Odreagowanie na akcjach. Czas na waluty?

Komentarze ekspertów

Na Wall Street odbicie indeksów, ale czy to koniec zawirowań na rynkach? Spekulanci z długimi pozycjami zaciekle bronią euro. Przecena wspólnej waluty to jedynie kwestia czasu. Wraz z nią straci również złoty.

Załamanie cen akcji w USA zostało we wtorek zatrzymane. Doszło do silnego odbicia. W ślad za Wall Street nie podążyły dziś jednak giełdy w Azji, gdzie indeksy zachowywały się stabilnie. Europa, po mocnych spadkach we wtorek, ma podstawy, by odrobić część strat z początku tygodnia. Wzrosty w USA traktujemy jednak jako chwilowe odreagowanie po przecenie, po której w kolejnych tygodniach nadejdzie druga fala wzrostu awersji do ryzyka przekraczająca ostatnie dołki indeksów. W II i III kw. rynek powinien mozolnie odrabiać straty. Trwalsze załamanie cen akcji to w obecnym obrazie rynku perspektywa końca roku oraz prawdopodobnie większej części 2019.

Nadal bardzo słabo na sygnały pogorszenia płynności na światowych rynkach finansowych – bo tak interpretujemy ostatnie zmiany (w tym pęknięcie bańki na bitcoinie et consortes) – reagują waluty. Eurodolar przetestował wczoraj ważne wsparcie na 1,2335, osiągając najniższy poziom od 2 tygodni. Ale jest to wciąż niewiele w porównaniu do zmienności obserwowanej na pozostałych rynkach. Złoty także stabilny, choć na indeksie złożonym z 4 głównych walut doszło do testu wsparcia otwierającego drogę do zniżek w rejon tegorocznych dołków siły złotego. Warszawski WIG był wczoraj jednym z najsłabiej zachowujących się europejskich indeksów. Uważamy, że fala osłabienia złotego dopiero się rozpoczyna. Osiągnięcie średnich cen analogicznych do wartości, do których w poniedziałek spadły amerykańskie indeksy akcji, dawałoby wzrost EURPLN w rejon 4,22, USDPLN do 4,54, a EURUSD w rejon 1,19. Są to w naszej ocenie kursy, które pojawią się na rynku w perspektywie tego kwartału. Katalizatorem i sygnałem wzrostu zmienności na walutach będzie kapitulacja byków na eurodolarze. To w naszej ocenie jedynie kwestia czasu.

Dalszy wzrost indeksu zmienności amerykańskiego rynku akcji VIX (tzw. indeks strach) – dotarł wczoraj do poziomu 50 proc., choć na początku stycznia był w rejonie najniższego poziomu w historii (9 proc.). – dynamiką i zakresem ruchu przypominał jedynie sytuację z początku kryzysu finansowego z 2008 r. Osiągał wówczas nieobserwowane nigdy wcześniej poziomy (89 proc.). Takie zachowanie dziś to jednak bardziej efekt długotrwałych, uporczywych spadków, a nie zwiastun podobnych problemów gospodarek. Niewiele słabsze „wystrzały” VIX notował choćby w sierpniu 2015 r. (do 53 proc.), sierpniu 2011 r. czy maju 2010 r. W dwóch ostatnich przypadkach startował jednak w górę z wyższych poziomów (15 proc.) i dotarł niżej (48 proc.). Jeden z najwyższych w ostatniej dekadzie skok zmienności wskazuje jednak na potencjalnie poważne czynniki stojące za załamaniem cen na rynkach akcji.

Damian Rosiński

Dom Maklerski AFS