Niestrawna polityczna kuchnia

Andrzej Lazarowicz

- Odzywaj się tylko wtedy, gdy wiesz, o co chodzi - rzekł niemal 2500 lat temu Sokrates. Było to tak dawno, że dziś już nikt tego nie pamięta. A może po prostu nikt nie chce pamiętać. Bo dzisiejszy świat opanowali dyletanci. Co tam dyletanci - ci przynajmniej zajmując się czymś amatorsko, mają jakieś powierzchowne o tym wiadomości. Nami zaś rządzą ignoranci - nieucy niemający pojęcia o tym, co robią, nie mówiąc już o tym, co robić powinni i co robić wypada. Na dodatek są tak pewni siebie - to kolejna przywara (choć dla nich zaleta) laików - że nawet nie zapytają o zdanie swych - tak zwanych - doradców. Może szkoda, bo jak stwierdził Karl Farkas, austriacki aktor i satyryk - w politycznej kuchni gotuje się najlepiej na oleju, który inni mają w głowie. Nic zatem dziwnego, że w naszej królują zakalce i potrawy, których najbardziej nawet głodny nie jest w stanie przełknąć.

- Odzywaj się tylko wtedy, gdy wiesz, o co chodzi - rzekł niemal 2500 lat temu Sokrates. Było to tak dawno, że dziś już nikt tego nie pamięta. A może po prostu nikt nie chce pamiętać. Bo dzisiejszy świat opanowali dyletanci. Co tam dyletanci - ci przynajmniej zajmując się czymś amatorsko, mają jakieś powierzchowne o tym wiadomości. Nami zaś rządzą ignoranci - nieucy niemający pojęcia o tym, co robią, nie mówiąc już o tym, co robić powinni i co robić wypada. Na dodatek są tak pewni siebie - to kolejna przywara (choć dla nich zaleta) laików - że nawet nie zapytają o zdanie swych - tak zwanych - doradców. Może szkoda, bo jak stwierdził Karl Farkas, austriacki aktor i satyryk - w politycznej kuchni gotuje się najlepiej na oleju, który inni mają w głowie. Nic zatem dziwnego, że w naszej królują zakalce i potrawy, których najbardziej nawet głodny nie jest w stanie przełknąć.

Przyczynił się zresztą do tego pewien tumiwisizm, zrodzony w milionach Polaków po serii nieudolnych działań, przerzucaniu odpowiedzialności z jednych na drugich i wzajemnym obrzucaniu się błotem przez polityków ze szczytów parlamentu i władzy. I w zapomnienie poszły słowa śp. abp. prof. Józefa Życińskiego - w ojczyźnie Jana Pawła II narodową filozofią nie może stać się nihilizm, w którym wycina się wszelkie autorytety w imię osobistych kompleksów i uprzedzeń. I wycina się je, jak choinki przed Bożym Narodzeniem. Nikt się przy tym nie przejmuje, że autorytet pojawia się raz na tyle lat, ile mniej więcej potrzeba, by wyrosło dorodne drzewo.

Wycinają, rzecz jasna, w imię prawdy. Nic to, że jest to prawda jedynie dla partii wycinką się zajmujących. I troską o nią uzasadniających każde swe działanie. I szukających jej nawet nocą w świetle pochodni, w pochodach i podchodach. Wszystkim tym poszukiwaczom polecam słowa Henri Bergsona (pisarza i filozofa francuskiego, laureata literackiej Nagrody Nobla za rok 1927) - gdy całe życie poświęciło się na szukanie prawdy, spostrzega się, że lepiej by było użyć je na czynienie dobra.

Szkoda, że dopiero tak późno, a nie w wieku dojrzałym. Może wtedy łatwiej byłoby żyć. Nawet w naszym polskim piekiełku.

Udostępnij artykuł: