Obniżenie wieku emerytalnego we Włoszech?

Mój plan emerytalny

Piza Włochy aut. R. Lidke

Nowy włoski rząd może obniżyć wiek emerytalny dla kobiet i mężczyzn do 60 roku życia - pisze z Rzymu Marek Lehnert

#MarekLehnert: Prawo do emerytury będzie miał każdy/każda , w wieku co najmniej 60 lat, kto przez czterdzieści lat płacił składki emerytalne #WiekEmerytalny #Emerytura

Ulubionymi liczbami Ruchu Pięciu Gwiazd są oczywiście 5, obecne w nazwie i logo tej partii, następnie 32, bo tyle procent głosów otrzymała ona w marcowych wyborach, a ostatnio doszło do nich 100, będące symbolem i kwintesencją obiecywanej w czasie kampanii wyborczej reformy systemu emerytalnego. 

Trochę historii włoskiej reformy emerytalnej

W niedzielę 4 grudnia 2011 roku zaprzysiężony dwa tygodnie wcześniej Mario Monti, który zastąpił na stanowisku premiera Silvio Berlusconiego, przedstawił program swojego rządu. Pod jednoznacznym i adekwatnym tytułem „Salva Italia”, Włochom na ratunek. Nikt nie miał wątpliwości, że kraj stał wtedy na równi pochyłej i groziło mu, że stoczy się po niej i dogoni Grecję.

Istotną częścią tego programu była drastyczna reforma systemu emerytalnego, polegająca na natychmiastowym – poczynając od 1 stycznia 2012 – podniesieniu wieku emerytalnego do 66 lat dla mężczyzn i 62 dla kobiet, co miało zapewnić oszczędności w wysokości 3-3,5 mld euro w skali roku. Docelowym wiekiem było siedemdziesiąt lat dla wszystkich. Przedstawiając tę rewolucję na specjalnej – była to niedziela! – konferencji prasowej minister pracy Elsa Fornero, ekonomistka z Turynu, która miała wówczas 63 lata, podkreśliła, iż zdaje sobie sprawę, że zmiany te oznaczać będą dla Włochów „poświęcenia”. Ale nie wymówiła do końca tego słowa (sacrifici), ponieważ wybuchła płaczem. Scena ta przeszła do historii.

A nazwisko Fornero, miłej przecież i kulturalnej pani, stało się synonimem bezduszności władzy sprawowanej przez technokratów pod dyktando Unii Europejskiej i Międzynarodwego Funduszu Walutowego oraz innych jeszcze ciemnych sił, rządzących skrycie całym światem.

Obniżyć wiek emerytalny!

Przekonany był o tym święcie od początku komik Beppe Grillo, założyciel w 2009 Ruchu Pięciu Gwiazd. Głównym punktem programu jego partii przed wyborami 4 marca tego roku było więc „obalenie ustawy Fornero”. Znalazł on w tym sojusznika w Lidze. Wybory nie wyłoniły co prawda zdecydowanego zwycięzcy – nikt nie zdobył parlamentarnej większości – ale obie te partie otrzymały najwięcej głosów (32,66 procent Ruch 5 Gwiazd i 18,72 procent Liga , która do wyborów szła w koalicji centroprawicy, wybranej przez 37% elektoratu).

Źle przygotowana reforma emerytalna to utrata władzy

Nic dziwnego, że reforma systemu emerytalnego znalazła się w programie rządu, którego sformowanie prezydent Sergio Mattarella nolens volens powierzył obu tym partiom. I nic dziwnego, że po tym, jak powstał on w ciężkich boleściach po blisko trzech miesiącach od wyborów. Sprawa ta znalazła się na pierwszym miejscu listy priorytetów. A najbardziej do niej przywiązany jest lider ruchu Luigi Di Maio, który nieprzypadkowo nie mogąc objąć urzędu premiera zadowolił się stanowiskiem ministra pracy i opieki społecznej.

Reforma Fornero, która weszła w życie 1 grudnia 2012 roku, przewidywała, że na emeryturę będzie mógł przejść ten, kto płacił składki na fundusz emerytalny od co najmniej 42 lat (mężczyźni) i 41 (kobiety). Wiek emerytalny podniesiony został od razu do 66 lat (mężczyźni) i 62 (kobiety, z tym, że docelowo, czyli do 2018 miał on już wnosić 66 lat). Miało to przynieść oszczędności rzędu 3-3,5 miliardów euro (piętnastu po wejściu w życie całej reformy).

Szybko się okazało, że istnieje co najmniej 350 tysięcy, jeśli nie wręcz półmilionowa armia pracowników, którzy z dnia na dzień znaleźli się bez pracy, bez pensji i bez emerytury: to ci, którzy szykowali się do przedterminowego dobrowolnego zwolnienia się na krótko przed osiągnięciem wieku emerytalnego. Pod jego podniesieniu w wyniku „reformy Fornero”, znaleźli się oni w próżni, praktycznie bez środków do życia i byli głównymi ofiarami zmian w tym systemie. Od tamtego czasu kolejne rządy osiem razi próbowały przyjść im z pomocą, udzielając specjalnej zapomogi ze skarbu państwa i łagodząc niektóre przepisy drakońskiej w opinii Włochów ustawy.

Być na emeryturze 40 lat

Nawiasem mówiąc sytuacja ta była całkowitym przeciwieństwem tego, co wydarzyło się także w grudniu, ale w odległym 1973 roku, gdy rząd chadecji premiera Mariano Rumora umożliwił wcześniejsze przejście na emeryturę pracowników sfery budżetowej. Rezultatem były tzw. baby pensioni, dziecinne emerytury, do których prawo otrzymały kobiety z dziećmi po przepracowaniu zaledwie czternastu lat, sześciu miesięcy i jednego dnia, a mężczyźni po zaledwie 20 czy 25 latach. We Włoszech pojawili się więc niemal młodociani emeryci, ludzie niewiele ponad trzydziestoletni. W sumie było ich około czterystu tysięcy, a kosztowali skarb państwa siedem i pół miliarda euro rocznie. Dopiero po dziesięciu latach władze zorientowały, jakie są skutki tej reformy i cofnęły jej dobrodziejstwa, ale nie zmieniło to faktu, że utrzymanie armii „dzieci emerytów” kosztowało 0,4% PKB rocznie. W tej chwili, jak poinformował włoski zakład ubezpieczeń społecznych INPS, ponad czterysta tysięcy osób otrzymuje emeryturę od 38 lat, a milion siedemset tysięcy od ponad trzydziestu.

Odwrócenie reformy emerytalnej to roczny wydatek 20 mld euro

Reforma obecnego rządu, mówiąc w dużym skrócie, przewiduje, że prawo do emerytury będzie miał każdy/każda , w wieku co najmniej 60 lat, kto przez czterdzieści lat płacił składki emerytalne: 60 plus 40 daje sumę 100, czyli liczbę, która jest symbolem reformy dotychczasowego systemu emerytalnego. Mówi się też o ułatwieniach dla kobiet – nazwano to „opzione donna”, opcja dla kobiet – które mogłoby iść na emeryturę już w 57 czy 58 roku życia, pod warunkiem, że płaciłyby składki emerytalne od co najmniej 35 lat.

Jak obliczył prezes INPS Tito Boeri – którego dni na tym stanowisku są zapewne policzone – reforma reformy Fornero kosztowałaby od 15 do 20 miliardów euro rocznie. Sama Elsa Fornero obalenie ustawy noszącej jej imię skomentowała uwagą, że „nie wystarczy kochać ludzi, żeby znaleźć niezbędne środki, trzeba również znać się na kryteriach systemu ekonomicznego”. Składanie obietnic, których realizacja pociągnie za sobą wzrost zadłużenia państwa, nie doprowadzi jej zdaniem do niczego dobrego.

Udostępnij artykuł: