Federalny Komitet Otwartego Rynku (FOMC) de facto "wystawił opcję sprzedaży" dla rynków obligacji.

Swoją wrześniową decyzją, by nie rozpoczynać ograniczania programu luzowania ilościowego, Federalny Komitet Otwartego Rynku (FOMC) de facto "wystawił opcję sprzedaży" dla rynków obligacji.

Komitetowi również nie udało się uzyskać pożądanego efektu poprzez publikowanie informacji na temat przyszłych działań (ang. forward guidance), kiedy to obiecywał utrzymanie niskich stóp procentowych przez dłuższy czas. Rynek odebrał to inaczej - być może błędnie - jako sygnał zapowiadający proces normalizacji polityki. Przede wszystkim jednak nie nastąpiła oczekiwana przez przedstawicieli Fedu znaczna poprawa danych gospodarczych, co miało stanowić warunek konieczny dla rozpoczęcia procesu wycofywania luzowania ilościowego.

Wymówką dla pozostawienia pacjenta pod kroplówką QE było dla przedstawicieli Rezerwy Federalnej pogorszenie się sytuacji monetarnej. Innymi słowy, "informacje na temat przyszłych działań" nie powstrzymały gwałtownego wzrostu oczekiwań co do stóp procentowych, co obserwowaliśmy przez większą część roku. Fed ustalił granicę: 3% dla oprocentowania amerykańskich 10-letnich obligacji rządowych oraz 4,5-4,6% dla kredytów hipotecznych na 30 lat. Rynek papierów o stałym dochodzie może teraz w pełni iść w zawody z dobrze już zakorzenioną "opcją sprzedaży" Rezerwy dla rynków akcji, którą po raz pierwszy wprowadził Alan Greenspan ponad 25 lat temu, a którą - delikatnie mówiąc - hojnie rozszerzył Ben Bernanke.

Wynika z tego bardzo ciekawa analiza. Jedna z kwestii to relatywna zmiana wartości aktywów. Względna równowaga przesunęła się teraz z dala od akcji w kierunku papierów o stałym dochodzie. Rynek będzie potrzebował kilku posiedzeń FOMC, by to w pełni pojąć, ale spodziewajcie się, że do końca czwartego kwartału oprocentowanie 10-letnich amerykańskich obligacji rządowych dojdzie do 2,25%. Spoglądając w przyszłość na 2014 r. sądząc po prognozach wzrostu dla USA na 2014 r. mamy niezłą szansę na ponowny test dawnych dołków dla rentowności, która ma się kształtować w zakresie między -2% a +1%.

Część tego spowolnienia będzie skutkiem obserwowanego już wcześniej mniej intensywnego tworzenia miejsc pracy, jak również niższego wskaźnika aktywności zawodowej. Ponadto rynek nieruchomości może doświadczyć sporych trudności ze względu na wzrost oprocentowania 30-letnich kredytów hipotecznych o 120 punktów bazowych, z poziomu mniej niż 3,4% do ponad 4,6%. W efekcie wielu amerykańskich konsumentów zmieni zdanie co do wartości domów i tego, czy to dobry moment na kupowanie. Dodajcie do tego przygnębiające debaty dotyczące budżetu amerykańskiego, które wkrótce rozpoczną się na dobre - to nigdy nie jest proces, który dramatycznie zwiększa apetyt na inwestycje wśród dyrektorów generalnych i dyrektorów finansowych.

Steen Jakobsen,
Saxo Bank

Udostępnij artykuł: