Oceny agencji ratingowych to często tsunami dla rynków. Czy są potrzebne?

Polecamy

Działalność agencji ratingowych bardzo istotnie wpływa na sytuację na rynkach. W powszechnej ocenie ich bierność doprowadziła do niespodziewanych plajt banków inwestycyjnych i kryzysu subprime w 2008 i 2009 roku. Dzisiaj zaskakują decyzjami o obniżaniu ratingów kolejnych państw i sektorów, także w Polsce. Czy i w jaki sposób można odbudować reputację tak ważnych dla światowej gospodarki instytucji?

Kilka dni temu akcje największych polskich banków załamały się. Powodem było obniżenie ich ratingu przez jedną z trzech największych agencji na świecie – Moody’s. Amerykańska firma oceniająca wiarygodności kredytową spółek, organizacji i rządów uznała, że perspektywy rozwoju polskiej gospodarki są słabe, a to może przełożyć się na pogorszenie jakości aktywów krajowych banków, które w rezultacie będą zmuszone do ograniczenia akcji kredytowej. Moody’s obniżył swoją ocenę ze stabilnej na negatywną.

Dla dużych międzynarodowych inwestorów taka decyzja to jednoznaczny znak do sprzedaży. – Nawet, jeśli zagraniczne banki inwestycyjne dysponują wiarygodnymi informacjami i własną oceną rynku, to na tego typu rozterki czas przyjdzie później. Pierwsza decyzja jest automatyczna – mówi Magdalena Hernandez, dyrektor zarządzająca ACCA, międzynarodowej organizacji zrzeszającej specjalistów z zakresu finansów i rachunkowości.

Prezes NBP Marek Belka określił krok agencji Moody’s jako „zdumiewający” i „zaskakujący”. Największe polskie banki odnotowały w ostatnim czasie rekordowe zyski. Mimo to podczas ubiegłotygodniowej wtorkowej sesji notowania akcji dołowały. Akcje Getin Banku traciły w pewnym momencie 4,7 proc., a Pekao SA i PKO BP prawie 3 proc. „Moody’s uderza w polski sektor bankowy”, komentowali rodzimi analitycy. Mimo oburzenia nie byli zaskoczeni. Polska była w Europie wyjątkiem. Sektory bankowe w innych krajach już wcześniej otrzymały ocenę negatywną. Działalność agencji ratingowych od kilku lat wzbudza na całym świecie nieustannie kontrowersje.

Ważny element procesu decyzyjnego

Agencje ratingowe są bardzo ważnym ogniwem w coraz dłuższym łańcuchu globalnych finansów. Ich głównym zadaniem jest ocena ryzyka kredytowego poszczególnych podmiotów. Na podstawie ich raportów i etykiet, jakie przydzielają firmom, samorządom, państwom czy też samym papierom wartościowym rynki wyrabiają sobie zdanie na ich temat i przede wszystkim podejmują decyzję, czy warto kupić dane zobowiązanie, czyli jaka jest szansa, że rząd czy spółka spłacą w przyszłości dług razem z odsetkami. Z ratingów korzystają w procesie podejmowania decyzji nie tylko inwestorzy, ale też ubezpieczyciele, banki inwestycyjne i rządy. Dlatego działalność agencji ratingowych jest ceniona i dobrze opłacana przez ich klientów. Ich pracownicy wnikliwie analizują wyniki finansowe, struktury organizacji, perspektywy rozwoju rynków i sektorów, by na tej podstawie oszacować za innych ryzyko. Przez lata ten system działał bez zarzutów, jednak kryzys finansowy lat 2007-2009 znacznie podważył ich wiarygodność.

Rola ratingów znacznie wzrosła wraz z rozwojem bardziej złożonych instrumentów finansowych. Z początkiem XXI. wieku wśród dużych instytucjonalnych inwestorów, jak banki czy fundusze emerytalne, coraz większą popularnością zaczęły się cieszyć złożone produkty oparte na długu, nazywane CDO (collateralized debt obligation). Banki inwestycyjne łączyły pojedyncze zobowiązania (najczęściej kredyty hipoteczne) w większe pakiety, które sprzedawały dalej. Jak łatwo się domyślić, ich nabywca nie był w stanie samodzielnie oszacować ryzyka związanego z poszczególnym kredytem, dlatego w pełni zdawał się na zewnętrzną ocenę. – W skrócie można powiedzieć, że inwestorzy kupowali produkt kierując się tym, co napisane na etykiecie, czyli ratingiem – mówi Magdalena Hernandez z ACCA. – Złożony system finansowy z wykorzystaniem derywatów jest bardzo wrażliwy, może funkcjonować tylko pod warunkiem, że agencje ratingowe będą wykonywać swoją pracę bardzo rzetelnie. To klucz do budowania wzajemnego zaufania na rynku – dodaje.

W lipcu 2007 roku zbankrutowały dwa fundusze należące do amerykańskiego banku inwestycyjnego Bear Stearns. W październiku bank Merrill Lynch poinformował o stracie w trzecim kwartale w wysokości 7,9 miliarda dolarów. W sierpniu 2008 roku upadł bank Lehman Brothers. Jak do tego doszło?

Agresywna polityka kredytowa i inwestycyjna sprawiła, że coraz więcej instrumentów CDO opartych było o amerykańskie hipoteki subprime, udzielane klientom o wysokim ryzyku, np. o niższych przychodach czy niestabilnym zatrudnieniu. Oczywiście, oprocentowanie takich kredytów jest wyższe, przez co można na nich więcej zarobić. Gwarancją spłaty tych zobowiązań miały być rosnące ceny nieruchomości. W założeniu w przypadku utraty pracy, kredytobiorca mógł z zyskiem sprzedać dom i bezpiecznie spłacić pożyczkę. Niestety, okazało się, że ceny przestały rosnąć. Coraz więcej kredytów stało się zagrożonych. Wiedziały o tym firmy kontaktujące się bezpośrednio z amerykańskimi rodzinami, które zaciągnęły pożyczkę, powinny o tym wiedzieć agencje ratingowe. Jednak do samego końca Moody’s, Standard&Poors i Fitch przyznawały aktywom odpisywanym przez bankrutujące fundusze inwestycyjne i banki najwyższe noty.

Co dalej z ratingami?

Gdy te fatalne w konsekwencjach błędy agencji ratingowych wyszły na jaw, świat był w szoku. Jednak wciąż nie doprowadziło to do systemowych zmian. Sam agencje zmieniły jednak politykę. Starają się zawczasu obniżać ratingi. Zaskoczyły tym inwestorów w sierpniu tego roku, gdy niespodziewanie obniżyły rating Stanów Zjednoczonych. Dało to znak do wyprzedaży na giełdach. Po USA przyszedł czas inne kraje, a także banki komercyjne. Chociaż zmiana polityki agencji jest wyraźna, ekonomiści, jak chociażby prezes NBP, Marek Belka, wciąż nie mogą doszukać się w tych działaniach racjonalnych decyzji popartych danymi.

Tego samego dnia, gdy Moody’s zweryfikował ocenę polskich banków, Michel Barnier, unijny komisarz ds. rynku wewnętrznego i usług przedstawił projekt zmian prawnych, które mają rozmontować oligopol „wielkiej trójki” agencji ratingowych, do której należą Standard&Poor’s, Fitch oraz Moody’s. – Chcę wyciągnąć konsekwencje z kryzysu. Te agencje są bardzo ważne… Moim zdaniem ich rola jest zbyt duża – powiedział Barnier. Zmiany w przepisach proponowane przez komisarza mają zaostrzyć zasady działania agencji na terenie Unii Europejskiej. Komisarz chce m.in. zabronić im publikacji ratingów dla krajów, które korzystają z pomocy UE i MFW (jak np. Grecja). Sankcją byłaby utrata licencji.

Dodatkowo Barnier proponuje szereg zmian, które mają rozdrobnić rynek takich usług. Przedsiębiorstwa i jednostki administracji publicznej musiałyby co pięć lat zmieniać agencję, która ocenia wiarygodność emitowanych przez nie obligacji. Natomiast Europejski Urząd Akcji i Rynków opublikuje listę wszystkich działających na terenie Unii Europejskiej agencji ratingowych oraz stawki jakie pobierają za swoje usługi. Ma to zwiększyć konkurencyjność między poszczególnymi agencjami ratingowymi.

– Agencje ratingowe to instytucje kluczowe dla poprawnego działania globalnych rynków finansowych. Właśnie dlatego, że ich rola jest tak ważna powinny podlegać wyjątkowo ścisłej kontroli nie tylko prawnej ale też przez odpowiedni kodeks postępowania – zauważa Magdalena Hernandez z ACCA. – Standardem powinny być zewnętrzne audyty działalności agencji ratingowych, badania stosowności działania kadry zarządzającej wyższego szczebla i menedżerów odpowiedzialnych za wewnętrzną kontrolę. Tylko w ten sposób agencje będą mogły odzyskać nadwyrężoną w ostatnich latach reputację a ich klienci odzyskać tak potrzebne źródło informacji – dodaje.

Źródło: Clear Communication Group

Udostępnij artykuł: