O pracownika z Ukrainy coraz trudniej. Alternatywy trzeba szukać w Azji

Mój plan emerytalny

Fot. Pixabay.com

Zmiany legislacyjne, które weszły w życie z początkiem roku, ale też sytuacja na rynku i zmieniające się oczekiwania sprawiają, że pracodawcom coraz trudniej będzie zaspokajać kadrowe braki pracownikami z Ukrainy. Duzi pośrednicy, obecni na Wschodzie od dłuższego dalej widzą w tym rynku potencjał, jednak zauważają, że równolegle trzeba szukać alternatywy… w Azji.

– Zmiany legislacyjne dotyczące zatrudniania cudzoziemców, które weszły w życie z początkiem roku, wprawdzie kilka kwestii porządkują, jednak narzucają też dodatkowe wymogi biurokratyczne czy finansowe. Dla dużych podmiotów działających na tym rynku będzie to z pewnością dodatkowe obciążenie, chociaż wydaje się, że inne czynniki rynkowe, przede wszystkim wyższe oczekiwania płacowe pracowników ze Wschodu, rosnąca konkurencja między pracodawcami polskimi oraz otwieranie się innych państw na pracę Ukraińców (kraje Zatoki Perskiej, Izrael, państwa bałtyckie, Czechy) mogą mieć większe znaczenie dla dalszego rozwoju tego segmentu rynku pracy – komentuje Marcin Kołodziejczyk, dyrektor ds. rozwoju projektów międzynarodowych w Grupie Progres.

Biurokracja, koszty, częściowe ułatwienia

Zmiany proceduralne w obrębie zatrudniania cudzoziemców, które weszły w życie z początkiem roku wymagają oswojenia się z nimi i wdrożenia do rzeczywistości rynkowej zarówno przez pracodawców, jak i urzędników. Istotne zmiany dotyczą rejestracji pracowników-obcokrajowców w ramach uproszczonej procedury (obejmuje ona kilka krajów bloku wschodniego, m.in. Ukrainę czy Białoruś). Od 1 stycznia tworzony jest system ewidencyjny dla zatrudnianych tak cudzoziemców, co wymusza składanie dodatkowych dokumentów typu paszport czy wiza, także obowiązek meldunkowy. Pracodawca ma też obowiązek poinformować właściwy urząd pracy (w dzień podjęcia przez cudzoziemca zatrudnienia) o urzeczywistnieniu się tego faktu, a jeżeli to nie nastąpiło, to niezależne od przyczyny również musi to zgłosić (tyle, że w ciągu 7 dni).

 Z nowym rokiem pojawiły się też nowe druki, jednak oświadczenia złożone przed 31 grudnia 2017 roku są ważne do momentu wygaśnięcia zawartego w nich terminu. Ponadto, w okresie przejściowym (czyli w 2018 roku), po wygaśnięciu złożonego w ubiegłym roku oświadczenia można od razu złożyć nowy wniosek i kontynuować pracę, o ile ma się zalegalizowany pobyt. Nowe i stare zasady nie sumują bowiem przepracowanych łącznie dni, co oznacza, że w w wielu przypadkach możliwe będzie (choć tylko w tym roku) przekroczenie limitu 180 dni przepracowanych w Polsce w okresie 12 miesięcy. Wprowadzona też została jednorazowa opłata za każde złożone oświadczenie w kwocie 30 zł. Jest ona niewielka z perspektywy mikro skali, ale dla dużych podmiotów działających w obszarze pośrednictwa pracy będzie już zauważalna.

Urzędnikom dano też możliwość wydłużenia terminu rozpatrywania wniosku (standardowo jest to obecnie 7 dni, a okres ten może być wydłużony nawet do 30), ponadto mogą teraz wydać decyzję odmowną. Z perspektywy dotychczasowego funkcjonowania tego rynku pewne rzeczy zostały z pewnością usystematyzowane w obrębie administracyjnym, jednak pracodawcom z pewnością nie ułatwia i nie przyspiesza to procesów. Są też pozytywne znaki – w przypadku zakończenia okresu pracy na podstawie oświadczenia, jeśli pracodawca wcześniej złożył już stosowny wniosek o wydanie zezwolenia na pracę w urzędzie wojewódzkim, to w okresie oczekiwania na decyzję pracownik może dalej legalnie pracować. Dotyczy to jednak tylko umów o pracę, co też wydaje się pewnym kierunkiem nadawanym przez obecne przepisy.

Rośnie konkurencja i wymagania

Pracownicy ze Wschodu, zwłaszcza z Ukrainy, bo ich jest w Polsce najwięcej, stają się jednak coraz drożsi. Rosną ich wymagania płacowe, oczekują też stwarzania im coraz lepszych warunków pozapłacowych. Jest to naturalny proces wynikający z doświadczeń i aklimatyzacji, a wszystko to dzieje się w realiach ogromnego popytu na pracę ze strony polskich firm. Według obserwacji Grupy Progres na przestrzeni ostatnich dwóch kwartałów oczekiwane miesięczne wynagrodzenie Ukraińca za pracę w Polsce (przy którym jest w stanie przyjechać do naszego kraju) wzrosło o ponad 20% – z ok. 500 do ponad 600 dolarów netto. Do tego dochodzą koszty związane z pozapłacowymi elementami, jak zakwaterowanie, czasami też transport, które spadają na pracodawców. Skumulowany koszt zatrudnienia Ukraińca bywa więc nawet 30% większy od przeciętnego kosztu zatrudnienia pracowników z lokalnego rynku – problem polega jednak na tym, że tych firmy nie mogą znaleźć. Z perspektywy biznesu posiłkowania się kadrą ze Wschodu nie daje więc żadnych oszczędności, jednak jest to konieczność. Grupa Progres zakontraktowanych ma obecnie na terenie kraju blisko 4000 pracowników z Ukrainy (głównie w produkcji, logistyce i handlu) i szykuje się do realizacji kolejnych projektów w tym obszarze.

Azjatycka perspektywa

Eksperci prognozują, że rynek ukraiński będzie się stopniowo wyczerpywać, a w dłuższej perspektywie znaczącą rolę na nim odgrywać będą tylko duzi pośrednicy. Ponadto nasz wschodni sąsiad zaczyna podejmować działania w kierunku zatrzymania swoich rodaków w kraju, aby w większym stopniu przyczyniali się oni do rozwoju rodzimej gospodarki. Szukanie sensownej alternatywy jest więc konieczne. Na celowniku firm rekrutacyjnych pojawiły się już Indie, Nepal czy Bangladesz, ale wydaje się, że w obliczu prognoz demograficznych dla Polski, źródeł pozyskiwania pracowników będzie musiało być więcej.

– Wiele firm w Polsce dopiero co otworzyło się na wariant pracownika ze Wschodu, a wszystko wskazuje na to, że trzeba się już przygotowywać do nowych rozwiązań i kierunków pozyskiwania kadry. Dalej aktywnie zamierzamy działać na Ukrainie, jednak poszerzany już obszar aktywności o wybrane kraje azjatyckie, które z perspektywy ogromnych potrzeb polskiego rynku pracy dysponują także dużym potencjałem – dodaje Marcin Kołodziejczyk z Grupy Progres.

Źródło: Grupa Progres

Udostępnij artykuł: