Obecny boom na kredyty mieszkaniowe może być przyczyną kolejnych problemów?

Blogi / Witold Gadomski

W lipcu padł historyczny rekord udzielonych kredytów hipotecznych. Wartość umów na kredyty mieszkaniowe w ciągu miesiąca przekroczyła 8 mld zł.

Witold Gadomski
Witold Gadomski

W lipcu padł historyczny rekord udzielonych kredytów hipotecznych. Wartość umów na kredyty mieszkaniowe w ciągu miesiąca przekroczyła 8 mld zł.

Według danych NBP średnie oprocentowanie nowych kredytów mieszkaniowych wynosi 2,9%. Jest niższe od inflacji i znacznie niższe niż wzrost przeciętnych wynagrodzeń, który w lipcu 2021 roku wyniósł 8,7% wobec lipca 2020 roku (dane dotyczą sektora przedsiębiorstw).

Pięć lat temu średnie oprocentowanie kredytów mieszkaniowych wynosiło 4,5% przy ujemnej inflacji i wzroście przeciętnych wynagrodzeń w sektorze przedsiębiorstw 4,8%.

Obecny boom kredytów mieszkaniowych przypomina ten z lat 2004-2008, gdy zaciągane były przede wszystkim kredyty walutowe, głównie we frankach szwajcarskich. Były oprocentowane znacznie niżej niż kredyty złotowe.

Wnioski z lekcji frankowej

W 2005 r. oprocentowanie kredytu mieszkaniowego w wysokości 250 tys. zł, zaciągniętego na 30 lat w złotych wynosiło ok. 5,3%, w euro: 3,1%, a we frankach szwajcarskich: 1,8%.

Ich zaciąganie wydawało się doskonałą okazją nie tylko dla osób pragnących posiadać własne mieszkanie, ale też dla tych, którzy zaciągali kredyty i kupowali mieszkania w celach zarobkowych. Skończyło się rozczarowaniem i falą procesów, jakie kredytobiorcy wytaczają bankom, uznając, że w niewystarczającym stopniu przestrzegały przed ryzykiem kursowym.

Polskie sądy coraz częściej przyznają  rację kredytobiorcom, nakazując unieważnianie umów lub przewalutowanie długu po kursie z dnia zaciągnięcia kredytu.

2 września 2021 roku sprawę kredytów frankowych rozpatrywać będzie w pełnym składzie Izba Cywilna Sądu Najwyższego.

Po stronie klientów banków, którzy zaciągnęli kredyty frankowe opowiada się profesor Ewa  Łętowska, która uważa, że klienci banków są z założenia stroną słabszą.

„Pod wpływem rozmaitych prądów, do prawa zaczęła przenikać doktryna „słabszej” strony umowy, wedle której pracobiorcy, lokatorzy i konsumenci mają immanentnie „słabszą” pozycję negocjacyjną i z tego tytułu należy im się specjalna ochrona prawna” – pisała Pani Profesor w artykule, zamieszczonym także w „Rzeczypospolitej” „Krajobraz po czy przed bitwą o franki?” (24 marca 2021).

Czy wzrost stóp procentowych zaskoczy kredytobiorców?

Ta sama wykładnia prawa będzie zapewne stosowana, gdy znacząco wzrośnie oprocentowanie tanich obecnie kredytów złotowych.

Jeżeli inflacja utrzyma się przez dłuższy czas na poziomie ponad 5%, a być może zbliży się do 10%,  Rada Polityki Pieniężnej będzie musiała podnieść stopy i to znacznie bardziej niż proponowano na czerwcowym posiedzeniu RPP. Troje członków Rady głosowało wówczas za podwyżką stóp o 0,15 pkt proc., ale propozycję odrzuciła pozostała siódemka.

Całkiem prawdopodobny jest scenariusz, gdy oprocentowanie kredytów mieszkaniowych wzrośnie z obecnych niespełna 3% do 6-7%. Ponieważ znaczna większość umów kredytowych przewiduje zmienną stopę oprocentowania, klienci kredytów złotowych muszą się liczyć ze wzrostem obciążenia, podobnym do tego, jakiego doświadczyli w latach 2008-2015 „frankowicze”.

Wzrost kursu franka zaskoczył zarówno banki, jak i klientów i skończyło się procesami. Wzrost oprocentowania kredytów złotowych nie powinien być dla nikogo zaskoczeniem, ale drogą do sądów, przetartą przez „frankowiczów” - pójdą zapewne „złotowicze”.

Źródło: aleBank.pl
Udostępnij artykuł: