Nowoczesny Bank Spółdzielczy. Gospodarka: Trzeba się uczyć od naszych konkurentów

BANK 2019/09

Z Janem Krzysztofem Ardanowskim, ministrem rolnictwa i rozwoju wsi, rozmawiali Maciej Małek i Piotr Matwiej.

Tegoroczne Forum Liderów Banków Spółdzielczych, na którym spodziewamy się gościć naszego rozmówcę, dało asumpt do rozmowy nie tylko na temat stanu i perspektyw polskiego rolnictwa i jego otoczenia, ale także finansowych podstaw rozwoju, gdzie jakże istotna rola przypada bankom spółdzielczym.

Niedawno zawarta umowa z Bankiem Gospodarstwa Krajowego o uruchomieniu gwarancji dla rolników na kwotę 50 mln euro w ramach PROW to spełnienie oczekiwań środowiska bankowego postulującego stworzenie gwarancji dla sektora agro. Jak w pana ocenie wpłynie to na perspektywy budowania instrumentów wsparcia finansowego dla rolnictwa i jego otoczenia?

– Rolnictwo wymaga wsparcia zarówno jeśli chodzi o inwestycje, jak i środki obrotowe. Ludzie opierają się na własnych zasobach, ale trudno sobie wyobrazić rozwój nowoczesnego rolnictwa bez wsparcia kredytowego. Podstawowym problemem w zdobyciu kredytu coraz częściej jest brak odpowiedniego zabezpieczenia wymaganego przez bank, a opisanego przez prawo bankowe. Dlatego uznałem, że istotna jest możliwość poręczania kredytu i zabezpieczanie gwarancji. Stąd realizacja programu z BGK jako instytucją wdrażającą, na który przeznaczyliśmy 50 mln euro, czyli ponad 200 mln zł. Poręczenia traktuję jako dodatkowy instrument wsparcia finansowego. Rzecz dotyczy rolników i przetwórców żywności, bowiem rolnictwo dostarcza dzisiaj surowców i komponentów do tak z pozoru odległych dziedzin i branż, jak budownictwo, energetyka czy przemysł paliwowy, a nawet kompozyty.

Uruchamiane gwarancje stanowią narzędzie finansowe wdrażane we współpracy z bankami detalicznymi, w tej liczbie z oboma bankami zrzeszającymi sektora bankowości spółdzielczej. Atuty to dostępność sieci, bliskość dotarcia i efekt lewarowania, który wedle ostrożnych szacunków przełoży się na akcję kredytową, która wygeneruje kwotę rzędu 1 mld 100 mln zł. Rzecz jasna to nie jedyne źródło finansowania i nie dla wszystkich. Największe szanse upatruję dla tych, którzy mają pomysły, są innowacyjni i stwarzają gwarancje rozwoju, zaś zakumulowany majątek nie pozwala dysponować wymaganym przez banki zabezpieczeniem. Jeśli program przyniesie spodziewane efekty, zakładamy jego rozszerzenie i przeznaczenie dodatkowych środków jeszcze w bieżącej perspektywie finansowej. Kolejna to znaczne zwiększenie skali i zasięgu projektu, którego start nastąpi już we wrześniu tego roku [rozmawialiśmy w połowie sierpnia – przyp. red.] w latach 2020–2027.

Istnieją przesłanki uczestnictwa i wpływania na ten proces bankowości spółdzielczej?

– Oczywiste jej atuty to dostępność sieci i znajomość klienta. Jednocześnie w warunkach konkurencji i w obliczu konieczności dywersyfikacji ryzyka, co bezpośrednio wpływa na proces konsolidacji sektora. Moje osobiste doświadczenie sprawia, że jestem przekonany o konieczności zaangażowania się banków spółdzielczych w ten proces, przy czym nawet większy klient ma szanse uzyskać finansowanie w drodze łączenia zasobów finansowych zrzeszonych banków. Niezbędna wydaje się również zmiana dotychczasowego podejścia w odniesieniu do zakresu przedmiotowego finansowania, jak i realizacji przepływów finansowych. Apeluję i proszę o zmianę sztywnych reguł, nie zawsze przystających do obecnych realiów produkcyjnych i rynkowych – także po stronie analizy kosztów – oraz większą otwartość na nowatorskie projekty. Szczególnie w tych obszarach, które dotychczas nie były podejmowane w szerszej skali. Słowem, tylko bank przyjazny dla rolnika gwarantuje skuteczne wdrożenie planowanych przedsięwzięć.

Za pana sprawą w latach ­2006–2007 udało się wypracować i wdrożyć model pomocy krajowej w formie kredytów preferencyjnych – inwestycyjnych i klęskowych – dla polskich rolników. Co w tym modelu wymaga zmiany, aby poprawić efektywność wykorzystania środków publicznych i pozostających w gestii banków, oraz na ile sama formuła pomocy publicznej wymaga przeglądu i dostosowania do obecnych realiów i potrzeb?

– Zmieniają się realia, w jakich przychodzi nam działać. Z jednej strony okiełznano inflację, swoją pozytywną rolę odegrały dopłaty. Jednocześnie koszty produkcji porównywalne są do tych na zachodzie Europy – z wyłączeniem bezpośrednich kosztów pracy – co wpływa na niewysoką w wymiarze jednostkowym rentowność produkcji rolnej. Do tego dochodzą coraz bardziej dotkliwe anomalie i zjawiska atmosferyczne wpływające na warunki wegetacji upraw i wydajność. Stałe i niskie stopy procentowe, stanowiące wyzwanie dla sektora bankowego, a więc i dla banków spółdzielczych, sprawiają, że rola dopłat do preferencyjnie oprocentowanych kredytów stopniowo traci na znaczeniu. Z drugiej strony, regulacje unijne ograniczają poziom i zakres udzielania pomocy publicznej, ściśle limitując zasady jej wdrażania.

Kluczowe znaczenie ma rzetelne analizowanie wniosków kredytowych, tak aby biznesplany odpowiadały bieżącym realiom. Innymi słowy, zakładanie referencyjnej maksymalnej wysokości plonów, przy minimalnych kosztach produkcji, ani nie odpowiada rzeczywistości, ani nie gwarantuje tak powodzenia zamierzeń inwestycyjnych rolnika, jak i właściwej obsługi zobowiązania, co wpływa na koszty działalności banku, który wszak odpowiada za bezpieczeństwo depozytów i stopę zwrotu z kapitału. Zbyt często rolnik nadmiernie uzależnia powodzenie swoich zamierzeń od zmiennych i trudnych do przewidzenia czynników atmosferycznych, zmian cen na rynkach czy traktowania kredytu jako jedynego źródła finansowania.

U naszych konkurentów w krajach Europy Zachodniej dostrzegamy bogaty asortyment maszyn i nowoczesnego wyposażenia, nie dostrzegając faktu, że ich użytkowanie stawia na efektywność, współdzielenie kosztów i adekwatność do potrzeb i możliwości produkcyjnych gospodarstwa. Uczmy się tego, by wspólnie spożytkowywać posiadane zasoby, angażować w miarę możliwości własne środki, zaś bank traktować nie tylko jako dostarczyciela środków inwestycyjnych i płynności, ale doradcę i centrum kompetencji. Nieco wytarty z pozoru slogan, że w jedności siła, nic nie stracił na swojej aktualności, czego dowodzi chociażby fakt, że spółdzielcza forma ­własności w krajach o ­rozwiniętej i ugruntowanej gospodarce rynkowej jest nadal efektywna i konkurencyjna. Nie ulega wątpliwości, że susza, deszcze nawalne, gradobicia czy podtopienia wymagają pomocy państwa i banków w odtwarzaniu zdolności produkcyjnej gospodarstw. Nie oznacza to jednak automatyzmu w umarzaniu lub prolongacie zobowiązań czy powoływania się każdorazowo na brak środków własnych i oszczędności, co stanowi bolączkę znacznej rzeszy rolników. Jakże często obserwowaliśmy w czasach korzystnej koniunktury nieposkromiony apetyt na rozszerzanie areału upraw i plantacji czy zakup maszyn użytkowanych przez kilka, kilkanaście godzin w roku.

Zdjęcia: MRiRW

W nowej perspektywie finansowej chcemy przesunąć środki na zakup nowoczesnych, wysokowydajnych maszyn, które obsłużą kilka, a nawet kilkanaście gospodarstw. Grupy producenckie i spółdzielnie, a także wsparcie dla firm świadczących usługi na rzecz rolnictwa to kierunek sprawdzony w Holandii, we Francji i we Włoszech. Dlaczego nie u nas?! Kiedyś przyjeżdżano do Polski uczyć się spółdzielczości. Nie ma powodu, by każdy indywidualnie robił wszystko, chyba że również indywidualnie będzie upadał. Uczmy się od naszych kolegów z Niemiec, Belgii i Danii, to oni dowodzą, że razem można więcej. Dotyczy to nie tylko wspólnego pokonywania trudności, ale lepszej pozycji na rynku. Przeinwestowanie bywa równie zgubne jak przeznaczanie środków poza częścią produkcyjną w gospodarstwie.

Co do kredytów klęskowych, zachowują swoje miejsce jako pomoc państwa niezbędna w określonych sytuacjach zakłócenia zdolności produkcyjnych gospodarstwa, które poniosło straty skutkiem gwałtownych lub długotrwałych zjawisk atmosferycznych. Kredyt klęskowy w 50% dokumentują faktury zakupu środków do produkcji, a pozostała część może być przeznaczona na inne cele gospodarstwa. Oprocentowanie pozostaje na najniższym możliwym poziomie, stąd ta forma wsparcia jest przez rolników poszukiwana i pożądana. Decyzję o przeznaczeniu środków pozostawiamy rolnikowi. To on najlepiej wie, co wymaga naprawy, odbudowy, które pola uprawić i obsiać. Proszę banki, by nie obawiały się wchodzić w nowe obszary aktywności, czasami zaniedbane przez lata, jak mała retencja. Anomalie pogodowe, w tym trwałe zmniejszenie opadów w Polsce wysuwają to zadanie jako priorytetowe.

Dużą retencję w nowej perspektywie finansowej zapowiedział minister gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej. Ze środków unijnych i krajowych na to zadanie przeznaczymy 14 mld zł. To duże pieniądze, ale zapóźnienia i zaniedbania dotyczą paru dekad. To także efekt kilkudziesięciu lat osuszania Polski, a nie zatrzymywania istniejących zasobów wodnych. To za Gierka obowiązywała teza, że każdy kłos na wagę złota, więc każdy skrawek podmokłego gruntu osuszymy. Suszy łatwiej zapobiegać, niż likwidować jej skutki. Stąd potrzeba budowy zbiorników na wodę, tych dużych, ale także mniejszych – w pojedynczych gospodarstwach. Często tych wcześniej zrekultywowanych i zasypanych, by łatwiej było wjechać traktorem czy kombajnem na pole. Małe oczka wodne w zagłębieniach terenu stanowiły przeszkodę dla szerszego pługa bądź hederu. Melioracja od łac. meliorare oznacza ulepszać, poprawiać, nie osuszać!

Już od września uruchamiamy specjalny system dotacji dla rolników na poziomie pojedynczego gospodarstwa. Otworzy to możliwość sfinansowania do 50% kosztów kwalifikowanych w gospodarstwie, a w przypadku młodych rolników nawet 60%. Zwłaszcza tam, gdzie ukształtowanie terenu pozwala wykopać zbiornik na wodę. Tam, gdzie nie ma zbiorników powierzchniowych, dofinansujemy studnie głębinowe. Do tego dojdzie dofinansowanie pomp, rur, zraszaczy, a nawet deszczowni, acz ta forma wydaje się mniej efektywna i wydajna, bo nawet 80% wydatkowanej wody odparuje z gleby. Systemy niskociśnieniowego i kropelkowego nawadniania są bardziej skuteczne. Instalacje podziemne pochłaniają większe środki i wymagają znacznego nakładu pracy, ale w konsekwencji gwarantują wydajność i długotrwałą eksploatację. Uczmy się od tych, którzy w gorszych warunkach zapewniają nawadnianie i uzyskują dużą wydajność w rolnictwie.

W liczbach bezwzględnych zakładamy dofinansowanie na gospodarstwo do 100 tys. zł. Żeby to zrealizować, rolnik z braku środków własnych musi uzyskać kredyt. Chodzi o to, aby banki spółdzielcze weszły również w ten obszar. W pierwszym rzucie przeznaczamy na te cele 100 mln euro, z możliwością zwiększenia tej puli w miarę potrzeb. Zależy mi na tym, aby – poczynając od września – składać wnioski, które po opracowaniu pozwolą już tej zimy i na wiosnę przyszłego roku uzyskać znaczący postęp w zakresie gromadzenia w tysiącach gospodarstw rezerw wody. Zadanie zrealizuje ARiMR, podobnie jak wszelkie płatności unijne. Wykonanie instalacji od jesieni do wiosny pozwoli wejść w nowy sezon wegetacyjny z lepszym bilansem wodnym. System nawadniania w tysiącach gospodarstw, a zakładamy nawadnianie najbardziej intensywnych upraw, ma znaczenie dla konsumenta, nie tylko w odniesieniu do cen, ale i jakości upraw gwarantujących wysokie plonowanie. Uprawa warzyw gruntowych, sady, jagodniki, uprawy specjalistyczne, również intensywne uprawy rolnicze, uzasadniają finansowanie nawadniania, bo efekt finansowy może być znaczący. W konsekwencji ustabilizujemy ceny żywności, która podlega wahaniom sezonowym. Poczynając od mitycznej pietruszki.

Czy kredyty klęskowe udzielane przez banki spółdzielcze dają szanse przywrócenia równowagi w gospodarstwach, które poniosły straty?

– Sytuacja w gospodarstwach jest zróżnicowana, zwłaszcza w przypadku, gdy doszło do przeinwestowania, a główne źródło finansowania stanowiły zobowiązania kredytowe. W zdecydowanej większości przypadków warunkiem odtworzenia zdolności produkcyjnych w gospodarstwie i przywrócenia równowagi jest wówczas ich prolongata, ale to podnosi w rachunku ciągnionym koszty tak po stronie klienta, jak i banku. Warunkiem zachowania równowagi ekonomicznej jest więc kredyt klęskowy – na zakup środków do produkcji i odtworzenie upraw. Bez nich wiele gospodarstw by nie przeżyło, co nie oznacza, że przetrwa każdy, kto taką pomoc uzyskał.

Czego oczekuje pan w zakresie alokacji środków w nowej perspektywie finansowej UE i gdzie w procesie ich dystrybucji rola ARiMR, a jakie zadania pozostaną domeną Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa (KOWR-u)?

– Twardo walczymy o wysoki budżet dla rolnictwa. Propozycja, jaką Komisja Europejska złożyła półtora roku temu, jest absolutnie nie do przyjęcia. Mówię o tym bardzo wyraźnie, także podczas kilkukrotnych spotkań z komisarzem Philem ­Hoganem, mówi o tym pan premier Mateusz Morawiecki – nasz głos się przebija i jest słyszalny. Dlaczego tak zdecydowana ocena? Także z uwagi na zmiany klimatu i wyśrubowane standardy, tak w odniesieniu do jakości, jak i zrównoważonego modelu rozwoju uwzględniającego konieczną ochronę zasobów przyrodniczych i krajobrazowych. Biorcy netto – w tej liczbie my – mówią wprost: nie spełnimy zakładanych wymagań bez wsparcia. Co do nas, zarówno w pierwszym – związanym z dopłatami, jak i drugim filarze – dotyczącym rozwoju obszarów wiejskich, jakości życia, inwestycji domagamy się zwiększenia nakładów. Rzecz jasna nie rezygnujemy z wyrównania wysokości świadczeń wobec porównywalnych kosztów produkcji i niższej dochodowości. Zakładamy również, że realizacja krajowego planu strategicznego uwzględni w ramach sankcjonowania unijnych reguł i wymogów znaczną autonomię wydatkowania pozyskanych środków. Negocjacje są trudne na poziomie uzgadniania priorytetów, bowiem zachodni partnerzy postulują przeznaczenie 30, a nawet 40% wydatkowanych środków na szeroko pojęte programy przyrodnicze.

Wieloletnie ramy finansowe i wspólna polityka rolna wymagają zdynamizowania prac, co powinno nastąpić po ukonstytuowaniu się Komisji. Ważna rola w tym procesie przypadnie następcy komisarza Hogana. Co do nas, chcemy ściślej niż dotąd powiązać opłaty obszarowe z produkcją zwierzęcą, jak w przypadku użytków zielonych, gdzie dla przykładu 200 tys. ha w Bieszczadach należy do posiadaczy zamieszkujących w Warszawie i innych miastach. To wymaga rozmowy z partnerami społecznymi, bo nie mówimy o dodatkowych pieniądzach, tylko środkach z koperty dla ogółu rolników, z czego do 15% przypada na wsparcie określonych sektorów. Przekierowanie dopłat do trwałych użytków zielonych, co jest moim zamysłem, obrazuje skalę wyzwania, bo przypomnijmy, że mówimy o 3 mln ha, które jakże często nie mają powiązania z produkcją zwierzęcą! Warunkiem korzystania z dopłat powinno być posiadanie co najmniej 0,3 dużej jednostki przeliczeniowej zwierząt gospodarskich – bydła, owiec, kóz, słowem, korzystających z zielonki. Wystarczy obsada ekstensywna.

ARiMR nie kreuje polityki rolnej państwa. Jest, obok polityki unijnej, narzędziem służącym jej realizacji. Chodzi o sprawną absorpcję wniosków, ich opracowanie, dystrybucję środków i kontrolę ich właściwego wykorzystania. To największa tego typu instytucja w Europie – zatrudnia 11,5 tys. pracowników, lecz zadań stale przybywa. Realizuje płatności bezpośrednie, wraz z zaliczkami, pomoc suszową, dziesiątki dedykowanych programów – w efekcie rolnicy denerwują się, że niekiedy zbyt długo trwa czas od przyjęcia wniosku do wypłaty. Pamiętajmy, że mówimy o środkach publicznych, których wydatkowanie wymaga nie tylko przejrzystości, ale dochowania wszystkich wynikających stąd wymogów.

KOWR ma swoje zadania, nowa ustawa obok pożyczek i poręczeń wprowadza nowy instrument wsparcia poprzez obejmowanie udziałów i dokapitalizowanie tą drogą różnych podmiotów – również prywatnych, świadczących na rzecz realizacji polityki rolnej państwa. Poza zarządzaniem ziemią pozostającą w państwowym zasobie, zadaniem KOWR-u jest wsparcie rolnictwa poprzez działania służące stabilizowaniu rynku. Także w drodze skupu nadwyżek, za pośrednictwem państwowych zakładów, jak to miało miejsce w przypadku jabłek, które w minionym roku tak obrodziły. Bez pomocy państwa większość by zgniła. Wdrożony mechanizm – prawda, że trudny i skomplikowany – pozwolił uzyskać kilkaset milionów złotych przez zainteresowanych, czyli sadowników. KOWR to także wspieranie innowacyjności, nowe technologie, a więc czynniki, które zdecydują o przyszłości rolnictwa, jego możliwościach rozwoju i konkurencyjności. Drony, a nawet satelity pozwalają obrazować z powietrza stan i rozmieszczenie upraw. Ułatwia to zarządzanie, również w zakresie wspomnianej gospodarki wodnej.

Na wsi zaczyna brakować – niekiedy dramatycznie – rąk do pracy. Technologie to szansa na sprostanie temu wyzwaniu. Realna perspektywa to już nie tylko mechanizacja, ale robotyzacja w rolnictwie. Warunkiem jest wykorzystanie postępu dla dobra rolników, a nie ich swoistego zniewolenia. Obrazowanie satelitarne to program pilotażowy realizowany przez wydzielony pion innowacji w gospodarstwach administrowanych przez KOWR. System znakowania wołowiny w technologii blockchain pozwala monitorować zaczipowane zwierzęta przez cały okres ich egzystencji. Zamożny klient chętnie zapłaci za wysoką, gwarantowaną jakość. W tym względzie mamy szansę być europejskim liderem.

Rolnictwo to ważny, dochodowy, przynoszący miejsca pracy dział gospodarki. Warto weń inwestować. Ma kluczowe zadanie w zagospodarowaniu obszarów wiejskich i przeciwdziałaniu ich wyludnianiu. Generuje usługi w oświacie, ochronie zdrowia, kulturze i innych dziedzinach, również w bankowości. Małe gospodarstwa produkujące na rynek lokalny, dla potrzeb agroturystyki, małej gastronomii etc., również mają swoją rolę do odegrania w zakresie rozwoju wszystkiego tego, co składa się na kapitał społeczny. Co określa naszą tożsamość, kulturę i tradycję. Rolniczy handel detaliczny ma dobre perspektywy rozwoju, a zaproponowane przez resort rozwiązania należą do najlepszych w Europie. Rolnik może bez większych przeszkód sprzedać wszystko to, co mu się urodzi bądź co przetworzy we własnym gospodarstwie. Zamiast zgód i zezwoleń od sanepidu i weterynarii, może uzyskać dofinansowanie. Co więcej, ma dużą kwotę wolną od podatku. Może sprzedawać nie tylko końcowemu odbiorcy, ale wszędzie tam, gdzie będzie zainteresowanie. To rewolucyjna zmiana!

Czy i w jakim zakresie banki spółdzielcze powinny zapewniać stabilne warunki ekonomicznego rozwoju i bezpieczeństwa finansowego polskiego rolnictwa?

– Banki spółdzielcze przeszły długą i niełatwą drogę przeobrażeń w okresie transformacji, co obserwowałem z pozycji członka rady nadzorczej niewielkiego banku pod Toruniem. Wielce sobie cenię wyróżnienie medalem Franciszka Stefczyka – najwyższym odznaczeniem środowiskowym. W efekcie procesów konsolidacyjnych banki spółdzielcze uzyskały nowe możliwości działania, przy spełnieniu standardów wynikających nie tylko z ładu regulacyjnego, ale konkurencji na rynku i oczekiwań klienta. Szybkość i odmiejscowienie operacji, bankowość internetowa i mobilna, obrót bezgotówkowy, szeroka gama funkcjonalności kart płatniczych stały się udziałem bankowości spółdzielczej i jej klientów, w której to grupie rolnicy i przetwórcy stanowią znaczący segment. Przewagę konkurencyjną tworzą: rozbudowana sieć placówek, ich dostępność w miejscach słabiej zurbanizowanych, wreszcie trwałe, wielostronne relacje.

Nic jednak nie jest dane raz na zawsze. Bank przyjazny, innowacyjny, otwarty na klienta i jego zmieniające się potrzeby odniesie sukces. W innym przypadku wygrają konkurenci. Zdecyduje jakość i atrakcyjność oferty. Przykład banków francuskich dowodzi, że bankowość spółdzielcza może być podstawą finansowania polskiego rolnictwa. Do polskiej bankowości spółdzielczej należy wybór! Wierzę, że będzie racjonalny i słuszny! W sztafecie dziejów następcy księży Piotra WarzyniakaWacława Blizińskiego, kontynuatorzy dzieła Franciszka Stefczyka mają wszelkie dane, by tak się stało. Czego całym sercem życzę! Pamiętajcie państwo, że patriotyzm i misja wymagają profesjonalizmu i nowoczesności, by przynosiły trwałe owoce.

Udostępnij artykuł: