Niebawem nowy rząd i nowe porządki w Niemczech

Blogi / Jan Cipiur

Po raz pierwszy od 16 lat Niemcy będą miały socjaldemokratę na czele rządu koalicji „świateł drogowych” tworzonego przez partię socjaldemokratyczną SPD (światło czerwone), liberałów z FDP (żółte) i Zielonych. W grudniu kanclerzem zostanie przywódca SPD Olaf Scholz.

Jan Cipiur
Jan Cipiur Fot. Autor

Po raz pierwszy od 16 lat Niemcy będą miały socjaldemokratę na czele rządu koalicji „świateł drogowych” tworzonego przez partię socjaldemokratyczną SPD (światło czerwone), liberałów z FDP (żółte) i Zielonych. W grudniu kanclerzem zostanie przywódca SPD Olaf Scholz.

Nowi ludzie w nowej konfiguracji partyjno-politycznej to (niewiadome jeszcze) skutki dla świata, dla unijnej Europy, ale zwłaszcza dla Polski.

Dla nas niemieccy odbiorcy towarów i usług są jak paliwo w baku, im go więcej, tym jazda spokojniejsza, bo jeśli porównać Niemcy do stacji paliw, to innych tak wielkich, dostępnych i wygodnych na trasach naszego eksportu bardzo mało.

W relacjach niemiecko-polskich nie nastąpią żadne wielkie zmiany, ale korekty mogą się pojawić zwłaszcza, że do tradycyjnych ansów (urazów, niechęci) rządów polskiej „Zjednoczonej” (coraz bardziej à rebours) Prawicy dołączyć mogą nowe pretensje do Niemców, niekoniecznie czysto polityczne.

Dla nowego rządu najważniejsze będą oczywiście relacje z USA oraz Chinami, gdzie źródła eksportowo-inwestycyjne mają większość ich obecnych dochodów. I podtrzymanie nieformalnego przywództwa w UE. Ale relacje z Polską też będą istotne.

Nowy rząd Niemiec, a Polska

Stosunkom polsko-niemieckim nie będzie sprzyjać poniewieranie podstawowych praw i wartości przez rząd i prezydenta Polski - desygnowany kanclerz już zaznaczył, że w polityce zagranicznej jego rząd będzie jeszcze bardziej opierał się na wartościach w postaci wolności obywatelskich i rządów prawa.

Zmiana ekipy rządowej nie powinna budzić obaw w Polsce, bać się musimy sami siebie

Cieniem na stosunkach z Polską położyć się może tradycyjnie „gołębia” postawa niemieckiej SPD wobec Rosji i Kremla. Probierzem będzie Nordstream 2, a zwłaszcza mniej lub bardziej siłowe próby podporządkowania sobie przez Rosję Ukrainy.  

W wewnętrznych rozwiązaniach gospodarczych oczekiwać można pewnego zacieśnienia polityko monetarno-fiskalnej Niemiec pod hasłem zdrowych i solidnych finansów państwa. Jest to główny punkt programowy liberałów, którzy musieli wyznaczyć swoją cenę za udział w koalicji.

Ich szef Christian Lindner ma zostać szefem ministerstwa finansów, choć Zieloni walczyli o ten stołek jak lwy. Było to zawsze i nadal będzie drugie najważniejsze po kanclerstwie stanowisko w rządzie - minister finansów zarządza przecież budżetem państwa w wysokości 500 mld euro. Mniej więcej tyle wynosi polski PKB.

Co się musi zmienić w Niemczech

Lindner forsował będzie politykę niepodnoszenie podatków i nieforsowania wydatków z budżetu wbrew Zielonym, którzy wielkie inwestycje proklimatyczne chcieliby finansować, rezygnując m.in. z zasady nieprzekraczania konstytucyjnego limitu zadłużenia państwa. Spodziewać się można tzw. zgniłego kompromisu.

Najprawdopodobniej Niemcy pójdą więc drogą przetartą już niestety w Polsce, tj. tworzenia funduszy pozabudżetowych.

Czasami pryncypialność zagłusza słynną niemiecką racjonalność

W dokumentach programowych jest także ofensywa digitalizacyjna, niezwykle wskazana i wręcz niezbędna. U nas zabrzmi to niewiarygodnie, zwłaszcza w kontekście technologicznego mistrzostwa Niemców, ale w powszechnym użyciu nad Renem i Łabą są nadal faksy, nie tylko w relacjach między urzędami, ale także na przykład, gdy lekarz chce przesłać receptę swojego pacjenta do apteki.

Kolejny punkt do poprawa sprawności edukacji i całego systemu kształcenia. Ma to związek z coraz ostrzejszym brakiem rąk do pracy. Co roku potrzebnych byłoby ok. 400 tys. nowych pracowników.

Jedyny sposób zasypywania tej luki to imigracja. Jest już projekt ustawy przewidującej udzielanie potencjalnym imigrantom półrocznych wiz na poszukiwanie pracy. Znajdą ją, będą mogli się osiedlić. Bardzo rozsądne podejście, które u nas nie ma szans, bo nasi mądrale wiedzą lepiej, co dobre dla kraju, a co niebezpieczne.

Niemcy kontynuować będą intensywne przekształcenia w celu ochrony środowiska i większego oddechu dla klimatu. To jest przesądzone i niezależne od składu koalicji rządowej.

Ktoś już wyliczył, że na 177 stronach umowy koalicyjnej słowo klimat użyte zostało 198 razy i nie zabrakło go w żadnym z rozdziałów dokumentu.

Nadal jednak nie wiemy, dlaczego w swym anty-cieplarnianym podejściu uparli się zamknąć do końca 2022 r wszystkie swoje niemal całkiem zielone elektrownie atomowe, które w 2020 r. wyprodukowały 64,3 TWh energii elektryczne wobec 91,7 TWh z elektrowni na węgiel brunatny. W 2020 r. całkowite zapotrzebowanie na prąd wyniosło w Polsce 165,5 TWh. Czasami pryncypialność zagłusza słynną niemiecką racjonalność.

Legalizacja marihuany

I wisienka na torcie o smaku niewiadomym jeszcze do końca. O ile zapowiedzi zostaną spełnione, to dojdzie za Odrą do legalizacji sprzedaży marihuany. W poprzedniej koalicji przeciw temu byli przede wszystkim chrześcijańscy demokraci z CDU Angeli Merkel.

Wg ramowych jeszcze planów, marihuana sprawdzana pod względem jakości byłaby sprzedawana w licencjonowanych punktach wyłącznie osobom dorosłym.

Obecnie sytuacja jest schizofreniczna: można używać marihuany, ale nie można jej kupować. Tego rodzaje łamańce niszczą podstawy społeczne i zaufanie do państwa, zawsze lepsze jest „czyste” rozwiązanie: albo tak, albo siak.

Ułatwienia w sprzedaży marihuany u tak bliskich sąsiadów będą miały reperkusje w Polsce, dla jednych nieprzyjemne, dla drugich miłe. Kto zechce, temu wystarczy wybrać się do Niemiec i zaopatrzyć w używkę. Rejwach będzie u nas z tego powodu wielki.

Najpewniejszym punktem wszystkich przewidywań dotyczących Niemiec w erze post-Merkel jest założenie, że nic zdrożnego nie zakłóci sceny politycznej, która biorąc pod uwagę historię ostatnich stu lat, pod względem stabilności nie ma sobie równej w świecie.

Od chwili powołania w 1949 r. przez zachodnich aliantów Republiki Federalnej Niemiec państwo miało dziewięciu kanclerzy, pan Scholz będzie 10. W Polsce przez okres o 40 lat krótszy, bo licząc od 1989 r. mamy w tej chwili rząd już dziewiętnasty. Średnia dla szefów kolejnych rządów w Niemczech wynosi zatem równo 8 lat, a dla Polski po 1989 r. jeden rok, 8 miesięcy i kilka dni.

Zmiana ekipy rządowej nie powinna budzić obaw w Polsce, bać się musimy sami siebie. W 2013 r. Angela Merkel wygłosiła przemówienie podczas fety na 150-lecie SPD, niechcianego koalicjanta rządu pod jej batutą i politycznego przeciwnika CDU.

Czy wyobrażamy sobie Jarosława Kaczyńskiego na imprezie PO lub Donalda Tuska na święcie PiS?

Odetchniemy i zaczniemy żyć pełną piersią dopiero wtedy gdy coś takiego i u nas stanie się normą.

Jan Cipiur
Jan Cipiur, dziennikarz i redaktor z ponad 40-letnim stażem. Zaczynał w PAP, gdzie po 1989 r. stworzył pierwszą redakcję ekonomiczną. Twórca serwisów dla biznesu w agencji BOSS. Obecnie publikuje m.in. w Obserwatorze Finansowym.
Źródło: aleBank.pl
Udostępnij artykuł: