Niestabilność polityczna w Grecji straszy rynki

Finanse i gospodarka

Doniesienia z Grecji, gdzie już drugi dzień politycy starają się utworzyć rząd po niedzielnych wyborach, wprowadziły popłoch na rynkach finansowych i zwiększyły obawy, iż Grecja jest blisko kresu pozostawania w strefie euro. Obecnie mandat do formowania rządu leży w rękach Alexisa Tsiprasa, lidera lewicowej partii Syriza, która w wyborach zajęła drugie miejsce (przywódca zwycięskiej Nowej Demokracji zrzekł się prawa do poszukiwani koalicjantów).

Doniesienia z Grecji, gdzie już drugi dzień politycy starają się utworzyć rząd po niedzielnych wyborach, wprowadziły popłoch na rynkach finansowych i zwiększyły obawy, iż Grecja jest blisko kresu pozostawania w strefie euro. Obecnie mandat do formowania rządu leży w rękach Alexisa Tsiprasa, lidera lewicowej partii Syriza, która w wyborach zajęła drugie miejsce (przywódca zwycięskiej Nowej Demokracji zrzekł się prawa do poszukiwani koalicjantów).

Tsipras określił wynik wyborów jako "głos przeciwko barbarzyńskim umowom" z zagranicznymi pożyczkodawcami i za cel postawił sobie zaprzestanie realizacji surowego planu oszczędnościowego, nacjonalizację banków i moratorium nad spłatą zadłużenia. Jednocześnie zaapelował do liderów Nowej Demokracji i PASOKu (nr 1 i 3 w wyborach) do pisemnego odwołania się od wcześniejszych deklaracji przed Komisją Europejską dotyczących implementacji pakietu oszczędnościowego. Zarówno Antonis Samaras (Nowa Demokracja) oraz Evangelos Venizelos (PASOK) wyrazili sprzeciw. Atmosfera wokół Grecji staje się coraz bardziej gorąca. Jeśli do końca czerwca władze nie wykażą kolejnego pakietu cięć budżetowych na 11 mld euro, UE i MFW wstrzymają wypłatę środków ratunkowych i nad Grecją kolejny raz zawiśnie widmo bankructwa. Ze strony Europejskiego Banku Centralnego oraz unijnych oficjeli pojawiły się wczoraj komentarze wyraźnie wskazujące, że warunki pomocy są absolutnie nie do negocjacji.

Oznacza to, że antyeuropejskie postulaty Tsiprasa są niemożliwe do realizacji, a bez wsparcia Nowej Demokracji lub PASOKu nie uda mu się uformować stabilnego rządu. Tsipras ma czas do czwartku, po czym próbę podejmie Venizelos, a jeśli jemu nie uda się zawiązać proeuropejskiego porozumienia z Nową Demokracją (Samaras wyraził gotowość do wsparcia mniejszościowego rządu pod warunkiem zapewnienia utrzymania Grecji w strefie euro oraz obrony interesów kraju), kraj czekają kolejne wybory w połowie czerwca (prezydent może jeszcze próbować stworzyć rząd jedności narodowej, jednak są na to małe szanse). Przeciągający się okres niestabilności politycznej w Grecji będzie przekładał się na dużą zmienność rynków finansowych, które pozostaną w niepewności o przyszły kształt strefy euro. Jakkolwiek wydaje się, że prawdopodobieństwo dopuszczenia do bankructwa Grecji i wyrzucenia jest z unii walutowej jest w mojej ocenie niskie, nie powstrzyma to rynków przed wzrostem awersji do ryzyka i ucieczki inwestorów do bezpiecznych aktywów. Dość prawdopodobne jest, że świat finansów czekają trudne tygodnie.

Dla złotego ucieczka od ryzykownych aktywów oznacza deprecjację i w najbliższych dniach, jeśli nie tygodniach presja na rzecz osłabienia krajowej waluty będzie dominować. Dziś jednak na moment sprawy lokalne mogą odgrywać główną rolę na rynku złotego. Kończące się posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej już dawno nie budziło tyle zainteresowania. Po tym, jak po kwietniowym posiedzeniu prezes NBP Marek Belka stwierdził, że Rada "poważnie rozważa" możliwość podwyżek stóp procentowych, wydawać by się mogło, że majowe obrady taką decyzję przyniosą. Jednak opublikowane w międzyczasie słabe dane z gospodarki (w szczególności spadek dynamiki produkcji przemysłowej do 0,9 proc. r/r) postawiły pod znakiem zapytania słuszność zacieśniania polityki monetarnej.

Jastrzębie nastawienie RPP ma ca celu powstrzymać inflację przed "uporczywym" utrzymywaniu się powyżej celu NBP, jednak z drugiej strony może być szkodliwe dla tempa wzrostu gospodarczego, a patrząc na recesyjną sytuację w strefie euro nie można nie mieć wrażenia, że negatywne skutki z tego płynące dotrą i do Polski. Pewności co do decyzji Rady jednak nie ma, gdyż po kwietniowych zapowiedziach RPP dla ratowania wiarygodności może zdecydować się na podwyżkę. Pytanie tylko, czy nie będzie to tak samo błędna decyzja, jak miało to miejsce w przypadku EBC w 2011 r. i za kilka miesięcy będziemy świadkami odwracania tej decyzji, bądź nawet jeszcze głębszych obniżek.

Moim zdaniem Rada powinna pozostawić stopy na niezmienionym poziomie i cierpliwie czekać na rozwój sytuacji (która nawet według prognoz samego NBP wskazuje na stopniowy powrót inflacji do celu). Jeśli jednak do podwyżki dojdzie, będzie to impuls do umocnienia złotego. Impuls krótkoterminowy, gdyż przy obecnie napiętym sentymencie na rynkach zewnętrznych powrót złotego do trendu aprecjacyjnego w najbliższym czasie jest bardzo mało prawdopodobny.

Źródło: Konrad Białas
Dom Maklerski AFS

Udostępnij artykuł: