Obligatariusze to zło konieczne

Komentarze ekspertów

To coraz częstsze podejście spółek notowanych na Catalyst. Szczególnie tych z problemami, które o inwestorach indywidualnych pamiętają tylko gdy trzeba domknąć kolejną emisję.

Siedem dni – tyle czasu minęło od kiedy Zastal nie wykupił w terminie wartych 3,12 mln zł obligacji serii A. Spółka nie tylko nie poinformowała o przyczynach, ale nawet nie podała wiadomości o samym fakcie niespłacenia długu. Telefony w Zastalu milczą jak zaklęte. Żal tylko sekretarki, która na okrągło musi informować o nieobecności zarządu, księgowego i osób odpowiedzialnych za relacje z inwestorami.

Wody w usta nabrało także Powszechne Towarzystwo Inwestycyjne, które jest głównym akcjonariuszem Zastalu (30 proc. w kapitale). Także i w tej spółce trudno o jakiekolwiek informacje na temat niespłaconych papierów podmiotu wchodzącego w skład portfela inwestycyjnego. Ale przecież w przypadku PTI nie mówimy o pierwszej lepszej spółce, tylko o emitencie z aspiracjami do wypuszczenia euroobligacji. Inwestorzy szybko połączyli obie spółki, bo cena trzech serii obligacji PTI w kilka dni spadła ze 100-101 proc. do 83-94,5 proc.

Oczywiście takie posunięcia mocno podkopują zaufanie inwestorów indywidualnych do obligacji przedsiębiorstw, szczególnie, że nie jest to odosobniony przypadek. By z niedawnych zdarzeń wspomnieć tylko niewykupienie obligacji za 3,93 mln zł przez e-Kancelarię czy niekończącą się aferę, bo tak to trzeba nazwać, z Uboat-Line w roli głównej. Nic więc dziwnego, że inwestorom potrzeba coraz mniej powodów do sprzedaży obligacji, niekiedy nawet nakręcając przy tym małą panikę (mierząc w skali rynku Catalyst).

Coraz większa podejrzliwość obligatariuszy sprawia, że niemal codziennie obserwujemy wyraźnie osuwające się notowania długu którejś ze spółek. W tym tygodniu oprócz PTI sytuacja taka dotknęła między innymi Polski Holding Medyczny PCZ, Leasing-Experts czy SFK Polkap.

Co ciekawe, ponownie da się zauważyć większe spadki na papierach Getin Noble Banku. Do tego stopnia, że w piątkowe przedpołudnie jeden z inwestorów zdecydował się sprzedać serię GNB0221 po 94 proc. Kupujący może się więc cieszyć z 5,87 proc. rentowności brutto, to prawie o połowę więcej niż bank obecnie oferuje w emisji publicznej (stałe 4 proc. na pięć lat).

Podsumowując tydzień, nie sposób pominąć obniżkę stóp procentowych. Choć ścięto stopę referencyjną o 0,5 pkt proc. do 1,5 proc., to tym razem jej wpływ na oprocentowanie obligacji prawdopodobnie będzie niższy niż przy poprzednich cięciach. Po pierwsze, obniżka ta częściowo była już zdyskontowana przez WIBOR, po drugie zaś, rynek oczekuje, że to koniec luzowania przez Radę Polityki Pieniężnej, co znaczy, że WIBOR ma bardzo ograniczone pole do dalszego spadku.

Ale, co moim zdaniem znacznie ciekawsze, decyzja RPP może mieć wpływ także na papiery stałokuponowe. Bynajmniej nie chodzi o wzrost ich ceny, a o to, że część emitentów zyska prawo do obniżenia odsetek, choć warunki emisji przewidują niezmienną wysokość kuponu. Wszystko za sprawą tzw. ustawy antylichwiarskiej, która określa maksymalne odsetki jako czterokrotność stopy lombardowej. Zatem każdy emitent, płacący powyżej 10 proc. rocznie, ma prawo obniżyć oprocentowanie. Takich spółek na rynku jest 12, a łączna ich oszczędność do dnia wykupu po tej operacji wyniosłaby w sumie 1,47 mln zł. Lecz niewymiernym kosztem w tym przypadku może być utrata zaufania inwestorów. Problem zniknie w lipcu, gdy nowa ustawa o obligacjach zniesie przepis o odsetkach maksymalnych w odniesieniu do papierów dłużnych (zmiany dotyczyć będą nowych emisji).

Michał Sadrak
Obligacje.pl

Udostępnij artykuł: