(nie)Byłem na Olimpiadzie

Blogi / Bogdan Koblański

23. Zimowe Igrzyska Olimpijskie w Pjongczang, w Korei Południowej, dobiegły końca. W 102 konkurencjach rywalizowało ponad 3000 zawodników. A może nie „zawodników” ale sportowców, olimpijczyków, bohaterów nadludzkiego wysiłku, ambicji i woli walki? Polska zajęła 20. miejsce. Olimpiadę tę oglądałem o tyle, o ile miałem czas. Tak się złożyło, że oglądałem sporo. I nie tylko na kanałach TVP (2 programy), ale (głównie) na platformach Eurosportu HD: 30, 50, 51, 52, 53 i 54. Co z niej zapamiętałem, a chciałbym abyście zapamiętali i wy? Dziesięć wrażeń.

Czy w dostateczny sposób potrafimy czerpać z bogactwa ojczystej mowy? #BogdanKoblański

Wrażenie 1

Polska zdobyła 2 medale (złoty i brązowy) dzięki Kamilowi Stochowi i spółce. I to wszystko! 38-milionowy kraj nie potrafił zyskać niczego więcej. I nie ukrywam, że w przypadku naszych skoczków narciarskich liczyłem przynajmniej na trzy medale. Sorry, taki mamy klimat (sportowy).

Wrażenie 2

Sukcesem jest 13. miejsce naszej czwórki w saneczkarstwie (bobsleje). Polska drużyna startowała pierwszy raz w tej kategorii. Plan zakładał załapanie się do pierwszej 20-tki. Zajęli 13 miejsce. I to jest największy sukces polskiej reprezentacji na tej olimpiadzie! Czołem Waszmościom biję! Jednak, gdy oglądam wyczyny saneczkarzy, nie mogę obojętnie pominąć pamięcią Olimpiady w Vancouver w 2010 r. Saneczkarstwo to bardzo niebezpieczny sport. Pamiętacie ówczesną aferę? Wypadek 21-letniego gruzińskiego saneczkarza, Nodara Kumaritaszwiliego, który po prostu wyleciał z trasy i wyrżnął w słup, bo Kanadyjczycy źle zabezpieczyli łuk toru?

Wrażenie 3

Mogliśmy mieć złoty medal w biathlonowej sztafecie kobiet. Niestety, na swojej zmianie Weronika Nowakowska zaprzepaściła szanse na strzelnicy. Szkoda. Choć, po fali tweeterowego hejtu jej wpis „…w dupie byliście, gówno widzieliście…” oceniam tak samo nisko jak wpis jakiegoś kretyna: „Gdyby mieli mnie rozstrzelać, chciałbym, żeby strzelała Weronika Nowakowska”.

Wrażenie 4

Mecz curlingowy pomiędzy USA a Szwecją. W dziesiątej partii rozgrywki (tzw. end) Szwedzi mogli przejść do finału. Niestety. Jeden z ich zawodników, z uporem maniaka wypychał kolejne bule na odkryte, stracone pozycje. Amerykanie wybijali je z dziecinną łatwością, śmiejąc się i dowcipkując. I ograli Szwedów.

Wrażenie 5

Mecz finałowy w hokeju: Niemcy kontra olimpijczycy z Rosji (swoją drogą, nie wiem dlaczego na TV Eurosport z uporem maniaka mówiono „reprezentacja Rosji”). Niemiecki zawodnik (aby go nie zawstydzać powiem tylko, że miał numer 3) bezmyślnie sfaulował „olimpijczyka z Rosji”. Dostał 2 minuty kary, zaś Niemcy, grając w osłabieniu, utracili zasłużony, złoty medal po (niesamowicie precyzyjnym) strzale młodziutkiego Igora Gusiewa.

Wrażenie 6

Mecz finałowy hokeja kobiet: Kanada contra USA. Po zwycięstwie Amerykanek, w trakcie „przybijania piątek” na pożegnanie – jedna z Kanadyjek nie podała ręki zawodniczce z USA.

Wrażenie 7

Upadek jednego z francuskich zawodników w turnieju snowbordowym na „Wielkiej rynnie”. Uderzył o krawędź zjazdu i stękając z bólu leżał na śniegu czekając na nadjeżdżającą ekipę medyczną. W tym czasie część zgromadzonego na dole tłumu skandowała zwycięstwo (znakomity wynik) poprzedniego zawodnika. Co za ludzie!

Wrażenie 8

Justyna Kowalczyk, Królowa śniegu. Pani Justyno! Po co Pani to było? Trzeba umieć zejść ze sceny w apogeum chwały, jak na przykład Jerzy Kulej. A tak: Marit Bjorgen zdobyła w Pjongczang nieśmiertelną sławę pod względem liczby zdobytych medali. O Pani miejscach w tegorocznych zawodach olimpijskich zapomnijmy. W naszych sercach jest Pani Mistrzynią największej miary. I niech tak zostanie.

Wrażenie 9

Komentatorzy sportowi Szaranowicz i Babiarz przeszli na trwałe do annałów historii polskiego dziennikarstwa sportowego. To, jak tych dwóch ludzi potrafi zohydzić skoki narciarskie jest nie do podrobienia. Cytowanie i przeliczanie metrów, punktów dodawanych i odejmowanych za wiatr, prehistorii punktowej dinozaurów: Matii Nykennena, Jensa Weisfloga, Adama Małysza czy Wojciecha Fortuny, punktów K skoczni normalnej i wielkiej, wartości podmuchów wiatru w przeliczeniu na ewentualne metry do zdobycia, wartości zmiany progu startowego na matematyczną długość skoku itd. itp. – cała ta księgowość skoków narciarskich doprowadzała mnie do pasji.

Jestem człowiekiem, wychowanym na komentarzach mistrzów dziennikarstwa sportowego jak św. p. Tomasz Hopfer, Jan Ciszewski, Stefan Rzeszot czy Jerzy Mżygłód. Ich wspaniałe głosy, akcentowanie napięcia, umiejętność narracji… ach, łza się w oku kręci.

Klasykiem gatunku był boski Bohdan Tomaszewski. Chcę zacytować Wam fragment stenogramu – wywiadu, jakiego na żywo udzielił on kiedyś w Studiu Olimpijskim TVP (były takie studia, ze wspaniałą scenografią i zapraszanymi fachowcami), gdy zapytano go o rolę dziennikarza sportowego:

„Na razie ludziom są potrzebne nasze słowa. Dlatego tak istotne jest, jakich dobieramy słów i w jaki sposób układamy nasze pospieszne zdania. Czy w dostateczny sposób potrafimy czerpać z bogactwa ojczystej mowy? Potrzebna nam jest chyba także odrobina żaru; przekonanie, że wszystko, o czym mówimy, nie służy jedynie kształtowaniu tabel i układaniu klasyfikacji mających wykazać wyższość jednego człowieka nad drugim. Bo zawodnik, który wygrał, wcale nie musi być więcej wart od rywala”.

Tak, podkreślam, na żywo, mówił bez przygotowania mistrz Tomaszewski. Teraz mieliśmy dwóch księgowych i zasadę: albo masz zloty medal albo jesteś zerem. Panie Szaranowicz i panie Babiarz: a słyszeli wy o kulturotwórczej roli sportu, kulturze fizycznej, wychowaniu dzieci i młodzieży poprzez sport, szlachetnej rywalizacji, zasadzie fair play itp.? Czego nauczy się 12-letni chłopak słuchający waszych komentarzy? Gdyby wyłączyć wam komputery ze statystyką bylibyście zerem!

Wrażenie 10

Telewizyjna transmisja zamknięcia XXIII Olimpiady Zimowej w Pjongczang była dla mnie szokiem. Po prostu mnie zatkało. To druga połowa XXI wieku. Scenografia, choreografia oraz ich wizualizacja to najwyższy poziom realizacji tego typu wydarzenia. Pomysłowość i sprawność oprawy tego przedsięwzięcia poraziła mnie rozmachem. No, no! A my w tej biednej Europie zachwycamy się „wspaniałym otwarciem” jakiegoś kolejnego meczy piłkarskiego. Co za dziadostwo!

Bogdan Koblański

Udostępnij artykuł: